Kształt wody (2017)

The Shape of Water

1 godz. 59 min.
  • Dziwią mnie te nagrody,wywyżania dla tego filmu i aktorow - prawie tak jak w przypadku "Lady Bird".. Te oscary,globy itp. schodzą na psy. Jedyne co/kogo mozna pochwalic to Shannona,ktory ciagnie te filimidlo jak moze,a jest pominiety we wszystkich nominacjach - co jest żartem...

    Ogolnie to szło to obejrzeć,dalem nawet 6 (choc zniesacznony sie czuje tym romansem i seksem ryby z kobietą),ale jak na ochy achy to cieniutko..

    No! Obejrzalem wszystkich glownych kandydatow to nagród i nie mam złudzeń - "Trzy bilbordy" wziely rywali do buzi,przemielily,przeżuzy ły,połknęły i wypluły ;) W każdej dziedzinie.

    188
    130odpowiedzi
    ost.
    • Napiszę więcej: Film ten jest takim samym Arcydziełem jak "Trzy billboardy..." - razem z Blade Runnerem najlepsze filmy minionego roku i dekady.
      Jak możesz nie dostrzegać genialności "Kształtu wody"?
      Rola Sally Hawkins perfekcyjna - tak samo genialna jak Frances McDormad (oczywiście należy uwzględnić fakt, że grają postaci o odmiennych charakterach, historii i problemach). Jednak porównując pod kątem mimiki (Hawkins nic nie mówiąc musiała wyrazić wszystkie myśli bohaterki), gestów, ukazania emocji...obie tak samo genialne.
      Aktorsko na drugim planie też podobnie fantastycznie - Sam Rockwell swą kreacją "zmiata" Shannona i Jenkinsa, ale ich role, choć nie mogą dorównać Rockwellowi, też są wybitne, równe roli Harrelsona w "Trzech billboardach..."
      Poziom reżyseri obu filmów równy - jednak Del Toro odrobinę przeważa nad McDonaghem.
      Mocą "Trzech billboardów" jest scenariusz - dialogii, igranie z widzem, konstrukcja postaci, ich prawdziwych oblicz wplecionych genialnie "między słowami".
      Ale scenariusz "Kształtu..." to też perfekcyjna konstrukcja, przemyślana - oparta na powielanym schemacie, oczywiście, ale dzięki wprowadzeniu kilku ciekawych rozwiązań (czarno-biała scena, seks ze Stworem - to jednak scena metaforyczna, a nie zoofilia jak tu piszą hejterzy) wydaje się, że mało oryginalna historia staje się oryginalna i świeża. W końcu w "La La Land" też historia nie jest zbyt oryginalna, ale oba filmy dzięki swej stylizacji na filmy z minionej epoki i magicznemu pięknu, cieszą się uznaniem.
      Konstrukcja scen i emocji ich towarzyszącym w obu filmach -taka sama: pożar billboardów wywołał we mnie takie same emocje, uniesienie i rozpacz jak finałowa scena "Kształtu wody".
      Oba filmy poruszają ważne problemy społeczne, rasistowskie.
      Oba filmy mają doskonale zarysowanych pod kątem psychologicznym, wielowymiarowych bohaterów.
      Oba filmy łączą w sobie różne gatunki filmowe.
      Oba są "wahadłem" różnych, szybko zmieniających się emocji - scena z" gadającymi" kapciami z " Trzech..." : najpierw czuje się żal, potem zaskoczenie, rozbawienie, śmiech przez łzy. Scena prośby Elisy Gilesa o pomoc: najpierw czuje się uznanie dla bohaterki, potem lekkie rozbawienie, gdy "bije" Gilesa, potem wzruszenie, smutek, bezsilność i żal bohaterki.
      Pod względem technicznym też są równe - a nawet "Kształt..." przebija w kategorii zdjęć, muzyki, scenografii, montażu. Zdobywa przewagę tu, wyrównując to, w czym przegrywa z "Trzema billboardami" - dialogi, niespodziewane zwroty akcji.
      Oba filmy mają podobny ładunek emocjonalny, oba opowiadają o sile miłości.
      Oba mają perfekcyjnie zainscenizowane sceny, teatralny charakter, filmową magię.
      Oba mają sceny mocne, szokujące, ale nie dla samego szokowania (scena zjedzenia kota to nie przejaw sadyzmu reżysera, by ją umieścić i poruszyć wrażliwość widza - scena ma na celu ukazania, że taka jest natura tego Stwora, instynkt przetrwania, by eliminować nieświadomie zagrożenie. Ale może swą naturę później przezwyciężyć. To też dobry kontrapunkt dla postaci Stricklanda, który wykazuje podobne zwierzęce instynkty, co czyni go mniej ludzkim od Stwora.)
      Oba mają klimat:
      "Trzy billboardy" - klimat westernu, kryminału, dramatu społeczno-obyczajowego, gorzko-wesołej opowieści o szukaniu sprawiedliwości.
      "Kształt wody" - klimat baśni, bajki, melodramatu, starego kina ze Złotego Wieku Hollywood.
      Oba mają dobry humor.
      Oba filmy to "hymn" do kina, sztuki filmowej, perfekcyjny przykład jak można budować filmową historię.
      "Trzy billboardy" są wielbione przez swą niejednoznaczność, sugestię, subtelność, szczerość, autentyczność, polityczną niepoprawność (i perfekcyjne zakończenie rodem z braci Coen).
      "Kształt wody" jest wielbiony przez swą baśniowość, melancholię do dawnego kina, piękno prezentowanych emocji.

