Player One (2018)

Ready Player One

2 godz. 20 min.
  • Każdy kto przeczytał tę epicką powieść Clina i napalił się czekając na filmową wersję jak ja, srogo się zawiedzie.
    Po adaptacji na film Marsjanina Weira miałem nadzieję jednak, że da się w sposób nieidealny ale dobry ekranizować książki, niestety nie w przypadku Player One. Można było się spodziewać, że film zostanie baaaaaardzo okrojony ale żeby jeszcze w tak paskudny sposób zmieniać fabułę i akcję?!? Film zdecydowanie dla tych, którzy nie czytali książki.
    Miał być hołd złożony latom 80' a powstała bajka dla gimbazy.

    24
    15odpowiedzi
    ost.
    • Powiem tak: jestem fanboyem książki i czekałem na film kilka lat. I ogólnie jest bardzo marnie, ale myślałem że będzie gorzej. Oczywiście fabuła to kompletny chaos i beznadzieja, ale całkiem spoko ukazano postać Halliday'a, dokładnie tak sobie go wyobrażałem. Reszta bohaterów ogólnie ok, (oprócz I-r0ka, Boże co tu się stało). Ogólnie było sporo momentów kiedy łapałem się za głowę, ale było kilka scen z książki. Owszem, były ukazane w zupełnie innym kontekście, ale podszedłem do tego w nieco inny sposób - próbowałem zapomnieć o tym całym lekkim kiczu który widziałem wcześniej i łączyłem te sceny z fabułą książki. Wtedy bawiłem się świetnie, bo np. Distracted Globe wyglądał dokładnie tak jak sobie to wyobrażałem (nawet w tle leciał Blue Monday, dokładnie tak jak w książce). Podczas pierwszego logowania Wade'a nawet uroniłem łzę wzruszenia z jakiegoś niewiadomego dla mnie powodu ;) Szkoda tylko że czar pryskał, kiedy akcja zbaczała spowrotem na dziwne tory filmowe.

      Niemniej mój największy zarzut to zmiana całej idei konkursu i samego OASIS. Bowiem ukazano go jako konkurs "O Halliday'u" trzeba było znać jego biografie i wszystkie szczegóły z życia. Popkultura stała na drugim planie, zupełnie inaczej niż w książce. Kiedy Aech powiedział, że nigdy nie oglądał Lśnienia, coś we mnie pękło.

      Inną sprawą jest że OASIS ukazano jako straszny narkotyk. W stosach ludzie nie wstrzykiwali sobie w żyły, a wydawali wszystko na "mikrotransakcje&quo t; w grze. W książce OASIS to nie była tylko gra. Cały świat przeniósł się na jej serwery, ludzie tam pracowali, dzieci się uczyły itd.

      • :) Dokładnie, z Blue Monday to był jedyny pozytywny moment tego filmu. A tak liczyłem na scenę w której Og rozpieprza wszystkich w rytm L . A . Style James Brown Is Dead to byłoby coś pięknego. Niestety Oga prawie w filmie nie ma :o

        • Jeśli uznam, że film był swoistym "spin-offem" książki, to jako tako może być. Ale jako ekranizacja jestem mocno zawiedziony.

          Ale hej, chociaż teraz książka w końcu pojawiła się w księgarniach i nie jestem zmuszony czytać jej z pirackich PDFów xD

      • Racja, racja, racja. Postaci Cline'a to mobilne encyklopedie popkultury lat 80tych, osoby wybitnie błyskotliwe, których osobowość błyszczy, jest niebanalna i zahartowana - na płaszczyźnie OASIS. U Spielberga wszyscy wydają się schematowi i ciężko myślący a ich sukcesy są wypadkową przypadków (Ad. Aech < Lśnienie)

        • Już tego Spielberga można mu odpuścić;) W pierwszej kolejności chciał za wszelką cenę zrealizować swoje marzenie żeby mu idol z lat młodzieńczych wyreżyserował jego własną książkę - zasłużył. My możemy tylko czekać na kolejne świetne książki Clina i trzymać kciuki żeby za reżyserię Armady wzią się jednak kto inny:)

      • wg mnie film duzo lepszy od ksiazki :)

    • Niestety prawda. Po pierwszym wyścigu film mnie tak znudził, że miałem ochotę wyjść z sali. Świat wirtualny wypada po 100 kroć lepiej niż rzeczywisty. I ta gra aktorska-żadna.

    • Niestety z książką nie ma to nic wspólnego. Fabułą dla 15 latków, a książka kierowana do 35...Powstał z tego taki popkulturowy miszmasz, z którego finalnie nic nie wynika.

