Kształt wody (2017)

The Shape of Water

1 godz. 59 min.
  • Dziwią mnie te nagrody,wywyżania dla tego filmu i aktorow - prawie tak jak w przypadku "Lady Bird".. Te oscary,globy itp. schodzą na psy. Jedyne co/kogo mozna pochwalic to Shannona,ktory ciagnie te filimidlo jak moze,a jest pominiety we wszystkich nominacjach - co jest żartem...

    Ogolnie to szło to obejrzeć,dalem nawet 6 (choc zniesacznony sie czuje tym romansem i seksem ryby z kobietą),ale jak na ochy achy to cieniutko..

    No! Obejrzalem wszystkich glownych kandydatow to nagród i nie mam złudzeń - "Trzy bilbordy" wziely rywali do buzi,przemielily,przeżuzy ły,połknęły i wypluły ;) W każdej dziedzinie.

    82
    79odpowiedzi
    ost.
    • Elit_Novum
      Elit_Novum

      Napiszę więcej: Film ten jest takim samym Arcydziełem jak "Trzy billboardy..." - razem z Blade Runnerem najlepsze filmy minionego roku i dekady.
      Jak możesz nie dostrzegać genialności "Kształtu wody"?
      Rola Sally Hawkins perfekcyjna - tak samo genialna jak Frances McDormad (oczywiście należy uwzględnić fakt, że grają postaci o odmiennych charakterach, historii i problemach). Jednak porównując pod kątem mimiki (Hawkins nic nie mówiąc musiała wyrazić wszystkie myśli bohaterki), gestów, ukazania emocji...obie tak samo genialne.
      Aktorsko na drugim planie też podobnie fantastycznie - Sam Rockwell swą kreacją "zmiata" Shannona i Jenkinsa, ale ich role, choć nie mogą dorównać Rockwellowi, też są wybitne, równe roli Harrelsona w "Trzech billboardach..."
      Poziom reżyseri obu filmów równy - jednak Del Toro odrobinę przeważa nad McDonaghem.
      Mocą "Trzech billboardów" jest scenariusz - dialogii, igranie z widzem, konstrukcja postaci, ich prawdziwych oblicz wplecionych genialnie "między słowami".
      Ale scenariusz "Kształtu..." to też perfekcyjna konstrukcja, przemyślana - oparta na powielanym schemacie, oczywiście, ale dzięki wprowadzeniu kilku ciekawych rozwiązań (czarno-biała scena, seks ze Stworem - to jednak scena metaforyczna, a nie zoofilia jak tu piszą hejterzy) wydaje się, że mało oryginalna historia staje się oryginalna i świeża. W końcu w "La La Land" też historia nie jest zbyt oryginalna, ale oba filmy dzięki swej stylizacji na filmy z minionej epoki i magicznemu pięknu, cieszą się uznaniem.
      Konstrukcja scen i emocji ich towarzyszącym w obu filmach -taka sama: pożar billboardów wywołał we mnie takie same emocje, uniesienie i rozpacz jak finałowa scena "Kształtu wody".
      Oba filmy poruszają ważne problemy społeczne, rasistowskie.
      Oba filmy mają doskonale zarysowanych pod kątem psychologicznym, wielowymiarowych bohaterów.
      Oba filmy łączą w sobie różne gatunki filmowe.
      Oba są "wahadłem" różnych, szybko zmieniających się emocji - scena z" gadającymi" kapciami z " Trzech..." : najpierw czuje się żal, potem zaskoczenie, rozbawienie, śmiech przez łzy. Scena prośby Elisy Gilesa o pomoc: najpierw czuje się uznanie dla bohaterki, potem lekkie rozbawienie, gdy "bije" Gilesa, potem wzruszenie, smutek, bezsilność i żal bohaterki.
      Pod względem technicznym też są równe - a nawet "Kształt..." przebija w kategorii zdjęć, muzyki, scenografii, montażu. Zdobywa przewagę tu, wyrównując to, w czym przegrywa z "Trzema billboardami" - dialogi, niespodziewane zwroty akcji.
      Oba filmy mają podobny ładunek emocjonalny, oba opowiadają o sile miłości.
      Oba mają perfekcyjnie zainscenizowane sceny, teatralny charakter, filmową magię.
      Oba mają sceny mocne, szokujące, ale nie dla samego szokowania (scena zjedzenia kota to nie przejaw sadyzmu reżysera, by ją umieścić i poruszyć wrażliwość widza - scena ma na celu ukazania, że taka jest natura tego Stwora, instynkt przetrwania, by eliminować nieświadomie zagrożenie. Ale może swą naturę później przezwyciężyć. To też dobry kontrapunkt dla postaci Stricklanda, który wykazuje podobne zwierzęce instynkty, co czyni go mniej ludzkim od Stwora.)
      Oba mają klimat:
      "Trzy billboardy" - klimat westernu, kryminału, dramatu społeczno-obyczajowego, gorzko-wesołej opowieści o szukaniu sprawiedliwości.
      "Kształt wody" - klimat baśni, bajki, melodramatu, starego kina ze Złotego Wieku Hollywood.
      Oba mają dobry humor.
      Oba filmy to "hymn" do kina, sztuki filmowej, perfekcyjny przykład jak można budować filmową historię.
      "Trzy billboardy" są wielbione przez swą niejednoznaczność, sugestię, subtelność, szczerość, autentyczność, polityczną niepoprawność (i perfekcyjne zakończenie rodem z braci Coen).
      "Kształt wody" jest wielbiony przez swą baśniowość, melancholię do dawnego kina, piękno prezentowanych emocji.

      W przypadku "Lady Bird" można mieć uraz skąd te wszystkie zachwyty, ale też można je łatwo wytłumaczyć: to film lekki, prosty, ze znakomitym naturalnym aktorstwem (rola Ronan też wspaniała), dobry w konstrukcji reżyserskiej i scenariuszowej. Poza tym największa zaleta "Lady Bird" na tle innych kandydatów do Oscara: brak jakichkolwiek komentarzy (poza jedną, małą sceną całowania, choć i ją można różnie interpretować) na temat LGBTQ, rasizmu, politycznej poprawności, obecnej polityki w USA, itp.

      Oba filmy - "Trzy billboardy" i "Kształt..." mogą sie nie spodobać wszystkim - to filmy z poza głównego nurtu obecnego kina, ze specyficznym stylem, artystyczne, ale jak wykazałem - oba są "równe" sobie i nie ma potrzeby wychwalać jednego ponad drugi.

      Lista moich ulubionych filmów z sezonu Oscarowego:
      "Trzy billboardy..." , "Kształt wody" - czyli jak wyjaśniłem, tak samo wspaniałe. Ocena 10.
      "Dunkierka" - ocena 10, ale drugie miejsce do Oscara.
      "Florida Project", "Call Me by Your Name" - oba też wspaniałe. Ocena 9.5 (zaokrąglona do 10).
      "Darkest Hour" - 9
      "Lady Bird" - 8 (bdb. ale nie tak wybitny jak wcześniej wymienione)
      "Get out" - 8
      "The post" - 7

      "Phantom Thread" jeszcze nie widziałem , ale poprzednie dzieła Andersona mają u mnie poziom 10/10 oceny, a nie były nawet nominowane, to teraz nic sie nie zmieni.

      • Sasilton
        Sasilton

        U mnie jak znajdzie się jeden 10/10 na 5 lat to jest dobrze, a ty ciskasz każdemu który ci się podoba.
        Nawet Ostatni Jedi dostał u ciebie 10/10.

        Aż strach oglądać filmy które mają u ciebie 8/10.

