Tamte dni, tamte noce (2017)

Call Me by Your Name

2 godz. 12 min.
  • Przed obejrzeniem jakiegokolwiek filmu, od wielu, wielu lat mam taką praktykę, że staram się nie czytać wcześniej żadnych opinii na jego temat. Oglądam, oceniam i dopiero wtedy patrzę jak inni oceniali film, jakie zbiera komentarze etc.

    I tu doznałem szoku! Bo film ma świetne recenzje. Na rottenie, metacritic, filmweb etc. Ja zaledwie dałem mu 5/10, przy czym mógłbym się skłaniać na 6/10. Czy mogłem się tak mylić? Czy jestem takim ignorantem, że nie potrafię
    docenić dobrego kina? Nie wiem, ale ja ten film widzę tak:

    PLUSY:
    - zdjęcia (generalnie obraz czyli Włochy w wydaniu lekkim i przyjemnym; wszytko jest piękne i ładne);
    - b. fajna muzyka: z epoki jak i współczesna jako dodatkowy kontekst w interpretacji poszczególnych scen/filmu;
    - powiedzmy, że monolog ojca bohatera o zestarzeniu się przed 30 jaki taka klamra spinająca; przesłanie twórców
    filmu, z którym można, albo nie można się zgadzać;
    - gra aktorska, która nie była przejaskrawiona i siłowa, a raczej współgrająca ze sobą. No i ostatnia scena, gdzie na przestrzeni 2, 3 minut mamy złość, żal, smutek, osamotnienie, akceptacja itd.

    MINUSY:
    - główna słabość filmu wpływająca na moją ocenę to FABUŁA, FABUŁA i jeszcze raz FABUŁA (banalna historia, do bólu
    przewidywalna o odkrywaniu przez chłopaka swojej seksualności, rodzący się związek, lawirowanie pomiędzy
    orientacjami, wybór, rozstanie i złamane serce). No litości! Koniec łatwy do przewidzenia, a film trwa 2 h.
    Każdy nastolatek czuje jakieś tam napięcie seksualne, a że Elio dokonał takiego a nie innego wyboru. No cóż jego
    sprawa! Ktoś powie: nieprawda to film o akceptacji i podążaniem za głosem serca. No i? To ma być naprawdę aż tak
    przełomy film? Gdzie te egzystencjalne pytanie? O czym wielkim mówi ten film? Jakie nowe rozwiązanie proponuje?
    Ciekawi mnie czy gdyby zamiast Oliviera mielibyśy kobietę, to czy ocena byłaby taka sama. Drugie Wichorwe wzgórza!

    No i takie technikalia do których się czepiam:

    - siłowe wciskanie pewnego rodzaju myślenia. Chodzi mi tutaj o umoralniający traktat o tolerancji wygłoszony mimochodem prze ojca bohatera w kontekście odwiedzin w domu gości tzw. Sonnego i Cher. Nie lubię czegoś takiego. Można to było zrobić bardziej subtelnie. To widz ma wyciągnąć wnioski, filtrować je, odkodowywać normy.

    - dziwne nic nie wnoszące do filmu kadry: zbliżenie na jajko, zbliżenie na plecak, zbliżenie na książkę, pusty hol. Zbędne, ale ok - to może moje takie doszukiwanie się dziury w całym.

    Podsumowując, film miał b. dobry marketing i tyle. Burdzej przypomina romans z prostym, czytelnym przesłaniem. Film znany będzie tylko przez wzgląd na tematykę i to wszytko. Film nie jest zły, ale też nie jest to wybitne dzieło.

    Posłużę się przy tym najlepszą recenzją tego filmu z jaką się spotkałem czyli po prostu "o jedną brzoskwinię za daleko"

    Pzdr!

    167
    50odpowiedzi
    ost.
    • to prawda dziwne zbliżenia i przesunięcia kamery, jakby robił to amator, brak tu żadnego kunsztu, film jest nudny, a jedyny jego walor to ładna panorama i propaganda oczywiście. Moz_aart ten film o niczym nie mówi. On po prostu jest, żeby naszprycować Cię gejozą..

