Tamte dni, tamte noce (2017)

Call Me by Your Name

2 godz. 12 min.
  • "Wyrywamy z nas samych tak wiele, aby jak najszybciej wyleczyć się z rzeczy, że bankrutujemy w wieku 30 lat i mamy mniej i mniej do zaoferowania za każdym razem, gdy zaczynamy z kimś nowym. Ale żeby zmuszać się do braku uczuć, aby niczego nie czuć... Cóż za wielka strata.
    To, jak żyjesz, to twoja sprawa. Po prostu.. Pamiętaj. Nasze serca i ciała to jednorazowy podarunek. Zanim się zorientujesz twoje serce jest zużyte. A twoje ciało? Przychodzi taki moment, że nikt na nie nie patrzy. A już na pewno nie chce się zbliżyć. W tej chwili czujesz ból i rozgoryczenie. Nie wyzbywaj się ich. Wraz z nimi jest radości, którą czułeś."
    ...
    Esencja filmu. Myślę że komentarze są tu zbędne.

    708
    109odpowiedzi
    ost.
    • Wczoraj skończyłam czytać w oryginale. Dawno żadna lektura nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Polecam. Film oglądałam wcześniej i dałabym 8+. Książka to inny , bardzo wewnętrzny świat...

      • zgadzam się w 100%!!!

      • Zamówiłam książkę,ale jeszcze nie doszła. Filmu natomiast sobie odmawiałam jak kawałku ciasta kiedy do sklepu daleko. Odmawiałam tygodniami,ale dziś poczułam jakoś pustkę, musiałam coś obejrzeć, jakoś wewnętrznie się poruszyć do czegoś więcej. No i obejrzałam, z początku jakoś ciężko było, prawie pominęłam parę sygnałów, dopiero później zapaliło się światełko, poczułam to perfekcyjną intymność jaka między nimi się wywiązała. Brakowało mi takiego wakacyjnego romansu, nie tylko na obrazie, wszędzie. To wypełniło te puste miejsce, podsumowanie ojca, męskie wsparcie, podparte dozą czułości, i nie doświadczonego romantyzmu, nieco jakby zakazanego, a jednak zgodnego z prawdą. Ujęła mnie ta scena jak wszystkich, tych trochę wrażliwszych,którz y odnaleźli siebie w tych słowach, wyjęli chusteczki do nosa. Otarli łzę żeby zaraz się uśmiechnąć i pomyśleć, że to nie był stracony czas.

    • genialna scena

      • Ta scena to mistrzostwo świata... pozamiatała cały mój seans.

    • Komentarze zbędne, ale mam trafniejsze tłumaczenie początku:
      Wypruwamy sobie żyły, by leczyć się szybciej, osiągnąć więcej, a w rezultacie nim dożyjemy trzydziestki - jesteśmy bankrutami.

      • Możemy tłumaczyć dowolnie ale sens jest najważniejszy ;) ps. tłumaczenie cudze, nie moje ;)

      • Rzeczywiście znacznie lepsze:) Ja jeszcze zamieniłabym "a" na "ale". Pozdrawiam filologicznie:P

      • Według mnie całe polskie tłumaczenie książki jest trochę słabe. Oryginał czytałam kilka razy, a przez polską wersję ledwo przebrnęłam i chyba więcej do niej nie zajrzę. Już napisy w kinie zrobili lepsze i NA SZCZĘŚCIE nie wzorowali się na tłumaczeniu książki

    • Ukłony!

      • Kurdę,film jest po prostu genialny,ruszył we mnie wszystkie zmysły.masakra...