        Co do filmu. Bardzo mi się nie podobał. Gdyby nie Shannon to ten film nie miał by absolutnie nic co mogło by mnie zainteresować.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Zmierzch ma 3/10 -ja nie jestem jak milion troli i hejterów i nawet w filmie, który jest dla mnie tragiczny - jak Zmierzch - staram się choć docenić prace tych dziesiątek ludzi zatrudnionych do robienia kostiumów efektów specjalnych, itd.

        • mk34
          mk34

          haha słuszna uwaga, kolega chyba "troszeczkę" zawyża oceny

      • malysz369
        malysz369

        Bardzo ciekawe porównanie dwóch na pozór bardzo odmiennych filmów. Wiele argumentów jest trafionych, zwłaszcza z patrząc pod kątem zestawienia "Trzech billboardów za Ebbing, Missouri" i "Kształtu wody". To muszę Ci przyznać. Jednak moim zdaniem zbyt przeceniasz film del Toro. Mówienie o poruszaniu problemów społecznych w przypadku "Kształtu wody" jest dużą przesadą. Problemy o których mówisz są ledwo zarysowane. Rasizm przejawia tylko Strickland i tylko względem Zeldy. Ale patrząc po jego stosunku do innych postaci (np. Fleminga, Dr Hoffstetlera) skłonny bym był bardziej powiedzieć, że jest on typem wiecznie wkurzonego człowieka, który wyżywa się na innych. Homoseksualność Giles pojawia się tylko w dwóch scenach czego nie można nazwać przedstawieniem problemu gejów. Podobnie pogoń za pieniądzem. Idąc taką ścieżką można nawet o "Mad Maxie: Na drodze gniewu" powiedzieć, że porusza ważne problemy (dyskryminacja kobiet, dyktatura, problem komunikacji międzyludzkiej, niszczenie środowiska).

        Do budowy filmu del Toro również można się przyczepić. I nie mówię tu że film jest nudy, choć momentami dłużył mi się. Nietypowe połączenie gatunków, a raczej ich elementów nie dla wszystkich może być trafione. Baśni z dużą ilością nie zawsze normalnych scen erotycznych trochę się gryzie. Brak tu wyczucie smaku typowego dla Godarda. Scenariusz perfekcją też nie jest, bo gdzie mu do "Ojca chrzestnego", "Chinatown", "Obywatela Kane'a", a nawet do wspomnianych "Trzech billboardów...&quo t;. Jest dobry, ale nie przesadzajmy z perfekcją.

        Stwierdzenie, że "Kształt wody" jest jednym z trzech najlepszych filmów dekady moim zdaniem również nad wyrost (chyba, że źle cię zrozumiałem). Osobiście bardziej cenię "Drzewo życia", "Melancholie" "Konia turyńskiego" i wspomnianego "Mad Maxa", ale to za kwestie techniczne. A wydaje mi się, że sporo osób wymieniłoby tu "Boyhooda", "Wilka z Wall Street", czy "Manchester by the Sea".

        • nawieczor
          nawieczor

          @elit novum nie moze znalexc prawdziwych zalet artystycznych tego dziela, wiec na sile wtlacza go w ramy, ktorymi zyje zlewaczone hollylod dzisiaj. Podobnie ale za to doslownie, zrobil Clooney w ostatnim filmie Suburbicon stajac sie hollylodzkim bojownikiem o sprawiedliwosc spoleczna.
          Del Toro jest bardziej subtelny od Clooneya i jesttez zdecydowanie lepszym rezyserem, tworzac film mniej dwuwymiarowy i dosadny.
          Dlatego za zalety elit nowum uznaje narracje ktorej w filme nie ma jak: odmiennosc, mniejszosci seksualne, seksizm czy rasizm, ktore to jako zjawiska spoleczne (o ile istnieja realnie, przynajmniej niektore z nich jak "odmiennosc")) nie wystepowaly w usa lat '50, poza rasizmem bedacym inna kategoria niz dzisiejsze rozumienie tego slowa.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Drodzy użytkownicy!
            Proszę uznać takie osobniki jak nawieczor za zwykłych hejterów (wypominających po prostu zwykłe ludzkie błędy jak zły dobór słowa seksizm - nie każdy musi wiedzieć, ze określenie seksizm w tamtej epoce nie istniało, arogancki Dupku) - nie prezentuje on żadnego innego kontargumentu przeciwko filmowi poza "propaganda' na której ma obsesje i "seks z rybą'.
            To typowy przykład hejtera z niewiadomych powodów krytykującego ten film według zasad zaprezentowanych w artykule - "Jak zjechać każdy dobry film w 7 krokach. Poradnik hejtera na każdą okazję" na stronie aszdziennik.pl.
            Proszę wiec uznać nawieczor za hejtera działającego według zasada tego artykułu, który dlatego nie widzi żadnych walorów artystycznych (nawieczor jest ślepy - nie widzi genialnych zdjęć, nawieczor jest głuchy - nie słyszy muzyki Desplata).
            Proszę - precz stąd pokręcona istoto, gdyż za twą arogancje i pychę Siła Wyższa Cie ukaże.

          • nawieczor
            nawieczor

            No szacun elit novum za nazwanie siebie dupkiem.

            Nie musiałeś wiedzieć, iż zjawiska opisane przez słowo "seksizm" nie występowało w usa lat '50 ale po obejrzeniu filmu musiałeś wiedzieć jedno: zjawisko które opisuje słowo "seksizm" nie występuje w filmie.
            Tak więc szacun jeszcze raz za to, że przyznałeś się do kłamstwa tylko po to aby zwiększyć kwik nad tym dziełem i nagonić ludzi do kin.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Brawo panie Dupku (to tyczyło się Ciebie, ale jako idealny hejter to odwróciłeś), który skończysz za swą pychę i arogancje w Piekle, za przyznanie się, że jesteś Idiotą.
            Definicja seksizmu- Seksizm (z ang. sexism, sex – „płeć”) – pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw.Zazwyczaj sprowadza się do „wiary w wyższość mężczyzn i wynikających z niej dyskryminujących zachowań wobec kobiet”.
            I tak jest w filmie - postać Stricklanda, który uważa się za lepszego od kobiet, zwie je "głupimi sprzątaczkami", traktuje przedmiotowo, czyli uważa, ze one nie mają swych praw, a sam uważa siebie za Boga (podobnie jak ty idioto), który jest lepszy od czarnoskórej kobiety sprzątaczki.

          • nawieczor
            nawieczor

            Przepisales jednozdaniowa definicje z internetu:
            "Seksizm (z ang. sexism, sex – „płeć”) – pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw"
            I dodales do niej wyjatek calkowicie z nia sprzeczny.
            Przyznaj sie ze zrobiles to po to aby udowodnic swoja niewiedze i ignorancje prezentowana obficie wczesniej na forum.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Nie przyznałem się do kłamstwa - jako Troll wybitny, piszący według zasad zaprezentowanych w artykule - "Jak zjechać każdy dobry film w 7 krokach. Poradnik hejtera na każdą okazję" opublikowanych na stronie aszdziennik.pl., zbyt nad interpretowałeś i jak cwany polityk oraz Dupek, którym jesteś, połączyłeś moje przyznanie się do niewiedzy o występowaniu tego określenia w tamtej epoce i stwierdziłeś z automatu, że nie wiem co ono w ogóle znaczy. Definicja i uzasadnieni,e że taki problem został przedstawiony w filmie powyżej.

          • nawieczor
            nawieczor

            To jest moj dzien, jakis noname opisal mnie jako:
            - Troll (z duzej litery hue hue) wybitny
            - cwany polityk
            - Dupek (znow z duzej litery hue hue)
            O

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Brawo TY. Akurat ja nie jestem "noname", jestem kimś (według zasad coachingu 'Jestem Najlepszy"), skąd wiesz z kim tu piszesz, gdy każdy jest anonimowy?
            Mogę cie jeszcze chwalić na etki słów, ale rozstańmy się w zgodzie, gdzie każdy z nas ma jednak racje: win-win. Ty masz racje pisząc, że ja nie mam racji - ja mam racje pisząc, ze ty nie masz racji. Kompromis.