      W przypadku "Lady Bird" można mieć uraz skąd te wszystkie zachwyty, ale też można je łatwo wytłumaczyć: to film lekki, prosty, ze znakomitym naturalnym aktorstwem (rola Ronan też wspaniała), dobry w konstrukcji reżyserskiej i scenariuszowej. Poza tym największa zaleta "Lady Bird" na tle innych kandydatów do Oscara: brak jakichkolwiek komentarzy (poza jedną, małą sceną całowania, choć i ją można różnie interpretować) na temat LGBTQ, rasizmu, politycznej poprawności, obecnej polityki w USA, itp.

      Oba filmy - "Trzy billboardy" i "Kształt..." mogą sie nie spodobać wszystkim - to filmy z poza głównego nurtu obecnego kina, ze specyficznym stylem, artystyczne, ale jak wykazałem - oba są "równe" sobie i nie ma potrzeby wychwalać jednego ponad drugi.

      Lista moich ulubionych filmów z sezonu Oscarowego:
      "Trzy billboardy..." , "Kształt wody" - czyli jak wyjaśniłem, tak samo wspaniałe. Ocena 10.
      "Dunkierka" - ocena 10, ale drugie miejsce do Oscara.
      "Florida Project", "Call Me by Your Name" - oba też wspaniałe. Ocena 9.5 (zaokrąglona do 10).
      "Darkest Hour" - 9
      "Lady Bird" - 8 (bdb. ale nie tak wybitny jak wcześniej wymienione)
      "Get out" - 8
      "The post" - 7

      "Phantom Thread" jeszcze nie widziałem , ale poprzednie dzieła Andersona mają u mnie poziom 10/10 oceny, a nie były nawet nominowane, to teraz nic sie nie zmieni.

      • U mnie jak znajdzie się jeden 10/10 na 5 lat to jest dobrze, a ty ciskasz każdemu który ci się podoba.
        Nawet Ostatni Jedi dostał u ciebie 10/10.

        Aż strach oglądać filmy które mają u ciebie 8/10.

        Co do filmu. Bardzo mi się nie podobał. Gdyby nie Shannon to ten film nie miał by absolutnie nic co mogło by mnie zainteresować.

        • Zmierzch ma 3/10 -ja nie jestem jak milion troli i hejterów i nawet w filmie, który jest dla mnie tragiczny - jak Zmierzch - staram się choć docenić prace tych dziesiątek ludzi zatrudnionych do robienia kostiumów efektów specjalnych, itd.

        • haha słuszna uwaga, kolega chyba "troszeczkę" zawyża oceny

          • Elit Novum, ale wiesz że można też zaznaczyć mniej niż 7*?

      • Bardzo ciekawe porównanie dwóch na pozór bardzo odmiennych filmów. Wiele argumentów jest trafionych, zwłaszcza z patrząc pod kątem zestawienia "Trzech billboardów za Ebbing, Missouri" i "Kształtu wody". To muszę Ci przyznać. Jednak moim zdaniem zbyt przeceniasz film del Toro. Mówienie o poruszaniu problemów społecznych w przypadku "Kształtu wody" jest dużą przesadą. Problemy o których mówisz są ledwo zarysowane. Rasizm przejawia tylko Strickland i tylko względem Zeldy. Ale patrząc po jego stosunku do innych postaci (np. Fleminga, Dr Hoffstetlera) skłonny bym był bardziej powiedzieć, że jest on typem wiecznie wkurzonego człowieka, który wyżywa się na innych. Homoseksualność Giles pojawia się tylko w dwóch scenach czego nie można nazwać przedstawieniem problemu gejów. Podobnie pogoń za pieniądzem. Idąc taką ścieżką można nawet o "Mad Maxie: Na drodze gniewu" powiedzieć, że porusza ważne problemy (dyskryminacja kobiet, dyktatura, problem komunikacji międzyludzkiej, niszczenie środowiska).