      • Zgadzam się w 100%

    • Nie jesteś jedyny, również nie oceniłem filmu wysoko, choć być może 6 to wciąż zbyt wysoko nie mogę się zdecydować. Film ma ogromną promocję zwłaszcza na zachodzie, ponieważ jest dystrybuowany przez studio SONY. Może się podobać mniej lub bardziej, jak ktoś lubi wleczące się sceny i pełno nudnych kadrów to spoko, natomiast z pewnością żadnym arcydziełem nie jest. Na pewno daleko mu do kunsztu Brokeback Mountain, czy chociażby z zeszłego roku 20 beats per minute, czy Beach Rats.

    • Z tą brzoskwinią to piękna puenta jest.

    • Gdybys chociaż raz był zakochany i przeżył takie rozstanie, dopiero byś zrozumiał i docenił jak prawdziwy jest ten film

      • Lubię takie argumenty na poziomie gimnazjum :P

        • Gimnazjalną wypowiedzią było to ze uważasz ze fabuła jest banalna. Powiedz szczerze, czy zdarzyło ci sie byc w podobnej sytuacji? Mam na mysli rozdzielenie w momencie rozkwitu namiętnej miłości między kochankami. Ja niestety tego doświadczyłem i nawet największemu wrogowi tego nie życzę, bo tego uczucia nie da sie opisać słowami. Cos podobnego do zjazdu narkotykowego ale tysiąc razy bardzoej bolesne - kompletny spadek endorfin. Uczucie jakby ktoś wyrwał z ciebie siłą serce, a łzy mimowolnie leją się tygodniami. Utozsamienie z głównym bohaterem nadało filmowi kolejnego, głębszego wymiaru, którego najwyraźniej nie potrafisz zrozumieć.

          Kolejna sprawa to twój „przewidywalny koniec”. Z chęcią cie oświecę, ze jest to scenariusz adaptowany, na podstawie książki z istniejącym juz zakończeniem, które moim zdaniem wbija w fotel i jesli mam byc szczery, to do dzis siedzi mi z tylu glowy, a ostatnia scena przy kominku zmiażdżyła mi serce.

          Nie wiem jaki miałeś problem z kadrami. Film miał prześliczne kolory; tak nawet to jajko, o którym wspomniałeś, czy hol XVII wiecznej włoskiej willi. Przez to widz napawa się pięknem!

          O czym wielkim mówi ten film?! O milosci i cierpieniu jakie ze sobą niesie( nie o podążaniem za głosem serca bo tk brzmi jak gigantyczny banał) Nie widzę tu potrzeby proponowania jakichś nowych rozwiązań. A jakich innowacji chciał byś sie doszukać w miłości? Chetnie posłucham

          Uwazam, ze film jest wybitny

          • Czytając te Twoje wypowiedzi, aż się uśmiechnąłem. Ale skoro nie zrozumiałeś mojej ironii, to Ci ją wyjaśnię:

            - narażasz się na delikatnie mówiąc na śmieszność twierdząc cytuję "gdybyś chociaż raz był zakochany i przeżył takie rozstanie, dopiero byś zrozumiał i docenił jak prawdziwy jest ten film". Nie byłem na wojnie, a umiem docenić piękno filmów traktujących o wojnie. Rozumiesz? Pewno nie rozumiesz, bo nie chcesz! Wiesz takimi argumentami to możemy się przerzucać. Chcesz? Proszę bardzo. Poucza mnie osoba, która ma ocenione DWA filmy, wobec moich ponad 600! Która ma tu konto od tygodnia, wobec moich 11 lat! To właśnie poziom Twojego argumentu... czy prawdziwym sam odpowiedź sobie na to pytanie!