          • nawieczor
            nawieczor

            Mala rada dla ciebie:
            Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, 9żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone."Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!"

          • Kris1985
            Kris1985

            Nie ma co dyskutować tutaj z ludźmi szukającymi artyzmu i wizji tam gdzie jej nie ma.
            Ubieranie w piękne słowa i piękne ramy średnich produkcji celem wywyższenia się, pokazania drugiego dna, swojego sznytu do wyszukiwania perełek to powszechna ostatnio rzecz na filmwebie.
            Film niestety zaledwie poprawny/dobry, GdT(którego bardzo cenię i na który to film czekałem najbardziej ze wszystkich produkcji) tym razem pokpił sprawę opowiadając trywialną historię, poprawnie polityczną(inwalida, gej, murzynka i odmieniec w jednym zespole wspierani przez nawróconego komunistę), ubraną w delikatny, charakterystyczny dla niego płaszcz niesamowitości, ale to dalej jest co najwyżej dobre dziełko. Ja się zawiodłem, bardzo zawiodłem, ale niektórzy, jak Elit_Novum, będą się tego artyzmu doszukiwać na siłę i innym udowadniać, że się nie znają...

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Jestem też długoletnim fanem Del Toro, jeden z mych ulubionych twórców, a "Kształt wody" to dla mnie jego Arcydzieło - minimalnie lepszy nawet od "Labiryntu...", gdyż bardziej magiczny i interesujący.
            Sugerowanie, że Del Toro specjalnie umieścił elementy poprawne politycznie to już herezja. Przecież w Labiryncie Fauna też było wiele takich podobnych elementów.
            Ukrytych treści też ma wiele - owszem, niektóre mogą być się doszukiwane na siłę, ale kto wie, czy Del Toro naprawdę ich tam sprytnie nie umieścił?
            - w Labiryncie Fauna szukano ukrytych treści satanistycznych, podobnie tutaj spiskowcy coś widzą (cytat ze strony iluminatiiwatcher):
            Birthing the Antichrist Moonchild: Illuminati Symbolism in Guillermo del Toro’s The Shape of Water

            Del Toro’s latest film releases in December 2017, and it is about a mute that works in a government laboratory where she hooks up with an amphibious creature.
            When I say “hook up” I mean it quite literally. The woman supposedly has sex with this creature. Aside from the obvious conspiracies we could delve into like that idea of a government Montauk Project (which inspired Stranger Things– another tale of significance); there is a far more insidious idea at play here.

            The idea is that of the alchemical rebirth. Some depict this as the birth of the antichrist (e.g. Rosemary’s Baby), while others suggest it is the communion of man with demon. Another idea is the magical birthing of an immaculate conception through Aleister Crowley’s Moonchild. We can understand why these occultists pursue alchemical transmutations when we watch Kubrick’s 2001 which show us the rebirthed moonchild; enlightened through the Saturnian black cube.

            An artist by the name of Marjorie Cameron was hooked into the occultism of Aleister Crowley by becoming a Thelemite (an official follower of Crowley’s Thelema religion- a faith based on the teachings of a disembodied spirit). She met Jack Parsons after he and L. Ron Hubbard conducted the BABALON WORKINGS magic ritual in the desert which sought to birth the incarnate of magical expression (a moon child to be immaculately conceived).

            How curious is it to find her artwork depicting the sexual union of woman with alien demonic entity?…

            - ukryta, charakterystyczna dla Del Toro symbolika biblijna (boski wątek Stwora, historia Ruth)
            - symbolika barw
            - ukryta adaptacja Lovecratowskiej powieści Deep One
            - ukryty origin postaci Abe Sapiena
            - znów jak w przypadku "Labiryntu.." przykład dekonstrukcji typowej baśni.

            Trzeba być ignorantem, by tego nie dostrzegać. Jednak należy też pamiętać, że to Del Toro i nie zawsze tworzy dla "głębokich treści" ale by zrealizować w filmach swe dziecięce marzenia. A przy okazji w Kształcie dał fenomenalny popis swych zdolności reżyserskich, narracyjnych, gdzie każdy element filmu (zdjęcia, scenografia, muzyka) jest perfekcyjny, połączył w jedno swe różne style reżyserii (teatralność, ambitność, rozrywkowość, komiksowość) i z nieoryginalnych motywów, stworzył okraszony swym dziwacznym klimatem, obraz. To jego laur dla kina i kulminacyjna jego wieloletniej twórczości. Del Tor oto magik kina jak George Melies, którego twórczość również nie była z założenia głęboka.
            Co do ukrytych treści - najlepszy jest cytat z nowego Łowcy Androidów - Everything You wnat to see, Everything You want to hear - każdy widzi, to co chce.

          • nawieczor
            nawieczor

            Przeciętny polski widz nie zdaje sobie sprawy jak szybko rozwija się rewolucja neo marksistowska na zachodzie. Rewolucyjny przekaz idzie poprzez media i szeroko pojętą kulturę masowa.
            Filmy takie jak: "kształt wody", "suburbicon", "get out" czy "trzy bilbordy za ebbing..." operują neo marksistowskimi kliszami które każdy widz ma bez refleksji przyjąć za swoje.
            Pilnują tego straznicy przekazu czyli zwykłe jak to dawniej mówiono "najmimordy" atakujący każdą refleksję odmienną od głównej linii duraczenia.
            To nie koniec to dopiero początek, jeszcze będzie tak dużo takich filmów tak jak to było w latach '50.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Każdy ma własne arcydzieła - a wiadomo, że scenariusz ten nie dorównuje scenariuszom Kaufmana, czy Andersona (Paula), ale dla mnie akurat jest tak samo (lub prawie) dobrze, z licznymi sugestiami, ukrytymi treściami, skonstruowany jak do "Trzech bilboardów" - oceniam go 8/10, a scenariusz ;trzech..." 10/10. Ale to moja opinia, choć z opinią kogoś innego, też może się pokryć.
          Widzę, że Pan bardziej ceni kino tak całkowicie niszowe, "Cannowe kino" - ja też uwielbiam przeszywająco smutne "Manchester by...', wiele filmów z Sundance ("The Witch", "Me ,Earl and dying girl"), a "Call Me by your Name" też trafiło na godną pozycje w mym subiektywnym rankingu. Chciałbym poznać pan opinie na temat "Holy motors" (najbardziej niedocenionego awangardowego dzieła kina, u mnie z ocena 9/10) oraz też niedocenianego artysty Todd Haynesa. Jeśli ma pan czas na krótką własną opinie.

          • malysz369
            malysz369

            Cenię sobie kino pojawiające się na festiwalach, ale mam też słabość do prostych filmów akcji jak np. "Szybcy i wściekli", filmy o Jamesie Bondzie, filmy z JCVD'em. "Każdy ma własne arcydzieła" i dobrze że tak jest, gdyż można przynajmniej podyskutować zamiast bezsensowe sobie przytakiwać.