        • Absolutnie się zgadzam! Co do filmu nie mam żadnych zastrzeżeń, Oscarowy faworyt. Jednak o widowni niestety tego napisać nie mogę... Do kina chodzę przynajmniej raz w tygodniu i dzisiaj przeżyłem spory szok. Wieczne szeleszczenie, chrupanie i ciumkanie - do tego zdążyłem się przyzwyczaić, ale dzisiaj miałem wyjątkowego pecha (niestety akurat na tak udanym filmie). Pewne "księżniczki" z fizjonomią nieskalaną nawet szczyptą intelektu usiadły obok mnie, i po 20 minutach stwierdziły, że film jest nudny, więc zaczęły plotkować i przeglądać fb, a w międzyczasie wybuchać gromkim, infantylnym śmiechem podczas intymnych homoseksualnych scen. Szczytem tej farsy, który woła o pomstę do nieba, i który utwierdził mnie w przekonaniu, że na świecie żyją ludzie i "ludzie", jest dialog owych pań, które to po przyjściu z toalety (wychodziły chyba cztery razy) stwierdziły, że jest ciekawsza od filmu...
          Dlatego też, od dzisiaj jestem absolutnym zwolennikiem wprowadzenia wymogu przejścia testu dojrzałości emocjonalnej przed wejściem na salę kinową, jakkolwiek miałby on wyglądać :) Segregacja musi istnieć, a będzie żyło się lepiej!
          Amen.

          • Zamiast marudzic i segregować ludzi wystarczyło im po prostu zwrócić uwagę. Czasem trzeba mieć jaja mlody ;)

          • Dokładnie

          • Popieram tutaj młodego. W tym świecie większość nie zastanawia się nawet o co prosi zwracająca uwagę osoba. Nie przyjmują tego do wiadomości. Nie zastanawiają się czy rzeczywiście ich zachowanie może być nietaktowne tylko mają od razu zaprogramowaną kontrę, mechanizm obronny i strzał odwetowy. Kiedyś starałem się w grzeczny sposób w różnych sytuacjach zwracać ludziom uwagę. Zostałem wyzywany, raz nawet pobity, dlatego przestałem, jak przestałem chodzić do kina na filmy ambity. Bezpiecznie chodzi się tylko na gwiezdne wojny i inne tego typu bengery. Filmy "głębszego typu" zostawiam sobie do domu, na kanapę i do tego na słuchawki.

            A co do samego filmu, to scena rozmowy z ojcem rzeczywiście dała grubego kopa, ale dla mnie to było za mało, żeby ocenić ten film przynajmniej dobrze, ale w pełni rozumiem, że komuś ten film naprawdę mógł się podobać, po prostu mi akurat nie, nie tym razem. Było za miło...

          • Masakra :/. Jak byłam w kinie, to po prawej strony też musiała siedzieć
            tego typu osoba, bo widziałam, jak przegląda telefon przez pół filmu :/.
            Na szczęście na sali było w miarę spokojnie, na szczęście tłumów nie było.

          • Hehehe trzeba chodzić na godzinowo nieatrakcyjne seanse najlepiej poniedziałek 9 rano :)

          • Studiujesz, czy pracujesz w fabryce na 3 zmiany? Poniedziałek o 9..... to chyba jak na emeryturę pójdę

          • To był żart, ale w sumie dla chcącego nic trudnego. Można się wybrać rano na weekend, albo np. wziąć zwolnienie :D Dla studentów to już w ogóle rybka. No jakoś trzeba sobie radzić :)
            Tak zupełnie na serio myślę, że to taki problem uniknąć opisanych nieprzyjemności. Wystarczy wybierać niemainstreamowe, bardziej kameralne kina.

          • Zupełnie serio? To do kameralnego kina mam ze 100 km. W moim kinie są seanse tylko w weekendy: dwa filmy, na 17 i 19. Dlatego niestety muszę znosić szeleszczenie chipsów, siorbanie koli a ostatnio odgłosów otwieranych puszek z piwem. A 30 km ode mnie multipleks w którym króluje Vega i Grey.
            Nie żebym się ciebie czepiała, chcę ci tylko uświadomić że widz jest wszędzie i nie zawsze ma wybór.

          • Kina studyjne. Polecam :) Tam nie trafiają miłośnicy transformersów i miłośniczki Greya. Nie pamiętam kiedy byłam w multipleksie, serio.