            - współczuje Ci, jeżeli na mój zarzut przewidywalnego zakończenia, Ty przeciwstawiasz argument, że to scenariusz adaptowany (vide koniec istnieje w książce). To dużo mówi o Tobie. Nie rozumiesz, że może istnieć takie coś jak powielenie tematu filmowego, jak odczytywanie symboli już w trakcie seansu by móc przypuszczać jak się zakończy. Ja nie czytałem książki, ale logika mi podpowiada, że jak ktoś przyjeżdża na 6 tygodni wakacji naukowych, to po tym czasie musi wracać do siebie. W razie zakochania mamy klops, a wątpię czy rodzice 17-latka dadzą mu bilet i urządzą po drugiej stronie globu, bo Elio chce być przy Olivierze, bo się kochają. I to jeszcze w latach '80. Musiało się skończyć dramatycznie. Zacznij myśleć jak oglądasz filmy! Zakończenie można było się spodziewać. To właśnie rolą reżysera, aktorów, musyki itp. jest wypełnienie oczywistej formy nieoczywistą treścią. I tu się odniosłem mówiąc o grze aktorów.

            - kadry: ten Twój hol XVII wiecznej kamienicy,przypominał zwykły długi i szeroki korytarz; a zbliżenie na jajko nie dało mi zbyt wielu doznań estetycznych. Kłania się czytanie ze zrozumieniem. Na początku wątku napisałem, że zdjęcia filmu są na plus za wyjątkiem takich kadrów i od razu zastrzegłem, że to mój taki techniczny bzik. Jest przy nagrodach filmowach, może o tym wiesz a może nie, kategoria jak zdjęcia.I takimi kadrami nagród się nie zdobywa.

            - dla mnie ten film nie różni się fabularnie od Wichrowych Wzgórz. Chcesz oryginalnego opowiedzenia o miłości, to se obejrzyj film Pamiętnik, który mi osobiście nie przypadł do gustu, ale szanuję go w opór za inne podejście do tematu miłości. Albo obejrzyj sobie Kieślowskiego.

            Nie ma do Ciebie pretensji o te wypociny. Rozumiem, że możesz być dopiero na początku swojej drogi w kinematografii. Mogę dać Ci dobrą radę, którą na moim starcie mi udzielono, a której motto wybrzmiewa u mnie do dzisiaj. Są to słowa Andrzeja Wajdy "The most important thing is to make people think." Emocjonalność jest ważna, ale nie jedyna.

            Aha i sorry,ale nie będę już Ci odpowiadał, bo wystarczająco pochyliłem się nad Twoim "wywodami" i zwyczajnie mi się nie chce, bo to nie ma sensu.

            Uważam film za średni.

          • jeżeli mają tu lecieć takie argumenty jak ilość ocenionych filmów to ja obejrzałam ponad 1600 a też uważam film za piękny. Jest on przewidywalny.. bo czego mamy się spodziewać po historii dwóch zakochanych młodych mężczyzn w latach 80? no raczej że dramatycznego zakończenia ich miłości. I moim zdaniem tu nie chodziło o odkrywaniu przez chłopaka seksualności i wyborze orientacji tylko o pożądaniu i szukaniu miłości jako uczucia po prostu
            do tego przyznajmy sobie to szczerze, ale nie w każdym filmie jest kadr na jajko, a jajka są potrzebne :|

          • akurat ten argument o ilość obejrzanych filmów to z moje strony była sroga ironia, bo to przecież żaden wyznacznik, ale inne argumenty do użytkownika Kamaaaaa nie trafiały.

          • Sroga, oj sroga. Tak sroga, że aż srogo nieudana ironia. Nie ma związku z tym co napisał, żadna analogia.
            Jesteś bardzo wyniosły w swoich postach. Stonuj, bo żadna z Ciebie wyrocznia. Mam ocenionych 5786 filmów i konto tu od 16 lub 15 lat. Możesz pisać do mnie Babciu. A nadal nie uważam, żebym lepiej znała się na kinematografii, czy żeby moja ocenia była "obiektywniejsza&quo t; od nowicjusza w zakamarkach X muzy. Dziołcha wyraziła swoją opinię w bardzo grzeczny sposób, a Ty nią pomiatasz - to nie jest fajne.
            Za to zgadzam się z Twoim odbiorem produkcji :)
            Nie widzę za to nic złego w mało oryginalnym zakończeniu, bo w życiu już tak bywa, że mało oryginalnie kończymy. Zawsze można powiedzieć, że coś już było; happy end - było, samobójstwo - było, rozstanie i ból - no tak było. Co by Cie zadowoliło? Jakby odciął sobie palce przybrał strój strażaka i gasił swój ból polewając cieknącą krwią świece na tle wrzosowiska? W odpowiedniej konwencji i to byłoby wykonalne. Nie ma się co czepiać zakończeń. To było bardzo "życiowe" rozwiązanie, przez co realistyczne. I na pewno (widać po średniej) ogromna rzesza ludzi znalazła swoje utożsamianko w tym :) Pozdrawiam.