            Od Todda Haynesa widziałem tylko "Carol" także dużo nie powiem. "Carol" nie można nic zarzucić. Jest nie naganie zagrany, całkiem dobrze wyreżyserowany i napisany, ale jakoś nie utkwił mi w pamięci na dłużej. Natomiast z "Holy Motors" mam problem. Film wychodzi ze świetnego pomysłu, ale moim zdaniem nie wykorzystuje go w pełni. Uwielbiam mindf*cki i filmy podatne na interpretacje, ale filmy surrealistyczne już nie zawsze. I do takich zaliczam "Holy Motors". Zbyt dużo tu niedopowiedzeń, a za mało wskazówek do interpretacji. W niektórych momentach wolałbym grubszą kreską zarysowaną postać pana Oskara np. jego rozterki psychologiczne, utratę własnego ja, znużenie pracą. Dzieło Leosa Caraxa bardzo mi przypomina "Alpy" Yorgosa Lanthimosa. U greka podobała mi się rzeczywistość świata o ile o takiej można mówić w przypadku tego reżysera i chętnie zobaczył bym ją w "Holy Motors", które porusza znacznie więcej zagadnień w tym tak bardzo lubiany przeze mnie temat filmu o filmie.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Dzieki za podzielenie się opinią - ha też lubię i Kubricka, Tarkowskiego,Lanthimosa - ich filmy artystyczne,ale jak dobrze napisałeś = "nie samym artyzmem żyje człowiek" - dlatego uwielbiam filmy Marvela (akurat obecnie jest to spełnienie mych dziecięcych marzeń, ma m25 lat ,a gdy byłem jeszcze dzieciak, nie było wcale takich wspaniałych adaptacji komiksowych, poza "Spider manem") - ale nawet i kino adaptacji komiksowych obecnie staje się "artystyczne" - nowy "Logan' (nomka za scenariusz do Oscara, która sugeruje zmiany nastawienia członków Akademii, choć nie ma co robić wiekszych nadzieo, że tegoroczni Avengers dostaną nom za Best Picture), oraz niedoceniony kiedyś "Watchmen", który teraz zyskuje uznanie.
            Dziękuje za zwrócenie mojej uwagi na "Alpy" Lanthimosa - jeśli to film podsobny w pewnym stopniu do filmu Caraxa, to obejrzę - z jego filmografii widziałem "Kieł" (przez fanów najbardziej chwalony, ale dla mnie aż zbyt dosadny i hermetyczny), "Homara" - 9/10. wspaniale absurdalno-tagikomiczny, z "perfekcyjnie kamiennym" Colinem Farrellem, który idealnie pasuje do tej roli. Widziałem też niedawny "zabicie świętego jelenia" (moja ocena 10/10), który zachwycił mnie budową klimatu wiecznego fatum, uczucia zagrożenia, dobrym aktorstwem, stwierdzeniem reżysera (przez słowa jednego z bohaterów) wprost, że ten film to "metafora", upodobnieniem do antycznej tragedii, igraniem z oczekiwaniami widza.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            *ja zamiast "ha" na początku. Chochlik internetowy.

          • malysz369
            malysz369

            "Alpy" tematycznie jest podobny do "Holy Motors" tzn. aktorzy wcielają się w innych ludzi, ale jest typowym filmem Lanthimosa. Patrząc po Twoich ocenach innych filmów greka powinien Ci się podobać.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Tutaj urywek mojej szerszej analizy reżyserii Del Toro w tym filmie (oczywiście pisanej jako zwykłego kinomana, fana, a nie jakiegoś znawcy kina z dyplomem, stąd nie ująłem takich różności jak analiza kątu filmowania, sposoby budowy scena za pomocą oświetlenia i innych szczegółów wymagających fachowej wiedzy):

          Villeneuve w Blade Runnerze stworzył, prawda, film niemożliwy do nakręcenia współcześnie - stąd jest nr.1 w moim rankingu. Jednak taki sam sposób kręcenia jak on - inscenizacja, teatralna reżyseria, stare techniki kręcenia, wplecenie w fabułę mnóstwa metafor, symboli, dylematów moralnych, społecznych, filozoficznych, dbałość o stronę techniczną, klimat i wizualność, zaprezentował też Del Toro. Nolan ma szacun za realizm i techniczną maestrię, trudność kręcenia "Dunkierki", jednak Del Toro również z gracją i maestrią zaaranżował wiele scen (scena porwania Stwora z instytutu), lepiej od Nolana zadbał o wyważenie emocji. McDonagh stworzył film-grę z widzem, perfekcyjnie bawi się schematami, stylami, elementami (zdjęcia, soundtrack) opowiadania historii i gatunkami filmowymi - podobnie jak Del Toro oferujący karuzelę styli i gatunków. Gerwig stworzyła film zwyczajny, prosty, lekki - i takie proste sceny też ma film Del Toro. Guadagnino zmysłowo, subtelnie, szczerze opowiadał historię w "Call me...", stworzył film, który ogląda się i czuje jakby czytało się tą powieść. Del Toro stworzył równie subtelną, szczerą w uczuciach, piękną, zmysłową opowieść, tylko jego film jest bardziej "malarski". Podsumowując Del Toro to taki tegoroczny Chazelle - tamten młody, zdolny twórca stworzył film w stylu "dawnego magicznego kina" - prosty, zachwycający, z "orkiestrową" reżyserią. Obecnie jest ten sam przypadek, choć może reżyseria Del Toro nie można przyrównać do "drygowania orkiestrą" i jest trochę skromniejsza ("Kształt..." nie ma rozmachu scen "La La Land", ale to różne rodzaje filmu) jednak można ją nazwać "teatralnym wyczarowaniem magii na ekranie". Takie kino tworzył George Melies - takie tworzy Del Toro.

      • semaj
        semaj

        Zoofilia to zoofilia, nie wiem po co to promować i po co przypisywać temu jakiś głębszy sens. Czekam na film promujący pedofilię.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          To nie promocja zoofili, równie dobrze mógłby to być np. agent sowiecki, któremu bohaterka chce pomóc, gdyż jest złapany niewinnie. Baśnie trzeba interpretować symbolicznie, nie być takim ślepcem jak Pan/Pani. Każdy widzi to, co chce, widać Pan/Pani ma jakieś problemy psychiczne ;)

      • GamoraRuss
        GamoraRuss

        3 bilbordy odemnie tez dostal wysoka note bo az 3 gwiazdki xd lady bird 5 gwiazdek, get out 7, romans z ryba 4.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Czytam po Twoich ocenach i widzę, że "Avengers" niedocenione (u mnie 10), tak samo trzeci Kapitan (u mnie 10, jak i najnowszy Thor), że o drugiej części Kapitana i pierwszej Strażników nie wspomnę - come on!, James Gunn jak del Toro poleciał na nostalgii, sentymencie, dobrej zabawie i miłości do kina - czemu tylko ocena 8 ? A i też dzieło niezależne Taiki, "Dzikie łowy", zasługuje na pełne 10.

      • Kris1985
        Kris1985

        Pozwolę sobie cytować i odpowiadać na bieżąco na te bezeceństwa:
        "Napiszę więcej: Film ten jest takim samym Arcydziełem jak "Trzy billboardy..." - razem z Blade Runnerem najlepsze filmy minionego roku i dekady."

        SoW jest filmem, na który czekałem najbardziej, uwielbiam GdT i jego styl, gdybym tylko miał dawać ocenę za "odrealnienie" świata, za klimat to film na pewno by zasługiwał na wysoką ocenę, ale niestety jest on rozbuchaną do granic możliwości, poprawnie polityczną baśnią, która wielkiego przesłania nie niesie, a historia jest momentami bardzo nudna i sztampowa.
        BR owszem jest filmem, według mnie, dobrym, zrozumiem, że ktoś może powiedzieć, że bardzo dobrym. Ale nie jest to żaden film dekady, SoW tak samo nim nie jest, a 3 billboardy są filmem rewelacyjnym ,ale na pewno nie jest to trójca filmów dekady...

        "Jak możesz nie dostrzegać genialności "Kształtu wody"?"