          • W pełni się zgadzam :) Miłośników transformersów jestem w stanie znieść, ale miłośniczki Greya działają na mnie wybitnie źle. Może w swojej opinii będę szowinistą i zostanę potępiony przez owe panie od Greya, ale z doświadczenia wiem, że bardzo rzadko to panowie są sprawcami infantylnych wybuchów śmiechu, i ogólnie nieodpowiedniego zachowania w kinie. Najczęściej niestety stoją za tym panie, których szczytem ambicji jest jędrny tyłek i ładna buźka (oczywiście nie mam absolutnie nic do tych przymiotów jeśli stoją w równowadze z innymi). Ktoś kiedyś powiedział, że żyjemy w czasach w których wszystkim zależy na dobrej FORMIE. A co z TREŚCIĄ?

          • Bez przesady, podobne komentarze i śmichy równie często padają od licealistów chcących popisać się przed kolegami, szczególnie podczas jakichkolwiek scen miłosnych. Chyba dawno nie trafiłeś na taką grupkę.

          • Masz rację, takie sytuacje zdarzają się równie często. Jest jednak subtelna różnica pomiędzy młodymi widzami, a dojrzałymi kobietami. Jeśli rozpatrujemy nieco starsze grono odbiorców, to wydaje mi się, że Panowie zachowują się lepiej. Daleki jestem od generalizowania i nie mam oczywiście zamiaru nikogo poniżać. Ja po prostu wyrażam swoje zdanie poparte wieloma obserwacjami :)

          • Studyjne powiadasz? Oj pomarzyć fajna rzecz:( Do najbliższego mam ze 100 km. Dlatego niestety muszę znosić szeleszczenie chipsów, siorbanie koli a ostatnio odgłosów otwieranych puszek z piwem :(

          • Wiem i rozumiem, to samo miałam w rodzinnym mieście i cierpiałam męki, obijam to sobie teraz, będąc w Krakowie :) Tu już dawno zapomniałam gdzie są tzw kina sieciówki ;)

          • kiedys bylam na Blade Runner 2049 i w pewnych chwilkach kiedy muzyka cichla w filmie, nawet sala zamierala- choc byli "popcornowcy" i inni przezuwacze- to bylo piekne.

          • Współczuję, dzisiaj miałam podobną sytuację - dwie dziewczyny, weszły już po rozpoczęciu się filmu, szeleszczenie kurtkami, potem paczkami chrupek i śmiech na scenach intymnych. Udusić :P!

          • Ach te kobiety :)
            Oczywiście można pójść za radą użytkownika wolto i zwrócic takiej nieokrzesanej widowni uwagę. Jednak z doświadczenia wiem, że rezultat będzie raczej mierny :)

          • Takie filmy najlepiej oglądać samemu w zamkniętym pokoju w domu.Ambitne filmy w kinie odpadają,to jak czytanie poezji w mc donaldzie.

          • Chyba, że wybierasz się na pokaz przedpremierowy lub festiwalowy, wtedy ryzyko napotkania przypadkowych ludzi na widowni się zmniejsza. Ja widziałem film w kinie i uważam, że emocje płynące z dużego ekranu potęgują się.

          • Dokładnie. Duży ekran zdecydowanie potęguje wydźwięk filmu, jego odbiór. Zgadzam się również z tym, że pokazy przedpremierowe faktycznie redukują prawdopodobieństwo spotkania na sali osób niepożądanych.

          • Co do tego nie mam wątpliwości że na dużym ekranie emocje potęgują ;-)ja osobiście przestałem chodzić do kina z kilka powodów pierwszy to bujność zapachów,szelest chipsów,popcornu,o dgłosy siorpania napój ze słomką,śmiechy,dźwięki telefonów,rozmowy, czasem czyjaś wystająca głowa z nad fotela która zasłania część ekranu....wolę ułożyć się w domu na wygodnym fotelu po którym nie boli mnie tyłek,zgasić światło,włączyć 50 cali przy dobrym nagłośnieniu klimat idealny i co najważniejsze można się skupić w pełni na filmie.