    • "Amen to that!" wykrzyczał tłum....

      nastawiałem się tak pozytywnie jak tylko się dało....przed premierą tłumaczyłem sobie "nie denerwuj się, przecież i tak wiesz, że pozmieniają i okroją". Powtarzałem, że jeżeli film będzie chociaż w połowie tak dobry jak książka to będzie ok. Niestety nie był :(
      przed premierą bałem się, że nie uchwycą ducha książki, nie uchwycą tego klimatu, że teen drama będzie za bardzo eksponowana i niestety tak było....

      film stoi nieporadnym okrakiem między hołdem dla obecnych 30-40 letnich geeków a bezmyślną rozrywką dla coraz głupszych dzieci w myśl zasady "byle się działo,byle pędziło, byle było mocno,głośno i efektownie". Szczerze? to nawet za bardzo nie widziałem tam Spielberga...fakt, że film miał parę fajnych momentów ok, ale nie było to znowu coś wyjątkowego a na pewno było to za mało, żeby film wybronić. Już nawet pomijając ogromny gwałt na materiale źródłowym, wycięcia,zamiany i pominięcia ważnych momentów, zmianę ról bo przecież musi być poprawnie politycznie i koleś musi być przygłupem a laska musi się pchać do tych najniebezpieczniejszych scen... spodziewałem się, że zmienią sporo, ale nie tyle, żeby zrobić takie szambo.. szkoda się dalej pastwić nad tym. Ok pomijając gwałt na książce sam film jako film niewiele mi powiedział. Wszystko gnało za szybko, nie było się czym podniecić na dłużej, nie widać wiarygodnego rozwoju bohaterów, solidnego wytłumaczenia ich motywacji...moment "przemiany" Wade'a był...właściwie nie wiadomo kiedy i dlaczego? aaa moment chyba wtedy jak chciał się dalej całować z laseczką i im zrobili wjazd na bazę..no tak to potrafi wkurzyć :) żarty żartami, ale naprawdę ten film nie broni się nawet jako zwykły film niestety. Ma parę "momentów&quo t; czy scen, ale to zdecydowanie za mało jak na film a co dopiero na ekranizację tak dobrej pozycji.
      Ja rozumiem, że Cline chciał spełnić swoje marzenie..udało się i "wielki S." zrobi jego film. No super ja to rozumiem, ale pozwolić na TAKIE zmiany? to już nie jest nawet kompromis..to jest puszczenie się jak najtańsza ulicznica. Nawet nad tym szpilbergiem bym się jakoś mocno nie znęcał bo na moje oko po prostu był za duży nacisk wytwórni i tańczenie kankana na scenariuszu - wszak trzeba było go skroić tak, żeby jak najwięcej bezmózgich pelikanów łyknęło. Kurcze Cline chłopie - po prostu łyknąłeś bez zająknięcia propozycję Sorrenta i tyle...przykre :(

      najśmieszniejsze (a raczej nasmutniejsze) jest to, że jakiś czas przed premierą widziałem tu tematy od ludzi żywo zainteresowanych ekranizacją - mogę rękę sobie uciąć, że od miłośników ksiązki. Teraz? forum przejęły bezmózgie zombi jak "siuśki" grobowiec D&D na Ludus. "Nie masz prawa mówić źle o filmie..on jest cudowny,genialny, super a jak nie to znaczy, że jesteś głupi i go nie rozumiesz !!!1111oneone...nie masz prawa oceniać filmu jak czytałeś książkę, jak tak robisz to jesteś głÓpi i jeszcze tEMpy, bo film jest super a Ty tego nierozumisz Ty głupi czytelniku książki..idź sobie z filmwebu nie masz prawa się wypowiadać".
      Naprawdę..jak zmasowany atak "siuśków" ; :)

      • "Kurcze Cline chłopie - po prostu łyknąłeś bez zająknięcia propozycję Sorrenta i tyle...przykre :( " - w punkt :(

      • Swoją drogą interesujący jest fakt, że przed premierą filmu książka zbierała raczej dobre oceny, a po seansie mam wrażenie, że zdecydowanie przeważają te krytyczne, które po niej jadą (choć z paroma zarzutami się zgadzam). Ten film był tak zły, że aż zepsuł mi książkę xD

      • a to też fakt :) zapewne większa część tych po filmowych ocen to taka bezmózgowa kontra ludzi broniących filmu na zasadzie "a bo oni czytali książkę i wystawiają słabe oceny filmowi to my pogrążymy ich książkę".

        Czy sam film zepsuł książkę? ciężko stwierdzić...obecnie nie mam takich odczuć. Za jakiś czas siądę raz jeszcze do tej historii to się zobaczy :)

    • No dobra, polizaliście się po wackach, książka super, film ssie, ugh. Ale ale...przecież za scenariusz tego filmu odpowiada również sam autor, nie przyszło komuś do głowy, że okroił swoje dzieło po to, żeby wyszło bardziej filmowo? W ogóle porównywanie jakiegokolwiek filmu do książki do bzdura, jak sam wątek tego tematu.
      Dla przypomnienia napiszę, że za scenariusz innego przeboju Spielbierga, Jurassic Park, odpowiada auto książki - Crichton. Film zupełnie różni się od książki, ale jakoś w 1993 roku nikomu to nie przeszkadzało, bo wyszedł kapitalny film. Ale teraz, w dobie sieci, każdy chce zabłysnąć super komentarzem i zakłada takie oto tematy. Słabe.

    • o i następny siusiek w akcji :) śmiechu warte słabe zombi...