        Napisałem powyżej już dlaczego-film poza byciem ładnie opakowaną(nawet często rewelacyjnie) baśnią o miłości, nadmieniam po raz kolejny POPRAWNĄ POLITYCZNIE(gej, inwalidka, odmieniec, murzynka i nawrócony bohaterski komunista-kolejność przypadkowa), nic więcej nie ma do zaoferowania. To nie genialny Labirynt Fauna na miłość boską! A film tego typu, bijący SoW na głowę mogę wyciągnąć spod palca i będzie to "A monster calls"

        "Rola Sally Hawkins perfekcyjna - tak samo genialna jak Frances McDormad (oczywiście należy uwzględnić fakt, że grają postaci o odmiennych charakterach, historii i problemach). Jednak porównując pod kątem mimiki (Hawkins nic nie mówiąc musiała wyrazić wszystkie myśli bohaterki), gestów, ukazania emocji...obie tak samo genialne."

        SH zagrała bardzo dobrze swoją postać, to fakt, aczkolwiek jest ona często mocno przerysowana(założenie baśniowych filmów gdzie postacie są przerysowane). Zimna FM wyraziła swoje emocje w dużo lepszy sposób, była w swojej stoickości znakomita, ponura i mimo grania postaci, której wyrwano serce, to w tym zaciętym wyrazie twarzy było znacznie więcej emocji .

        "Aktorsko na drugim planie też podobnie fantastycznie - Sam Rockwell swą kreacją "zmiata" Shannona i Jenkinsa, ale ich role, choć nie mogą dorównać Rockwellowi, też są wybitne, równe roli Harrelsona w "Trzech billboardach..."&quo t;

        Można je uznać za równe WH gdyż...? Jakieś argumenty, czy kolejna, rzucona w pustkę teza?

        "Poziom reżyseri obu filmów równy - jednak Del Toro odrobinę przeważa nad McDonaghem."

        Grammar Nazi- reżyserii. To raz, a dwa: argumenty, gdzie są argumenty?

        "Mocą "Trzech billboardów" jest scenariusz - dialogii, igranie z widzem, konstrukcja postaci, ich prawdziwych oblicz wplecionych genialnie "między słowami"."

        Mocą tego filmu są: historia, sposób jej prowadzenia, kreacje aktorskie, zdjęcia, muzyka, zaskakujące zwroty akcji, przemiany wewnętrzne bohaterów genialnie pokazane w trakcie filmu. A co ma znaczyć ozdobnik "wplecionych genialnie "między słowami""?? To nadawanie artyzmu własnym wypowiedziom, ozdabianie ich celem podkreślenia swojego "wewnętrznego oka" w ocenie filmów- nic więcej. PS: Dialogi nie dialogii...

        "Ale scenariusz "Kształtu..." to też perfekcyjna konstrukcja, przemyślana - oparta na powielanym schemacie, oczywiście, ale dzięki wprowadzeniu kilku ciekawych rozwiązań (czarno-biała scena, seks ze Stworem - to jednak scena metaforyczna, a nie zoofilia jak tu piszą hejterzy) wydaje się, że mało oryginalna historia staje się oryginalna i świeża. W końcu w "La La Land" też historia nie jest zbyt oryginalna, ale oba filmy dzięki swej stylizacji na filmy z minionej epoki i magicznemu pięknu, cieszą się uznaniem.

        Właśnie tutaj jest pies pogrzebany- ten scenariusz do przemyślanych nie należy. Schematy już same w sobie nie cechują konstrukcji genialnych, a tutaj historii zabrakło bardzo dużo by być uznaną za wybitną, a nie rozczarowującą. Z litości pominę metaforyzm "seksu ze stworem", w którym doszukujesz się drugiego dna, a to po prostu dodatek do, nie oszukujmy się, historii pięknej i bestii i tego jak miłość pokonuje bariery. Ten film właśnie na tym bazuje, a gdyby nie charakterystyczne dla GdT, a przywołane przeze mnie wyżej, odrealnienie, to byśmy mieli kolejny film w okolicach 3/10, a tak, dzięki temu sznytowi, można dać 5/10,6/10.

        "Konstrukcja scen i emocji ich towarzyszącym w obu filmach -taka sama: pożar billboardów wywołał we mnie takie same emocje, uniesienie i rozpacz jak finałowa scena "Kształtu wody"."

        To jest zatem infantylizm emocjonalny, tym bardziej, że pożar nijak ma się do dobrego, pozytywnego, bajkowego zakończenia SoW.

        "Oba filmy poruszają ważne problemy społeczne, rasistowskie."

        Błąd-jeden je porusza, a drugi tą konwencją umacnia nienawiść widza do głównego antybohatera.

        "Scena prośby Elisy Gilesa o pomoc: najpierw czuje się uznanie dla bohaterki, potem lekkie rozbawienie, gdy "bije" Gilesa, potem wzruszenie, smutek, bezsilność i żal bohaterki."

        Szukanie kolejne artyzmu i głębi tam gdzie jej nie ma...

        "Pod względem technicznym też są równe - a nawet "Kształt..." przebija w kategorii zdjęć, muzyki, scenografii, montażu."

        Co do montażu to wydaje mi się, że mało kto na filmwebie ma prawo się na jego temat wypowiadać, gdyż mało kto ma jakiekolwiek pojęcie na jego temat, zatem ja tego nie zrobię gdyż się na nim nie znam... Co do muzyki i scenografii bym polemizował- SoW jest filmem stylizowanym, dziejącym się w minionej epoce, ale rozumiem, że komuś może się to bardziej podobać. Co do zdjęć- jw..

        "Oba filmy mają podobny ładunek emocjonalny, oba opowiadają o sile miłości."

        Tylko, że jeden jest filmem autentycznym, poprowadzonym w genialny sposób, a drugi jest artystycznym wydaniem "Pięknej i Bestii" w nowej formie.

        ""Kształt wody" jest wielbiony przez swą baśniowość, melancholię do dawnego kina, piękno prezentowanych emocji."

        Jest wielbiony przez kogo? Ciebie? Recenzje nie są przychylne. Film jest stylizowany, ale jednocześnie widać w nim nowoczesność w domu i zagrodzie- tutaj nie ma melancholii. Piękny- fakt, zrealizowany bardzo dobrze, ale pozbawiony świetnej historii. To już było, to już znamy, tutaj nic nas nie zaskoczy...

        "W przypadku "Lady Bird" można mieć uraz skąd te wszystkie zachwyty, ale też można je łatwo wytłumaczyć: to film lekki, prosty, ze znakomitym naturalnym aktorstwem (rola Ronan też wspaniała), dobry w konstrukcji reżyserskiej i scenariuszowej. Poza tym największa zaleta "Lady Bird" na tle innych kandydatów do Oscara: brak jakichkolwiek komentarzy (poza jedną, małą sceną całowania, choć i ją można różnie interpretować) na temat LGBTQ, rasizmu, politycznej poprawności, obecnej polityki w USA, itp."

        Właśnie-film jest lekki, jest jednocześnie taki jakich wiele ostatnimi czasy, nie zasługuje na Oscara, ale do nijakości wielu propozycji oscarowych już się zdążyłem przyzwyczaić. Ot- zwykła historia.

        "Oba filmy - "Trzy billboardy" i "Kształt..." mogą sie nie spodobać wszystkim - to filmy z poza głównego nurtu obecnego kina, ze specyficznym stylem, artystyczne, ale jak wykazałem - oba są "równe" sobie i nie ma potrzeby wychwalać jednego ponad drugi."

        W domyśle- tylko jednostki wybitne zrozumieją drugie dno i wielkie przesłanie SoW...
        Otóż 3B jak widać bronią się same, trafiają do ludzi, a SoW trafia do zakładki dobry średniak.