            P.S. W Wichrowych był skandal, bariery, zakazany owoc. Tu była lawiracja, tyci przeszkody, rezygnacja z wygody. Ogólnie nadal "gay love" w Polsce budzi kontrowersje, ale nadal umieściłabym te filmy na innych półeczkach.

          • Moz_aart - nie wiem, czy powinieneś odpowieadać na argumenty Kamy. Są tak idiotyczne, że nie zasługują na jakakolwiek odpowiedź. Pierwszy z nich: "gdybyś choćraz był zakochany..." juz dokładnie określa autorkę. Twoja odpowiedź fajna.
            Ja zdecydowanie źle oceniam ten film. Tanituka i pretensjonalna opowiastka, przewidywalna i tak strasznie zmanipulowana, że aż boli. Popatrzmy na pierwszoplanowe postacie:
            Oglądamy rodzinę żydów-geniuszy. Ojciec światowej sławy profesor w wielu dziedzinach o nieograniczonych zainteresowaniach. Interesuje się wszystkim, na wszystkim się zna, niezwykle mądry, uznawany w świecie, niezwykle szlachetny, przykładny ojciec i mąż, szczególnie jako mąż: niezwykle kochajacy żonę i krypyogej (przykład niebywały jest cudowny w roli małżonka i wyrozumiałego geja - no cóż filosemici tak mają, ale przecież można to pokazywać subtelniej w czym amerykańskie kino ma przecież wiele doświadczeń). Matka: pisarka, tłumaczka, miłośnik i znawca literatury, kocha poezję męża (jak go nie kochać) i syna. Syn to kolejny bóg siedemnastolatek - kompozytor muzyki poważnej (ważne podkreślenie - w filmie pojawia się kilkakrotnie), gra na wszystkich instrumentach, zainteresowania wszechstronne Nie dość, że w pełni podziela niezwykle szerokie zainteresowania ojca to także niezwykle szerokie zainteresownia genialnej matki. Uzdolniony fizycznie: pływa, jeździ na rowerze. Kocha przyrodę równie mocno jak rodzice.
            Do tatusia profesora przyjeżdża niezwykle uzdolniony doktorant, też geniusz (rozmowy z profesorem), przystojny, urokliwy, wysprtowany, w zasadzie ma wszystke zalety. Kobiety na jego widok nieomalże dostaja pomieszania zmysłów. Kim moze być ten młody bóg, oczywiście jest żydem.
            Od początkowej lekkiej wrogości doktorant i młodzieniec-kompozytor muzyki poważnej przechodzą do najpiekniejszej miłosci wszechczasów. Wzniosłej, szlachetnej, czystej, wielkiej - jednym słowem takiej typowej dla tego środowiska. I na tym Olimpie toczy się banalna historyjka, przewidywalna, nudnawa, rozwleczona. Widzę tu jednak pewien lekki zgrzyt: wybór genialnego doktoranta, o którym poinformował genialnego kompozytora muzyki poważnej przez telefon jakoś nie pasuje mi do tego sielankowego obrazka. Ale cóż nigdy nie byłem na olimpie więc się nie znam.

          • No tak, bo jazda na rowerze i pływanie to takie rzadkie umiejętnosci.

          • Ok z rowerem przesadziłem.

          • Jedyne z czym nie przesadziłeś to zakończenie ostatniego zdania. :)

        • nie na poziomie gimnazjum, tylko na poziomie życia....