        Do budowy filmu del Toro również można się przyczepić. I nie mówię tu że film jest nudy, choć momentami dłużył mi się. Nietypowe połączenie gatunków, a raczej ich elementów nie dla wszystkich może być trafione. Baśni z dużą ilością nie zawsze normalnych scen erotycznych trochę się gryzie. Brak tu wyczucie smaku typowego dla Godarda. Scenariusz perfekcją też nie jest, bo gdzie mu do "Ojca chrzestnego", "Chinatown", "Obywatela Kane'a", a nawet do wspomnianych "Trzech billboardów...&quo t;. Jest dobry, ale nie przesadzajmy z perfekcją.

        Stwierdzenie, że "Kształt wody" jest jednym z trzech najlepszych filmów dekady moim zdaniem również nad wyrost (chyba, że źle cię zrozumiałem). Osobiście bardziej cenię "Drzewo życia", "Melancholie" "Konia turyńskiego" i wspomnianego "Mad Maxa", ale to za kwestie techniczne. A wydaje mi się, że sporo osób wymieniłoby tu "Boyhooda", "Wilka z Wall Street", czy "Manchester by the Sea".

        • @elit novum nie moze znalexc prawdziwych zalet artystycznych tego dziela, wiec na sile wtlacza go w ramy, ktorymi zyje zlewaczone hollylod dzisiaj. Podobnie ale za to doslownie, zrobil Clooney w ostatnim filmie Suburbicon stajac sie hollylodzkim bojownikiem o sprawiedliwosc spoleczna.
          Del Toro jest bardziej subtelny od Clooneya i jesttez zdecydowanie lepszym rezyserem, tworzac film mniej dwuwymiarowy i dosadny.
          Dlatego za zalety elit nowum uznaje narracje ktorej w filme nie ma jak: odmiennosc, mniejszosci seksualne, seksizm czy rasizm, ktore to jako zjawiska spoleczne (o ile istnieja realnie, przynajmniej niektore z nich jak "odmiennosc")) nie wystepowaly w usa lat '50, poza rasizmem bedacym inna kategoria niz dzisiejsze rozumienie tego slowa.

          • Drodzy użytkownicy!
            Proszę uznać takie osobniki jak nawieczor za zwykłych hejterów (wypominających po prostu zwykłe ludzkie błędy jak zły dobór słowa seksizm - nie każdy musi wiedzieć, ze określenie seksizm w tamtej epoce nie istniało, arogancki Dupku) - nie prezentuje on żadnego innego kontargumentu przeciwko filmowi poza "propaganda' na której ma obsesje i "seks z rybą'.
            To typowy przykład hejtera z niewiadomych powodów krytykującego ten film według zasad zaprezentowanych w artykule - "Jak zjechać każdy dobry film w 7 krokach. Poradnik hejtera na każdą okazję" na stronie aszdziennik.pl.
            Proszę wiec uznać nawieczor za hejtera działającego według zasada tego artykułu, który dlatego nie widzi żadnych walorów artystycznych (nawieczor jest ślepy - nie widzi genialnych zdjęć, nawieczor jest głuchy - nie słyszy muzyki Desplata).
            Proszę - precz stąd pokręcona istoto, gdyż za twą arogancje i pychę Siła Wyższa Cie ukaże.

          • No szacun elit novum za nazwanie siebie dupkiem.

            Nie musiałeś wiedzieć, iż zjawiska opisane przez słowo "seksizm" nie występowało w usa lat '50 ale po obejrzeniu filmu musiałeś wiedzieć jedno: zjawisko które opisuje słowo "seksizm" nie występuje w filmie.
            Tak więc szacun jeszcze raz za to, że przyznałeś się do kłamstwa tylko po to aby zwiększyć kwik nad tym dziełem i nagonić ludzi do kin.

          • Brawo panie Dupku (to tyczyło się Ciebie, ale jako idealny hejter to odwróciłeś), który skończysz za swą pychę i arogancje w Piekle, za przyznanie się, że jesteś Idiotą.
            Definicja seksizmu- Seksizm (z ang. sexism, sex – „płeć”) – pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw.Zazwyczaj sprowadza się do „wiary w wyższość mężczyzn i wynikających z niej dyskryminujących zachowań wobec kobiet”.
            I tak jest w filmie - postać Stricklanda, który uważa się za lepszego od kobiet, zwie je "głupimi sprzątaczkami", traktuje przedmiotowo, czyli uważa, ze one nie mają swych praw, a sam uważa siebie za Boga (podobnie jak ty idioto), który jest lepszy od czarnoskórej kobiety sprzątaczki.