          • Ojej... co za trafne porównanie! Bezczelnie je będę zapożyczać.
            Co do ciumkaczy, ssaków trwiących colę i nachosy to niestety, z bólem przyznaję: udało się ww skutecznie wygrać mnie z kina.

          • Widzę że nie jestem jedyny którego to wkurza ;-)

          • Najgorsze jest to, że kiedy zwracam takim uwagę to jestem jedyna. Na jednych działa, na innych na 5 minut i dalej robią swoje. Sam fakt, że trzeba się zniżyć do takiego poziomu, żeby dorosłym ludziom tłumaczyć, że nie są w dżungli gdzie wszystkie odgłosy dozwolone jest dostatecznym nietaktem dla tych, którzy przychodzą obejrzeć film.

          • Mój kolega nie widzi w obżeraniu się w konie nic złego. Powiedział mi: a co w tym złego, jak w domu siedzę przed tv to też do filmu popcorn biorę. No to go zapytałam czy jak w domu przed tv puszcza bąki to w kinie też sobie pozwala?

          • O to to to!!! Pomijam, że trzeba mieć niezłą pojemność żeby te 3 metry sześcienne popkornu upchać w jelitach. Te pojemniki to przecież wiadra....

          • Najlepiej by było zwrócić takim osobom uwagę, bądź poprosić obsługę kina o wyproszenie takich osób z sali. Jak jest film nudny to się może wychodzi i tyle. Była to więc ewidentna próba przeszkadzania oglądającym.

            Niegdyś byłam na seansie, który zawieszono na parę minut z tegoż właśnie powodu. Grupka osób, po skardze jednego z widzów, została wyprowadzona z kina przez personel. Ba! Przy aplauzie pozostałych oglądających. I tyle.

          • Dobrze wiedzieć na przyszłość :)

    • Wypowiedź ojca oraz sceny od momentu pożegnania na dworcu do końca filmu rozerwały mnie na kawałki :) i bardzo wpłynęły na jego ogólną ocenę.

      Dodałabym jeszcze:
      „W tej chwili możesz nie chcieć niczego czuć. A może nigdy nie chciałeś niczego czuć. (…) ale czuj dalej to co czułeś najwyraźniej.”
      „Jesteś zbyt mądry na to, by nie wiedzieć, jakie rzadkie i wyjątkowe było to co mieliście. (…) To co mieliście miało jednocześnie wszystko i nic wspólnego z inteligencją. Był dobry. Oboje mieliście szczęście, że się odnaleźliście, gdyż Ty też jesteś dobry. (…) Kiedy najmniej się tego spodziewasz natura ma sprytne sposoby na znalezienie naszego najsłabszego miejsca.”

      Moim zdaniem prawdą jest, że dopiero ostatnie 20 minut w pełni pokazuje intensywność uczuć i zmienia odbiór całej historii.

      • "Moim zdaniem prawdą jest, że dopiero ostatnie 20 minut w pełni pokazuje intensywność uczuć i zmienia odbiór całej historii. "

        W punkt! Niektórym to wystarcza, aby podnieść ocenę filmu o kilka oczek ;)

        • Ty chyba serio prowadzisz jakąś krucjatę.. Uparcie czytasz całe forum i wyszukujesz tylko te wypowiedzi, które chwalą końcówkę filmu. A przy tym ignorujesz calą resztę komentarzy, jeśli zachwycają się całym filmem.. Byle wyszło na Twoje.. od dziś wiem, że nie zwracam w ogóle uwagi na Twoje opinie, bo obiektywny nie jesteś za grosz..