        • Moz_aart_2 nie obejrzę badziewia

      • sorry ale co to ma do rzeczy? film jest mierny, dla mnie dodatkowo niesmaczny i tyle

      • No to wymaga odpowiedzi. Przeżyłem bardzo (bardzo!) bolesne rozstanie i doskonale wiem, o co tu chodzi. Ale po tym, co Oliver powiedział Elio na samym końcu (panna od dwóch lat, z którą się pobiera), na miejscu chłopaka po prostu odłożyłbym słuchawkę i nie chciał już nigdy więcej o nim słyszeć. Dla mnie film jest rozwleczony i w dodatku może sugerować "przeciętnemu hetero", że orientacja to coś, czym można się bawić i dowolnie dokonywać wyboru. Mowa ojca pod koniec to perełka, ale nie jest to opinia, z którą każdy musi się zgadzać.

    • Ja należę do osób którym ten film bardzo się podobał. Wydaje mi się, że to akurat w moim przypadku to ogólne wrażenie i odbiór. Całość jest podana jakoś tak delikatnie i ze smakiem. Chociaż wątek nieszczęśliwego romansu, to nie narzuca się i nie przyćmiewa. Oczywiście mam swoje ale... jednakże dla mnie film bardziej koncentrował się na życiu, przemijaniu kolejnych dni. A w warstwie morału, na wyrażeniu zgody na przemijanie.

    • Jeśli ktoś ma ochotę to serdecznie zapraszam do zapoznania się moją skromną recenzją: https://recenzjekultury.w...

    • Żenują mnie takie recenzje. Bardzo mi przykro i współczuje zarówno Tobie, jak i wszystkim, którzy nie potrafią dostrzec kunsztu tego filmu. Rozpisałbym się, lecz już to robiłem dwa razy na tym forum, a nie lubię się powtarzać. Jedyne co skomentuję to twoje niesłuszne „czepianie się”, jak sam rzekłeś, scen zbliżenia na otwarty plecak, czy wiszące na kranie kąpielówki. W scenach tych ukryte jest całe piękno tego filmu, erotyzm, niebywała delikatność doznania, wątek przemijania najdrobniejszych momentów naszego życia, niezauważalnych zwykłym, grubiańskim okiem. A jeżeli nie masz w sobie na tyle wrażliwości, by to dostrzec, film ten zwyczajnie nie jest dla ciebie, czego powinieneś gorzko żałować. Pozdrawiam.

      • Mnie żenują takie komentarze.

      • Żenujące jest to, że mogą Cię żenować inne, odmienne opinie od Twojej jedynej i słusznej.

        Bardzo mi przykro i współczuje Tobie i Tobie podobnym ludziom, którzy nie dostrzegają przeciętności tego filmu. Rozpisałbym się jeszcze, ale zrobiłem to już wyżej. Jeżeli nie masz w sobie na tyle wyrobionego i wyrafinowanego gustu filmowego, by dostrzec zalety mojej opinii, film ten jest wybitnie dla ciebie i w swojej ignorancji nie będziesz żałować swojej 10, a powinieneś.

        Pozdrawiam

        • O Jezuniu, oba komentarze są mega żenujące. Mi nie żal jest kogoś kto dał temu filmowi ocenę 10 czy 3. Może żal mi jedynie tych co dają 2 lub 1, bo muzyka była na prawdę super, tak samo jak klimat no i oczywiście reżyser zrobił kawał dobrej roboty. Już za to pasowałoby dać 3, a reszta to już raczej kwestia gustu.
          To oczywiste, że każdy z nas jest inny i podobają mu się różne filmy. To co dla kogoś może być nudne lub przewidywalne na kogoś innego mocno wpływa i daje powód do zastanowienia nad pewnymi aspektami życie. Tak to już jest, wszystkim w jednym filmie nie dogodzisz. Każdy ma prawo oceniać filmy według własnej perspektywy, nawet jeśli miałby dać 10 Greyowi, co i dla mnie byłoby wielkim nieporozumieniem. Nie jest to jednak powód, żeby się na wzajem obrażać, bo jest to zachowanie dzieci z podstawówki. Zawsze chce mi się śmiać, gdy ktoś próbuje obrazić swojego rozmówce wyciągając jakieś filmy które wysoko ocenił i pisząc "twoje zdanie się nie liczy skoro tak wysoko oceniłeś film XYZ".
          Lubię ciekawe rozmowy z logicznymi argumentami, z którymi nie zawsze się zgadzam. Niestety bardzo o to trudno, bo albo ktoś się od razu obraża bez powodu lub zaczyna sam pisać bardzo niektulturalnie i pluje jadem.