          • Przepisales jednozdaniowa definicje z internetu:
            "Seksizm (z ang. sexism, sex – „płeć”) – pogląd, że kobiety i mężczyźni nie są sobie równi lub że nie powinni posiadać równych praw"
            I dodales do niej wyjatek calkowicie z nia sprzeczny.
            Przyznaj sie ze zrobiles to po to aby udowodnic swoja niewiedze i ignorancje prezentowana obficie wczesniej na forum.

          • Nie przyznałem się do kłamstwa - jako Troll wybitny, piszący według zasad zaprezentowanych w artykule - "Jak zjechać każdy dobry film w 7 krokach. Poradnik hejtera na każdą okazję" opublikowanych na stronie aszdziennik.pl., zbyt nad interpretowałeś i jak cwany polityk oraz Dupek, którym jesteś, połączyłeś moje przyznanie się do niewiedzy o występowaniu tego określenia w tamtej epoce i stwierdziłeś z automatu, że nie wiem co ono w ogóle znaczy. Definicja i uzasadnieni,e że taki problem został przedstawiony w filmie powyżej.

          • To jest moj dzien, jakis noname opisal mnie jako:
            - Troll (z duzej litery hue hue) wybitny
            - cwany polityk
            - Dupek (znow z duzej litery hue hue)
            O

          • Brawo TY. Akurat ja nie jestem "noname", jestem kimś (według zasad coachingu 'Jestem Najlepszy"), skąd wiesz z kim tu piszesz, gdy każdy jest anonimowy?
            Mogę cie jeszcze chwalić na etki słów, ale rozstańmy się w zgodzie, gdzie każdy z nas ma jednak racje: win-win. Ty masz racje pisząc, że ja nie mam racji - ja mam racje pisząc, ze ty nie masz racji. Kompromis.

          • Mala rada dla ciebie:
            Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy! Ktoś wam zadaje niespodziewane pytanie, nie zdradzacie się nawet drgnieniem, błyskawicznie bierzecie się w garść i wiecie, co należy powiedzieć, 9żeby ukryć prawdę, i wygłaszacie to niezmiernie przekonywająco, i nie drgnie na waszej twarzy żaden muskuł, ale - niestety - spłoszona pytaniem prawda na okamgnienie skacze z dna duszy w oczy i już wszystko stracone."Zrozumcie, że język może ukryć prawdę, ale oczy - nigdy!"

          • Nie ma co dyskutować tutaj z ludźmi szukającymi artyzmu i wizji tam gdzie jej nie ma.
            Ubieranie w piękne słowa i piękne ramy średnich produkcji celem wywyższenia się, pokazania drugiego dna, swojego sznytu do wyszukiwania perełek to powszechna ostatnio rzecz na filmwebie.
            Film niestety zaledwie poprawny/dobry, GdT(którego bardzo cenię i na który to film czekałem najbardziej ze wszystkich produkcji) tym razem pokpił sprawę opowiadając trywialną historię, poprawnie polityczną(inwalida, gej, murzynka i odmieniec w jednym zespole wspierani przez nawróconego komunistę), ubraną w delikatny, charakterystyczny dla niego płaszcz niesamowitości, ale to dalej jest co najwyżej dobre dziełko. Ja się zawiodłem, bardzo zawiodłem, ale niektórzy, jak Elit_Novum, będą się tego artyzmu doszukiwać na siłę i innym udowadniać, że się nie znają...

          • Jestem też długoletnim fanem Del Toro, jeden z mych ulubionych twórców, a "Kształt wody" to dla mnie jego Arcydzieło - minimalnie lepszy nawet od "Labiryntu...", gdyż bardziej magiczny i interesujący.
            Sugerowanie, że Del Toro specjalnie umieścił elementy poprawne politycznie to już herezja. Przecież w Labiryncie Fauna też było wiele takich podobnych elementów.
            Ukrytych treści też ma wiele - owszem, niektóre mogą być się doszukiwane na siłę, ale kto wie, czy Del Toro naprawdę ich tam sprytnie nie umieścił?
            - w Labiryncie Fauna szukano ukrytych treści satanistycznych, podobnie tutaj spiskowcy coś widzą (cytat ze strony iluminatiiwatcher):
            Birthing the Antichrist Moonchild: Illuminati Symbolism in Guillermo del Toro’s The Shape of Water

            Del Toro’s latest film releases in December 2017, and it is about a mute that works in a government laboratory where she hooks up with an amphibious creature.
            When I say “hook up” I mean it quite literally. The woman supposedly has sex with this creature. Aside from the obvious conspiracies we could delve into like that idea of a government Montauk Project (which inspired Stranger Things– another tale of significance); there is a far more insidious idea at play here.