        Celowo pominąłem niektóre z elementów wypowiedzi, gdyż odpowiedziałem na to słowotwórstwo w innych częściach mojego postu.
        Rozumiem, że komuś może się dany film podobać bardziej, mniej, ale nie wciskajmy tego innym twierdząc, że nie rozumieją głębi "dzieła"...
        Oceny filmów też pominę, ale dodam, że 10 dla Dunkierki mnie zaciekawiła, a po inspekcji profilu 10 dla Strażników Galaktyki utwierdziła, że nie mam tam czego szukać...

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Slowo za słowo. "a monster call" rewelacyjny, jeden z filmów dekady dla mnie, ale "shape of water" ciekawszy, bardziej radośniejszy i lepsze elementy reżyserii, techniczne, mix gatunkowy - ciekawszy koncepcyjnie .
          Poziom Arcydzieła Dla Mnie - czyli na równi z "Trzema bilboardami". Nawet równe w ocenach na zagranicznych serwisach - Billboardy 8.3, a Shape 7,8 - oba w przybliżeniu - 8. Czyli nie "Otóż 3B jak widać bronią się same, trafiają do ludzi, a SoW trafia do zakładki dobry średniak".
          Możesz dać się zachwycać prawdziwym fanom, (którym Ty nie jesteś), którzy w końcu po latach cieszą się z docenienia nietuzinkowego reżysera jakim jest del Toro przez gremia dające nagrody, Ty przemądrzały mądralo?

          • Kris1985
            Kris1985

            Zacznę od końca- Del Toro został doceniony, ale niestety po potężnym początku zaczyna popadać w rutynę i robi filmy wydumane(nie niezrozumiałe, wydumane), podobnie jak swego czasu M. Night Shyamalan tylko tutaj upadek był spektakularny i dopiero się zaczyna powoli zbierać...
            Druga sprawa- podałem konkrety, Ty podajesz ogólniki.
            Trzecia sprawa- co do odkrywczości i nietuzinkowości tego filmu to polecam starą produkcję ZSRR pt. "Chelovek-Amfibiya&q uot; vel "Diabeł Morski" z 1961 roku, coś za bardzo przypomina ona nowy film GdT.
            Czwarta sprawa- nie ma takiej konstrukcji stylistycznej jak "bardziej radośniejszy", jest "bardziej radosny". Nie uprawiaj słowotwórstwa i nie staraj się tworzyć niesamowitych wypowiedzi poprzez ubarwianie ich takimi ozdobnikami...

          • Kris1985
            Kris1985

            Tak- daje się zachwycać każdemu, czymkolwiek chce, nawet nowymi Gwiezdnymi Wojnami, ale nie daję wciskać kitu, że film jest ponadczasowy, nietuzinkowy, niezrozumiany przez motłoch...

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Co do nagród i Oscarowych "średniaków&q uot;
          ilmy powstają z wielu powodów, niekoniecznie dla nagród - dobry przykład "Deadpoola" który powstał by spełnić w końcu marzenia fanów, a przy okazji zdobył nominacje do Złotego Globu. Nominacje przyznają ludzie, wybierają to, co im się akurat w danym roku podoba - trafią się filmy, które zwyczajnym widzom mogą się nie podobać, wygrają te, które akurat były dla większości przeciętne (głosy oburzenia z ostatnich lat, gdzie liczono na zwycięstwa "Avatara", "Incepcji" czy "La La Land"). Nawet, jak piszesz w Cannes wygrywa ostatnio film, który w mojej i większości widzów opinii nie zawsze jest tym najlepszym. Ale zwycięzcę do Palmy i Oscara wybierają inni ludzie - nie zawsze eksperci, którzy sprawdzają czy jest zrobiony od kropki do kropki, ale kierują się przy wyborze tym, czy film dał im radość, emocje, jakąś "ucieczkę od rzeczywistości". W danym roku jednak w większości nominacje do Oscara zdobywają akurat filmy, które też podobają się widzom - w tym roku "Trzy billboardy", "Dunkierka", "Call Me by Your Name" ("Kształt wody też się większości, a zwłaszcza fanom Del Toro podoba). Głównego Oscara może wygrać też "Get Out" - i w tym przypadku napiszesz, że poprawny politycznie. A jednak podoba się tysiącom osób. Tak samo "Call Me By Your Name" - podoba się wielu. A nominacja dla nowego Arcydzieła P.T.Andersona? Gdzie tam jest poprawność? A ma nominację.
          Poprawność polityczna jest wszędzie, ale czy każdy od razu zwraca na to uwagę? Nie, interesują go inne aspekty filmu. Nawet dzieła Marvela są ostatnio politycznie poprawne, ale ludzie oglądają je dla rozrywki.
          Filmy Oscarowe z ostatnich lat budzą emocje, ale nie muszą od razu wgniatać w fotel - czy Łowca Androidów (akurat nigdy nie doceniony Oscarami, przytaczam go jednak jako dobry przykład) wgniatał w fotel? Nie - stanowił jedynie spokojną, melancholijną podróży filozoficzną i wizualną ucztę. Z tegorocznych nominowanych jedynie Dunkierka wgniata, ale to w końcu film wojenny, bardziej oparty na akcji i innego rodzaju emocjach. "Kształt wody" prezentuje inne emocje, takie jak w zeszłym roku "La La Land" - spokojna podróż w przeszłość, magiczny świat kina. Podobnie w tym roku "Phantom Thread" czy skroma "Lady Bird" . Czemu te filmy miałyby nie wygrać? Bo nie oddziałują mocno na wszystkich widzów? Ale są przecież perfekcyjnie zrealizowanymi filmami, artystycznymi, zachwycającymi w inny sposób. Wygrają dlatego, że są polityczne poprawne? Gdyby w 2013 roku wygrał Django, też byłaby krytyka, że wygrał tylko z powodu poprawności (ukazanej w trochę pokrętny sposób). Czy trzeba skreślić film dlatego, że jest poprawny politycznie, mało ciekawy dla większości? Czy liczy się artystyczna wartość filmu (np. Łowca Androidów) czy to, że się niektórym nie spodobał lub okazał zbyt nudny? Nawet docenione w historii Oscarów filmy uwielbiane przez miliony widzów i wbijające w fotel - jak trzeci Władca Pierścieni - nagrodzone zostały jedynie z powodu braku konkurencji w danym roku, lub z powodu konieczności uhonorowania wysiłku twórców. Kiedyś czytałem artykuł, że w takim 2011 roku Władca Pierścieni nie zdobyłby tylu nagród.
          "Ojciec chrzestny" wbija w fotel? Dla mnie dość nudny i nie tak angażujący jak film Del Toro. A i kiedyś nominowano filmy skromniejsze i proste - jak "E.T.".
          Titanic wygrał wiele nagród, a czy taki "Kształt wody" jest od niego inny? - ten sam rodzaj historii, prostota, wizualna rozrywka, prezentacja wartości, miłości ich twórców do kina jako Muzy - tylko mniejsza skala.
          Nagrody jedynie w mniejszym stopniu decydują, czy film się komuś spodoba - ja uwielbiałbym "Kształt wody", "Trzy billboardy" czy "Phantom Thread" nawet gdyby nic nie zdobyły z tych setek rozdawanych w sezonie nagród. Podobnie jak tysiące innych widzów. Cieszę się, że są doceniane, ale zaznaczam, że ich twórcy nie kręcili ich dla nagród tylko dla widzów. A członkowie Akademii też są widzami, mającymi możliwości nagrodzić.
          Większość osób nie żałuje wydania biletu, nawet na film mający w sobie propagandę poprawności - przykład "Get Out" - wiele zarobił i to na długo przed Oscarami, nawet tu wiele osób go chwali, choć nie "wgniata w fotel", gdyż nie musi, ma inne atuty. A i może ostatecznie wygra głównego Oscara...