          • Pełna zgoda, po prostu dziwi mnie jak ktoś z mojej neutralnej opinii jest w stanie wyciągnąć o wiele za daleko idące wnioski i robić jakąś bezsensowną krucjatę. Mój komentarz jest sparafrazowaniem komentarza eryyyka. Pomyślałem, że w taki sposób zrozumienie, że inni mogli ten film inaczej odebrać.

          • Ok, rozumiem. Film osobiście bardzo mi się podobał i wciąż waham się czy nie dać mu wyższej oceny, ale kompletnie rozumiem to, że dla kogoś film jest zwyczajny i nudny, tak to już jest. Jakoś nie załapałam, że twój komentarz jest po prostu odwrotnością komentarza powyżej, chyba za mało snu. Mój błąd.

    • Ja też wynudziłam się straszliwie. Jedynie klimat i puenta mi się podobała.

      • Ja też się wynudziłem film średni, choć trzeba przyznać że w ten zimowy wieczór poczułem I zatęskniłem za upalnym I pięknym latem.

    • Zgadzam się. Film za długi, nudny... Gdyby nie aspekt homoseksualnej miłości to nikt by tego filmu nie nazwał arcydziełem, ale że żyjemy w czasach modnej tolerancji to stał się wybitny. Wybitne to były może muzyka i krajobrazy.
      Ta historia nie wyróżnia się ani niczym szczególnym ani nowym.
      Poczułam niesmak, ta scena z brzoskwinia.. i jedyne skojarzenie to szarlotka z American Pie, chętnie się dowiem od szukających głębokości na poziomie rowu mariańskiego w filmie, co ta scena miała znaczyć. Pokazać jego wahania i rozterki? No chyba można było to zrobić inaczej? :P
      Nie wiem skąd nominacja do Oskara. To już bardziej ten seks z ryba w Kształcie wody.

      Bardzo nie lubię szukania drugiego dna i upiększania filmów które w rzeczywistości nic nie wnoszą.

      Ps: I to tylko moje zdanie. Pozdrawiam!

      • No i stwierdzam że ścieżka dźwiękowa jest mega może jednak te 5/10 to za mało

        • No cóż, dla mnie to chyba najgorszy element filmu. No może nie sama ścieżka, ale sposób jej wykorzystania. Nie byłoby tak źle, gdyby była stonowana, ale w wielu momentach jest zdecydowanie zbyt głośna i przeszkadza w odbiorze filmu. A już najgorsze są piosenki które są tam ni przypiął ni przyłatał i rozbijają konstrukcję filmu. Nie mówię tutaj o muzyce granej przez Elio, dolatującej z radio czy granej na dyskotece, bo jest ona elementem konstrukcyjnym tylko o wplatających się wyjątkowo hałaśliwych dźwiękach fortepianu czy jak już wspomniałem wcześniej nie wnoszących niczego piosenkach.

    • w 100% się zgadzam

      • ale z kim?

        • jest napisane: w odpowiedzi na Moz_aart_2

    • Zgadzam sie w 100% i basta

    • Ja też nie rozumie zachwytów nad tym filmem. Ale bardziej nie rozumie osób którym film się podobał, którzy krytykują inne zdanie.
      Podobał mi się klimat filmu, aż wchodzi się samemu w kadry. Muzyka, zdjęcia. Sama fabuła nie porywa, może dlatego, że nie jestem fanką melodramatów.
      Po obejrzeniu filmu można też mieć wrażenie, że gejem zostaje się z nudów. Jakoś płytko przedstawiony moim zdaniem temat.