            The idea is that of the alchemical rebirth. Some depict this as the birth of the antichrist (e.g. Rosemary’s Baby), while others suggest it is the communion of man with demon. Another idea is the magical birthing of an immaculate conception through Aleister Crowley’s Moonchild. We can understand why these occultists pursue alchemical transmutations when we watch Kubrick’s 2001 which show us the rebirthed moonchild; enlightened through the Saturnian black cube.

            An artist by the name of Marjorie Cameron was hooked into the occultism of Aleister Crowley by becoming a Thelemite (an official follower of Crowley’s Thelema religion- a faith based on the teachings of a disembodied spirit). She met Jack Parsons after he and L. Ron Hubbard conducted the BABALON WORKINGS magic ritual in the desert which sought to birth the incarnate of magical expression (a moon child to be immaculately conceived).

            How curious is it to find her artwork depicting the sexual union of woman with alien demonic entity?…

            - ukryta, charakterystyczna dla Del Toro symbolika biblijna (boski wątek Stwora, historia Ruth)
            - symbolika barw
            - ukryta adaptacja Lovecratowskiej powieści Deep One
            - ukryty origin postaci Abe Sapiena
            - znów jak w przypadku "Labiryntu.." przykład dekonstrukcji typowej baśni.

            Trzeba być ignorantem, by tego nie dostrzegać. Jednak należy też pamiętać, że to Del Toro i nie zawsze tworzy dla "głębokich treści" ale by zrealizować w filmach swe dziecięce marzenia. A przy okazji w Kształcie dał fenomenalny popis swych zdolności reżyserskich, narracyjnych, gdzie każdy element filmu (zdjęcia, scenografia, muzyka) jest perfekcyjny, połączył w jedno swe różne style reżyserii (teatralność, ambitność, rozrywkowość, komiksowość) i z nieoryginalnych motywów, stworzył okraszony swym dziwacznym klimatem, obraz. To jego laur dla kina i kulminacyjna jego wieloletniej twórczości. Del Tor oto magik kina jak George Melies, którego twórczość również nie była z założenia głęboka.
            Co do ukrytych treści - najlepszy jest cytat z nowego Łowcy Androidów - Everything You wnat to see, Everything You want to hear - każdy widzi, to co chce.

          • Nie wiem, Elit, czy masz rację ty, czy twoi rozmówcy. Wiem natomiast, że jesteś chamem.

          • Jak ja przypadkiem nazwałem kogoś brzydko na portalu, to przeprosiłem, gdyż mam honor. Wyciągnij swój honor i też mnie przeproś, gdyż poziom kulturalny większości użytkowników jest bliski zeru. Dlatego już nie będę udzielał się na tym portalu, gdyż tacy użytkownicy jak TY wprost mnie obrażają, zwąc "ch..". Proszę o kulturę.
            Przepraszam za nazwanie twego poziomu kultury "bliskim dna". Teraz Ty przeproś.

          • W realnym świecie jestem pomocną, kulturalną osoba, ale jak znalazłem się na tym portalu, osaczył mnie powszechny brak zrozumienia i wulgarnosci.

          • Jednym słowem "pomagasz" ludziom rozumieć twój punkt widzenia. W przeciwnym wypadku narażą się na publiczne zniewagi.

          • Pomagam w nauce na studiach kolegom, którzy studiują i pracują, wiec nie mają często czasu albo i chęci :) Pomagam innym kolegom w różnych rzeczach, a TY już opatrznie rozumiesz po swojemu. I właśnie o takiej twej arogancji pisałem. Nie różnisz się od innych "antyspołecznych użytkowników" na tym portalu. Przeproś, jeszcze raz proszę, wykaż, że masz odrobinę kultury i wyższy poziom, skoro sama zwracasz na tą kwestie uwagę.

          • Nie zależy mi na twojej ocenie.

          • Czyli zawracasz uwagę na czyjąś kulturę, słowa pisane może w zbyt nadmiernym uniesieniu, ale sama wykazujesz ignorancje i dumę.

          • Wiesz Elit. To , że posiadasz kwiecistą mowę nie oznacza, że masz rację, ani tym bardziej, nie upoważnia cię do obrażania innych, jak mówisz "w uniesieniu". Panuj nad emocjami i nie pouczaj innych.