          • Kris1985
            Kris1985

            Co do nagród i Oscarowych "średniaków&q uot;
            "ilmy powstają z wielu powodów, niekoniecznie dla nagród - dobry przykład "Deadpoola" który powstał by spełnić w końcu marzenia fanów, a przy okazji zdobył nominacje do Złotego Globu."

            Nie podawaj za przykład papki dla mas jaką jest "Deadpool" i nie wyciągaj go jako argumentu bo to jest tylko zabawne... Poza tym filmy nie powstają jako marzenie fanów, a jako narzędzie zarobku...

            "Nominacje przyznają ludzie, wybierają to, co im się akurat w danym roku podoba - trafią się filmy, które zwyczajnym widzom mogą się nie podobać, wygrają te, które akurat były dla większości przeciętne (głosy oburzenia z ostatnich lat, gdzie liczono na zwycięstwa "Avatara", "Incepcji" czy "La La Land")."

            Proszę, nie wciskaj kitu. Kto normalny liczył, że Pocahontas w 3D wygra? Osoby, które uważają Strażników Galaktyki za arcydzieło?:) Czy te, które dają Deadpoolowi oceny powyżej przeciętnej?:) "Incepcja" vs "Jak zostać królem"? To podobny ciężar gatunkowy rozważań jak twoje SoW obecnie...

            "Nawet, jak piszesz w Cannes wygrywa ostatnio film, który w mojej i większości widzów opinii nie zawsze jest tym najlepszym."

            Nie pisałem nic o Cannes...

            "Ale zwycięzcę do Palmy i Oscara wybierają inni ludzie - nie zawsze eksperci, którzy sprawdzają czy jest zrobiony od kropki do kropki, ale kierują się przy wyborze tym, czy film dał im radość, emocje, jakąś "ucieczkę od rzeczywistości".&quo t;

            Otóż akurat w przypadku SoW bardziej wpływ na ten fakt miał wpływ na tą nominację hype, który panował od dłuższego czasu, nagrody, które leciały dla tej produkcji z pomniejszych festiwali, jak się okazało kompletnie bezpodstawnie.

            "W danym roku jednak w większości nominacje do Oscara zdobywają akurat filmy, które też podobają się widzom - w tym roku "Trzy billboardy", "Dunkierka", "Call Me by Your Name" ("Kształt wody też się większości, a zwłaszcza fanom del Toro podoba). Głównego Oscara może wygrać też "Get Out" - i w tym przypadku napiszesz, że poprawny politycznie. A jednak podoba się tysiącom osób."

            Akurat Get Out jest co najmniej niepoprawny politycznie...
            Akurat jako osoba, która widziała większość filmów del Toro, jako osoba posiadająca znajomych, którzy pracują przy filmach i którzy również znają i szanują jego twórczość, tak nie ma wśród nas jednej osoby, która by uważała SoW za arcydzieło. Co najwyżej solidny film. Więc nie uogólniaj rzucając teksty o tym, że obligatoryjnie fanom del Toro ten film się podoba...
            Dunkierka- dobry film, ale "Przełęcz ocalonych" go odpala w przedbiegach zatem z czym do ludzi?



            "Tak samo "Call Me By Your Name" - podoba się wielu. A nominacja dla nowego Arcydzieła P.T.Andersona? Gdzie tam jest poprawność? A ma nominację."

            Nie wypowiem się bo nie widziałem tego filmu, a nie lubię mówić o czymś o czym tylko słyszałem.

            "Poprawność polityczna jest wszędzie, ale czy każdy od razu zwraca na to uwagę? Nie, interesują go inne aspekty filmu."

            To, że jest wszędzie nie znaczy, że muszę ją popierać. Że muszę akceptować czarnego Rolanda, że muszę się zachwycać filmem, który w gusta jury trafił dlatego, że opowiada historię tak poprawną, że zęby szczypią...

            "Nawet dzieła Marvela są ostatnio politycznie poprawne, ale ludzie oglądają je dla rozrywki."

            Ale nikt o zdrowych zmysłach nie uważa ich za filmy 10/10...
            Sam je oglądam, jedne lubię bardziej, inne lubię mniej, ale nie są to arcydzieła na miłość boską...
            Chyba, że dla 12-15 latków...

            "Filmy Oscarowe z ostatnich lat budzą emocje, ale nie muszą od razu wgniatać w fotel - czy Łowca Androidów (akurat nigdy nie doceniony Oscarami, przytaczam go jednak jako dobry przykład) wgniatał w fotel? Nie - stanowił jedynie spokojną, melancholijną podróży filozoficzną i wizualną ucztę."

            "Blade Runner" nie został doceniony, ale dlatego właśnie, że nie był masówką. Ale status filmu kultowego miał od dawien dawna.
            Po raz kolejny widzę, że lubisz nadużywać słowa melancholijny swoją drogą. A "Blade Runner" melancholijny nie był.

            "Z tegorocznych nominowanych jedynie Dunkierka wgniata, ale to w końcu film wojenny, bardziej oparty na akcji i innego rodzaju emocjach."

            Film nie musi być wizualnym majstersztykiem, ani wizualną orgią, żeby wgniatać w fotel.

            ""Kształt wody" prezentuje inne emocje, takie jak w zeszłym roku "La La Land" - spokojna podróż w przeszłość, magiczny świat kina."

            To dwa kompletnie różne filmy, porównywanie ich jest błędem.

            "Podobnie w tym roku "Phantom Thread" czy skroma "Lady Bird" . Czemu te filmy miałyby nie wygrać?"

            Pierwszego nie widziałem, a drugi dlatego, że tak jak jak już pisałem, jest filmem co najwyżej z półki SoW czyli poprawnym, dostał dobrą prasę, a oceny widzów idą w kierunku dołu 10 niż góry.

            "Bo nie oddziałują mocno na wszystkich widzów? Ale są przecież perfekcyjnie zrealizowanymi filmami, artystycznymi, zachwycającymi w inny sposób. Wygrają dlatego, że są polityczne poprawne?"

            Już o tym pisałem- nie lubię się powtarzać.

            "Gdyby w 2013 roku wygrał Django, też byłaby krytyka, że wygrał tylko z powodu poprawności (ukazanej w trochę pokrętny sposób). Czy trzeba skreślić film dlatego, że jest poprawny politycznie, mało ciekawy dla większości?"

            Po raz kolejny kulą w płot trafiasz- Django był tak politycznie poprawny jak policjant bijący pałką murzyna pod monopolowym...
            Nie rozumiesz pojęcia politycznej poprawności najwyraźniej...



            ""Ojciec chrzestny" wbija w fotel? Dla mnie dość nudny i nie tak angażujący jak film Del Toro. A i kiedyś nominowano filmy skromniejsze i proste - jak "E.T."."

            Tutaj ręce opadają naprawdę...

            "Titanic wygrał wiele nagród, a czy taki "Kształt wody" jest od niego inny? - ten sam rodzaj historii, prostota, wizualna rozrywka, prezentacja wartości, miłości ich twórców do kina jako Muzy - tylko mniejsza skala."

            "Titanic" jest mainstreamowym syfem akurat...

            "Większość osób nie żałuje wydania biletu, nawet na film mający w sobie propagandę poprawności - przykład "Get Out" - wiele zarobił i to na długo przed Oscarami, nawet tu wiele osób go chwali, choć nie "wgniata w fotel", gdyż nie musi, ma inne atuty. A i może ostatecznie wygra głównego Oscara..."