          • Czemu miałbym nie czytać, pogrzało cię? Nie zachowuj się jak psychol SamFarsh, który nie może ścierpieć występowania niezbyt przychylnych opinii. Każdy ma subiektywną ocenę, cieszę się, że moja pokrywa się z tak wieloma użytkownikami. Natomiast ty bawisz się w mściwego szpiega, na mnie jednak to wrażenia nie robi.

          • Hehe znów atak.. Wytykasz wszystkim, że Cie atakujemy, bo nie zgadzamy się z Twoją opinią, a sam pod każdym komentarzem robisz to samo.. Kto tu się zachowuje jak psychol.. I daruj sobie z odpowiedzią, bo od tej chwili ignoruję wszystkie Twoje wypowiedzi.. Pisz se co chcesz znawco kina LGBT, tylko tak na marginesie, skoro tak zachwycasz się filmem "120 beats per minute" to mógłbyś chociaż poprawnie tytuł wpisywać.. Bo już kilka razy natknęłam się na Twoją wypowiedź, gdzie polecasz ten film i wiecznie piszesz z błedem "20 beats per minute". Raz jedynka mogła Ci uciec przez przypadek, ale za każdym razem? Kopiej/wklej czy jak?

          • Nie schlebiaj sobie trójca frustratów to jeszcze nie "wszyscy". Robisz zarzut z tego, że prezentuję opinię w wielu tematach (do czego jakbyś nie wiedziała oświecę cię każdy ma prawo), a sama latasz po tematach i spuszczasz się nad filmem w każdym swoim poście. Oszczędź nam tej hipokryzji i trzymaj fason, bo ja nie latam po tematach w celu atakowania, lecz konstruktywnej polemiki, za co postanowiłaś mnie napastować.

        • A może niektórzy potrafią dojrzeć również uczucia w subtelnościach i nie potrzebują podania czegoś na tacy, bo sami potrafią się czegoś dopatrzyć?

          • Możesz wskazać te subtelności, które rzekomo występują gromko w Call Me By Your Name? Przez większość seansu oglądałem dwóch nieporadnych kolesi bardzo starałem się zobaczyć między nimi więź, niestety bez sukcesu. Elio pokazał emocje i uczucia do Olivera dopiero kiedy ten już wyjechał.

          • Stopniowe budowanie napięcia było/jest atutem ich relacji, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że Elio, jako 17-latek był niedojrzały emocjonalnie i przede wszystkim zauroczony cielesnością Olivera, o czym świadczy sam sposób w jaki kamera go pokazywała - na wzór antycznych, grekich Bogów. Fascynacja męskim ciałem objawiła się też w scenie nad morzem, kiedy to Elio pojechał wraz z ojcem i Oliverem obejrzeć rzeźbę przedstawiającą mężczyznę. W momentach kiedy dochodziło między nimi do bliskości fizycznej, Elio był speszony i nieporadny, zachowywał się zupełnie przeciwnie aniżeli w chwilach z tą dziewczyną. Emocje zostały odwzorowane bardzo adekwatnie do wieku i przede wszystkim intencji bohaterów. Elio okazywał uczucia dużo wcześniej, zanim Olver wyjechał - nieporadność, speszenie, chęć zwrócenia na siebie jego uwagi, wzbudzenia zazdrości, ciągłe obserwowanie, przysłuchiwanie się, śledzenie jego kroków. To miałam na myśli pisząc o subtelnościach, zachowaniach typowych dla osoby w jego wieku, mocno zauroczonej i mylnie identyfikującej to uczucie z miłością - w rzeczywistości znali się za krótko i za mało żeby mówić o miłości. Oliver z kolei od początku nastawiony był na przelotną, wakacyjną przygodę - jak się później okazało miał narzeczoną i ślub w planach. Potraktował Elio instrumentalnie, może w kategorii odskoczni od swojego codziennego życia. Całość dopełniła przepiękna realizacja i cudowny soundtrack, tworzące razem sielski, beztroski klimat wakacyjnego romansu.

          • + a także poczucia utraty i jednostronnej miłości.

strona 1