          • I sama właśnie "obrażasz" - odmawiasz mi racji i zniżasz mnie do gorszego poziomu. Jeszcze raz żądam od Ciebie przeprosin, gdyż sama też pouczasz innych i wykazujesz hipokryzje. Jak nie przeprosisz wykażesz, że nie jesteś lepsza od innych aroganckich użytkowników.

          • Dziecinny jesteś. Ile właściwie masz lat?

          • O tym właśnie pisałem - nawet jeśli Ci napisze mój wiek i tak nie uwierzysz, albo wyśmiejesz. Sama pewnie masz mentalnie z 7 lat, skoro takie komentarze piszesz.
            (PS wspominałem, że pomagam na studiach pisać prace - tu fragment mojej pracy Prawa wszelkie zastrzeżone:
            Istotą tworzenia jednostek przedsiębiorczych jest osiągnięcie zysku. Zysk uznaje się za główny determinant tworzenia nowej firmy - pozwala firmom powstać i istnieć na rynku. Przedsiębiorcy dążą do realizacji zysku, który zaspokoi ich kluczowe potrzeby, poprzez jednoczesną, równoległą realizację potrzeb odbiorców ich wytworów - konsumentów. Przyjmując, że każde przedsiębiorstwo, niezależnie od jego wielkości, branży, w której funkcjonuje, dąży do wypracowania własnego zysku, jednostki te zderzają się, stykają ze sobą w procesie osiągania swego zysku. Zderzanie to jest naturalnym procesem, istniejącym od dawna w gospodarce wolnorynkowej, zwanym konkurowaniem.
            Konkurencja istnieje od początków ludzkiej ewolucji - aby przetrwać jednostki współpracowały ze sobą, lecz musiały prowadzić również walki - o dostęp do zasobów, dóbr materialnych, które zapewniłyby im przeżycie w trudnych, niesprzyjających warunkach środowiska, w którym egzystowali. Współcześnie każda firma egzystuje w trudnym środowisku - segmencie rynku, branży, gdzie mimo często zbieżnych celów, nawiązywania krótkoterminowych sojuszy, przedsiębiorstwa muszą konkurować między sobą o osiągnięcie zysku, bycie liderem. Konieczność konkurencji wynika z podstawowego celu uzyskania korzyści, dóbr materialnych, długiego przetrwania w branży, na rynku, jednakże też z potrzeby uzyskania prestiżu, zapamiętania przez wszystkie tworzące rynek podmioty (partnerzy, nabywcy, organizacje) jako firma perfekcyjnie realizująca etyczne wartości i potrzeby swych klientów. Dla pozytywnej opinii swych klientów, firma jest gotowa konkurować nawet z wymagającymi dużego trudu, wkładu własnego i złożonych, innowacyjnych zdolności konkurencyjnych, rywalami. By przetrwać trzeba współzawodniczyć z tymi, którzy zagrażają istnieniu danego podmiotu, firmy. Stąd też istnieje potrzeba konkurencji.
            Celem pracy i przeprowadzonych badań jest zdefiniowanie i zrozumienie istoty konkurencji, konkurowania firm we współczesnych warunkach gospodarki rynkowej.

          • Wiem, wiem, że jesteś wybitny - zwłaszcza we własnych oczach. A jak ktoś ci się sprzeciwi, to tylnim nóżką i każ się przeprosić.

          • *tupnij

          • Zasad coachingu - jesteś najlepszy, złotko.

            Nie ma co dyskutować z "poważną" 7-latką. Adios.

          • Na pewno. Woda sodowa ci się uszami wylewa. Pa, bufonie.

          • Przeproś "kwoko".

            Przepraszam za wyrażenie.

          • Teraz naprawdę się uśmiałam.

          • Bo gdybyś była mądrzejsza, nie oceniałabyś przez pozory internetu.

          • Skromność jest cechą ludzi mądrych. Czyli ty do nich nie należysz.

          • Skoro udzielam Ci rad coachingu (i to za free), nie jestem inteligentny, Pani Ironiczna?
            Arogancja Cię pogrąży w otchłani Tartaru.

          • Nie mówię o inteligencji tylko o mądrości. Chociaż w twoją inteligencję też wątpię. Nie przeszkadzaj. Żaneta jestem.

          • *zajęta

          • Do Pani Zanety:
            Automatyczna informacja zwrotna:

            Użytkownik nie odpisuje na prowokacyjne, uintenstwniające hejt, komentarze użytkowników o "słabym filmwebowym poziomie".

            Pozdrawiam i życzę miłego poranka, popołudnia, wieczoru w zależności od pory, gdy ten komunikat zostanie odczytany.