            Chętnie poznam osoby, które wydają bilety i nie żałują tego:) Gubisz się w swoim słowotwórstwie... Ale już mnie nudzi punktowanie bo mamy tutaj klasyczny przerost formy nad treścią.
            To czy film się oglądało przyjemnie czy nie to nie jest wyznacznik jego świetności- zapamiętaj to sobie.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Tu akurat wkleiłem komentarz uniwersalny, gdyż na tym forum jest więcej idiotów poza tobą, wiec napisałem komentarz, który pasuje jako argument do każdej obrony, stąd np. moje wspomnienia o filmach z Cannes. Zrobiłeś z siebie Idiotę, że to zanalizowałeś, a ja wkleiłem dla hecy.
            Deadpool jest genialny, wiele lat na niego czekałem, jak i Titanic wspaniały, wiec znów wychodzisz na pieprz... kretyna, wielkiego narzekacza.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Ale nikt o zdrowych zmysłach nie uważa ich za filmy 10/10... - znów obrażasz 80% widzów. powiem tyle - Fu@k Yo..

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Rozwiniecie: Funk yoł!

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Można je uznać za równe WH gdyż...? Jakieś argumenty, czy kolejna, rzucona w pustkę teza? - choćby średnia ocena na tym portalu.

          • Kris1985
            Kris1985

            Konkrety prosżę.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          To jest zatem infantylizm emocjonalny, tym bardziej, że pożar nijak ma się do dobrego, pozytywnego, bajkowego zakończenia SoW. - nie chodzi o bajkowe zakończenie, tylko o - Spoiler - 'śmierć' Stwora i potem ukaranie Stricklanda, którego było mi żal, gdyż jego tragedia polegała na tym, ze chciał po prostu nie być nikim, sądził, że postępuje słusznie, a splot wydarzeń uczynił go potworem.

          • Kris1985
            Kris1985

            Właśnie na tym polega infantylizm, poza tym wiemy, że zakończenie filmu jest inne...

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Takie obraźliwe sformułowanie z Twojej stron, oznacza że jesteś nietolerancyjnym dupkiem, za takie obrażanie chciałbym pieprz...cie w ...

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Rozwiniecie: chciałbym pieprzem posypać kotlet cielęcy i zjeść niż tego czytać.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Naprawdę jesteś głupi, albo takiego udajesz. I znów obrażasz moją osobę, za co mogę Cię zaskarży jako "nietolerancjyjnego& quot;.
            Może zestawiłem złe sceny, ale chodzi o to, że oglądając zarówno jeden jak i drugi film czułem te same emocje - radość, śmiech, smutek, wzruszenie, współczucie, itp.
            Nie chodzi o same zakończenie tylko scenę przed nim - rozstanie (smutek)- postrzał (wstrzające) - zmartwychwstanie stwora, kulminacyjna muzyka Olka w tle (napięcie)- ukaranie Stricklanda (mocność, żal) - skok do wody z ukochaną, smutna muzyka w tle (smutek, bezsilność). Kropka.
            Billboardy: ukazanie pożaru (smutek) - gaszenie (wstrząsające) - wejście na szczyt billboardu, kluminacyjna muzyka Cartera w tle (napięcie) - kłótnia z synem (mocność, żal bohaterki) - upadek na kolana na tle pożaru, smutna muzyka w tle (smutek, bezsilność).

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          "między słowami" - patrz: scena przesłuchania na komisariacie, gdzie zarówno słowa bohaterów, ich gesty, mimika, spojrzenia, odstępy w zdaniach są ważne i fantastyczne.

          • Kris1985
            Kris1985

            To się nazywa gra aktorska, a występuje w filmach w których są mocne, dobrze zbudowane postacie. W filmach miałkich tego nie ma bo nie jest potrzebne, gdyż widz i tak się skupi na czymś innym...

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          Villeneuve w Blade Runnerze stworzył, prawda, film niemożliwy do nakręcenia współcześnie - stąd jest nr.1 w moim rankingu. Jednak taki sam sposób kręcenia jak on - inscenizacja, teatralna reżyseria, stare techniki kręcenia, wplecenie w fabułę mnóstwa metafor, symboli, dylematów moralnych, społecznych, filozoficznych, dbałość o stronę techniczną, klimat i wizualność, zaprezentował też Del Toro. Nolan ma szacun za realizm i techniczną maestrię, trudność kręcenia "Dunkierki", jednak Del Toro również z gracją i maestrią zaaranżował wiele scen (scena porwania Stwora z instytutu), lepiej od Nolana zadbał o wyważenie emocji. McDonagh stworzył film-grę z widzem, perfekcyjnie bawi się schematami, stylami, elementami (zdjęcia, soundtrack) opowiadania historii i gatunkami filmowymi - podobnie jak Del Toro oferujący karuzelę styli i gatunków, też doskonale, jak McDonagh w scenie podpalenia komisariatu łączy takie filmowe elementy jak muzyka, patos, zdjęcia, tempo, tak samo Del Toro tworzy własne sceny - piosenka chica, chica, montaż, humor, zdjęcia, płynność. Gerwig stworzyła film zwyczajny, prosty, lekki - i takie proste sceny też ma film Del Toro. Guadagnino zmysłowo, subtelnie, szczerze opowiadał historię w "Call me...", stworzył film, który ogląda się i czuje jakby czytało się tą powieść. Del Toro stworzył równie subtelną, szczerą w uczuciach, piękną, zmysłową opowieść, tylko jego film jest bardziej "malarski". Podsumowując Del Toro to taki tegoroczny Chazelle - tamten młody, zdolny twórca stworzył film w stylu "dawnego magicznego kina" - prosty, zachwycający, z "orkiestrową" reżyserią. Obecnie jest ten sam przypadek, choć może reżyseria Del Toro nie można przyrównać do "drygowania orkiestrą" i jest trochę skromniejsza ("Kształt..." nie ma rozmachu scen "La La Land", ale to różne rodzaje filmu) jednak można ją nazwać "teatralnym wyczarowaniem magii na ekranie". Takie kino tworzył George Melies - takie tworzy Del Toro.

        • Elit_Novum
          Elit_Novum

          SoW jest filmem, na który czekałem najbardziej, uwielbiam GdT i jego styl, gdybym tylko miał dawać ocenę za "odrealnienie" świata, za klimat to film na pewno by zasługiwał na wysoką ocenę, ale niestety jest on rozbuchaną do granic możliwości, poprawnie polityczną baśnią, która wielkiego przesłania nie niesie, a historia jest momentami bardzo nudna i sztampowa.
          BR owszem jest filmem, według mnie, dobrym, zrozumiem, że ktoś może powiedzieć, że bardzo dobrym. Ale nie jest to żaden film dekady, SoW tak samo nim nie jest, a 3 billboardy są filmem rewelacyjnym ,ale na pewno nie jest to trójca filmów dekady... - nowe Dzieło Andersona, "Phantom Thread" ma u mnie 10/10, ktoś za granicą napisał, że to najlepszy film od 15 lat jaki widział. Czemu nie mogę tak pisać? "Kształt...", "Labirynt Fauna" i "Pacific Rim" mają u mnie 10/10. U wielu innych osób też mogą być filmami dekady, a przy okazji "Trzech billboardów" często czytam to określenie.

          • Kris1985
            Kris1985

            No właśnie- oceny 10/10 dla takich filmów jak np. Pacific Rim przekreślają Ciebie jako poważnego rozmówcę...
            Nie Pacific Rim czy Strażnicy Galaktyki nie są filami dekady!!!
            Nie to nie są filmy kanoniczne!!!
            A Pacific Rim, jak by było mało, jest szmirą jakich akurat bardzo wiele wychodzi spod palca znacznie mniej utalentowanych twórców.

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Tak samo na 10 oceniło wielu krytyków min. Szymon Pajdak ze strony KMF. Naprawdę chciałbym pieprz... cie w twój zakuty...

          • Elit_Novum
            Elit_Novum

            Rozwinięcie: chciałbym pieprzem przygotowywany w twój pokręcony sposób barani (synonim "zakuty") kotlet zjeść, niż to czytać.

strona 1