          • Żenada. A że również i prostactwo, więc to mój ostatni post.

          • Automatyczna informacja zwrotna:

            Użytkownik przyjął wobec prostactwa i arogancji innych użytkowników, strategię "zdartej płyty" i nie odpisuje na prowokacyjne, uintenstwniające hejt, komentarze użytkowników o "słabym filmwebowym poziomie". Proszę również jemu nie odpisywać, niż rzucać puste słowa "nie odopiszę", a ostatecznie łamać zasadę.

            Pozdrawiam i życzę miłego poranka, popołudnia, wieczoru w zależności od pory, gdy ten komunikat zostanie odczytany.

          • Przeciętny polski widz nie zdaje sobie sprawy jak szybko rozwija się rewolucja neo marksistowska na zachodzie. Rewolucyjny przekaz idzie poprzez media i szeroko pojętą kulturę masowa.
            Filmy takie jak: "kształt wody", "suburbicon", "get out" czy "trzy bilbordy za ebbing..." operują neo marksistowskimi kliszami które każdy widz ma bez refleksji przyjąć za swoje.
            Pilnują tego straznicy przekazu czyli zwykłe jak to dawniej mówiono "najmimordy" atakujący każdą refleksję odmienną od głównej linii duraczenia.
            To nie koniec to dopiero początek, jeszcze będzie tak dużo takich filmów tak jak to było w latach '50.

          • Ze smutkiem przyznaję, że masz rację. Na Zachodzi dymają intelektualnie (?) ludzi, bo tam nie mieli realsocjalu, u nas zaś dlatego, że: 1. Polska papugą narodów; 2. powszechne nauczanie nobilituje niedouki; 3. przeciętny polski widz (jak i czytelnik) albo kocha artyzmy (czyli estetyczny samogwałt), albo ma lemingowaty pęd do tego, co mu powiedzą, że jest cacy.

        • Każdy ma własne arcydzieła - a wiadomo, że scenariusz ten nie dorównuje scenariuszom Kaufmana, czy Andersona (Paula), ale dla mnie akurat jest tak samo (lub prawie) dobrze, z licznymi sugestiami, ukrytymi treściami, skonstruowany jak do "Trzech bilboardów" - oceniam go 8/10, a scenariusz ;trzech..." 10/10. Ale to moja opinia, choć z opinią kogoś innego, też może się pokryć.
          Widzę, że Pan bardziej ceni kino tak całkowicie niszowe, "Cannowe kino" - ja też uwielbiam przeszywająco smutne "Manchester by...', wiele filmów z Sundance ("The Witch", "Me ,Earl and dying girl"), a "Call Me by your Name" też trafiło na godną pozycje w mym subiektywnym rankingu. Chciałbym poznać pan opinie na temat "Holy motors" (najbardziej niedocenionego awangardowego dzieła kina, u mnie z ocena 9/10) oraz też niedocenianego artysty Todd Haynesa. Jeśli ma pan czas na krótką własną opinie.

          • Cenię sobie kino pojawiające się na festiwalach, ale mam też słabość do prostych filmów akcji jak np. "Szybcy i wściekli", filmy o Jamesie Bondzie, filmy z JCVD'em. "Każdy ma własne arcydzieła" i dobrze że tak jest, gdyż można przynajmniej podyskutować zamiast bezsensowe sobie przytakiwać.

            Od Todda Haynesa widziałem tylko "Carol" także dużo nie powiem. "Carol" nie można nic zarzucić. Jest nie naganie zagrany, całkiem dobrze wyreżyserowany i napisany, ale jakoś nie utkwił mi w pamięci na dłużej. Natomiast z "Holy Motors" mam problem. Film wychodzi ze świetnego pomysłu, ale moim zdaniem nie wykorzystuje go w pełni. Uwielbiam mindf*cki i filmy podatne na interpretacje, ale filmy surrealistyczne już nie zawsze. I do takich zaliczam "Holy Motors". Zbyt dużo tu niedopowiedzeń, a za mało wskazówek do interpretacji. W niektórych momentach wolałbym grubszą kreską zarysowaną postać pana Oskara np. jego rozterki psychologiczne, utratę własnego ja, znużenie pracą. Dzieło Leosa Caraxa bardzo mi przypomina "Alpy" Yorgosa Lanthimosa. U greka podobała mi się rzeczywistość świata o ile o takiej można mówić w przypadku tego reżysera i chętnie zobaczył bym ją w "Holy Motors", które porusza znacznie więcej zagadnień w tym tak bardzo lubiany przeze mnie temat filmu o filmie.

          • Dzieki za podzielenie się opinią - ha też lubię i Kubricka, Tarkowskiego,Lanthimosa - ich filmy artystyczne,ale jak dobrze napisałeś = "nie samym artyzmem żyje człowiek" - dlatego uwielbiam filmy Marvela (akurat obecnie jest to spełnienie mych dziecięcych marzeń, ma m25 lat ,a gdy byłem jeszcze dzieciak, nie było wcale takich wspaniałych adaptacji komiksowych, poza "Spider manem") - ale nawet i kino adaptacji komiksowych obecnie staje się "artystyczne" - nowy "Logan' (nomka za scenariusz do Oscara, która sugeruje zmiany nastawienia członków Akademii, choć nie ma co robić wiekszych nadzieo, że tegoroczni Avengers dostaną nom za Best Picture), oraz niedoceniony kiedyś "Watchmen", który teraz zyskuje uznanie.
            Dziękuje za zwrócenie mojej uwagi na "Alpy" Lanthimosa - jeśli to film podsobny w pewnym stopniu do filmu Caraxa, to obejrzę - z jego filmografii widziałem "Kieł" (przez fanów najbardziej chwalony, ale dla mnie aż zbyt dosadny i hermetyczny), "Homara" - 9/10. wspaniale absurdalno-tagikomiczny, z "perfekcyjnie kamiennym" Colinem Farrellem, który idealnie pasuje do tej roli. Widziałem też niedawny "zabicie świętego jelenia" (moja ocena 10/10), który zachwycił mnie budową klimatu wiecznego fatum, uczucia zagrożenia, dobrym aktorstwem, stwierdzeniem reżysera (przez słowa jednego z bohaterów) wprost, że ten film to "metafora", upodobnieniem do antycznej tragedii, igraniem z oczekiwaniami widza.

          • *ja zamiast "ha" na początku. Chochlik internetowy.

          • "Alpy" tematycznie jest podobny do "Holy Motors" tzn. aktorzy wcielają się w innych ludzi, ale jest typowym filmem Lanthimosa. Patrząc po Twoich ocenach innych filmów greka powinien Ci się podobać.

        • Tutaj urywek mojej szerszej analizy reżyserii Del Toro w tym filmie (oczywiście pisanej jako zwykłego kinomana, fana, a nie jakiegoś znawcy kina z dyplomem, stąd nie ująłem takich różności jak analiza kątu filmowania, sposoby budowy scena za pomocą oświetlenia i innych szczegółów wymagających fachowej wiedzy):

          Villeneuve w Blade Runnerze stworzył, prawda, film niemożliwy do nakręcenia współcześnie - stąd jest nr.1 w moim rankingu. Jednak taki sam sposób kręcenia jak on - inscenizacja, teatralna reżyseria, stare techniki kręcenia, wplecenie w fabułę mnóstwa metafor, symboli, dylematów moralnych, społecznych, filozoficznych, dbałość o stronę techniczną, klimat i wizualność, zaprezentował też Del Toro. Nolan ma szacun za realizm i techniczną maestrię, trudność kręcenia "Dunkierki", jednak Del Toro również z gracją i maestrią zaaranżował wiele scen (scena porwania Stwora z instytutu), lepiej od Nolana zadbał o wyważenie emocji. McDonagh stworzył film-grę z widzem, perfekcyjnie bawi się schematami, stylami, elementami (zdjęcia, soundtrack) opowiadania historii i gatunkami filmowymi - podobnie jak Del Toro oferujący karuzelę styli i gatunków. Gerwig stworzyła film zwyczajny, prosty, lekki - i takie proste sceny też ma film Del Toro. Guadagnino zmysłowo, subtelnie, szczerze opowiadał historię w "Call me...", stworzył film, który ogląda się i czuje jakby czytało się tą powieść. Del Toro stworzył równie subtelną, szczerą w uczuciach, piękną, zmysłową opowieść, tylko jego film jest bardziej "malarski". Podsumowując Del Toro to taki tegoroczny Chazelle - tamten młody, zdolny twórca stworzył film w stylu "dawnego magicznego kina" - prosty, zachwycający, z "orkiestrową" reżyserią. Obecnie jest ten sam przypadek, choć może reżyseria Del Toro nie można przyrównać do "drygowania orkiestrą" i jest trochę skromniejsza ("Kształt..." nie ma rozmachu scen "La La Land", ale to różne rodzaje filmu) jednak można ją nazwać "teatralnym wyczarowaniem magii na ekranie". Takie kino tworzył George Melies - takie tworzy Del Toro.

strona 1