      • Film ogólnie przydługi, masa niepotrzebnych i nudnych scen (jeżdżenie na rowerze, drzewa owocowe, woda). Nie mogłam się doczekać kiedy oni ten romans zaczną. Koncowka wzruszająca ,chociaż to było do przewidzenia, że ta miłość tak się skończy. Muzyka, krajobrazy i gra aktorska na najwyższym poziomie. Mimo wszystko nie żałuje, że obejrzałam.

        • No cóż, dla mnie te początkowe sceny były znacznie lepsze niż wątek romansowy, bo dopiero wtedy zaczęło wiać nudą. Dopiero scena z ojcem w końcówce podniosła filmowi moją ocenę z 5 na 6.

    • Powiem szczerze- Jako osoba homo uważam, że film nie dość że słaby to zawiera dość sporo pedofilli (bo przepraszam, ale miłość pomiędzy 17-latkiem a 24-latkiem nie jest zbyt normalna) a dodatkowo to, że dostał oskara pokazuje tylko, że osoby hetero przyklepują sobie jakie to to są progresywne i fajne

      • Akurat to nie jest pedofilia. Pedofilia jest to obcowanie płciowe z dzieckiem. Siedemnastolatek dzieckiem nie jest. Nawet różnica wieku między nimi nie była duża (mniejsza niż między mną a moim mężem).

        Mi się nie spodobało jak główny bohater potraktował swoją dziewczynę...

        • "Pedofilia jest to obcowanie płciowe z dzieckiem." To akurat prawda, lecz w potocznym rozumieniu dotyczy stosunków między pełno a niepełnoletnimi. I tego się już chyba nie przeskoczy szczególnie że mało kto chce to przeskakiwać.
          A co do potraktowania dziewczyny to nie za bardzo wiem jak mógł inaczej to rozwiązać. Inna sprawa to fakt, że gdy czuł to co czuł do mężczyzny tak się zachowywał w stosunku do dziewczyny (i nie wyglądało to z jego strony na obłudę).

          • Po raz pierwszy od bardzo dawna, wreszcie można było zobaczyć film z wątkiem homo ale bez jakiejś ciotodramy z tragedią, kryzysem egzystencjalnym czy samobójstwem czy HIV w tle bądź opartym na kiczowatej płytkości i gejowskich stereotypach. Film ładnie zrobiony z niezłą muzyką, rozwleczony jak klimat i miejsce akcji, małe włoskie miasteczko, sielsko-anielsko, wakacyjnie. Takiego podejścia do sprawy i zrozumienia ze strony rodziców życzyłbym nie jednemu nastolatkowi, który przeżywa pierwsze miłosne emocje i takiego empatycznego ojca. Kto by nie chciał zakończyć wakacyjnej miłości na wyjeździe z ukochaną osobą niezależnie od orientacji. Zakończenie wcale nie takie oczywiste pomijając "I żyli długo i szczęśliwie i mieli dużo dzieci" , bo tak to się nie mogło skończyć.

      • No comments

    • zgdzam sie w 100%. ale pewnie jest tak jak zawsze- ze sa ludzie do ktorych ta estetyka, ten przekaz trafi ujmie za serce poruszy, a sa ludzie ktorych nie porwie jak Ciebie i mnie, kazdy czlowiek jest inny. Ja tez uwielbiam filmy ktorych inni nie rozumieja.
      dla mnie cudowna strona wizualna nie mogla nadrobic slabej fabuly i okropnej dluzyzny. dodatkowo razila mnie roznica wieku miedzy bohaterami.

      • Ta fascynująca dyskusja spowodowała że muszę obejrzeć ten film. Skoro wzbudza on tyle kontrowersji i emocji.....

    • No i wlasnie tez sie podpisuje pod twoja opinia. Jesli moge tylko dodac to fabula byla po prostu nudna. Doceniam podjecie tematu wielkiej milosci i rozdzielenia, ale jednak nie moge sie przekonac do tego filmu. Moja siostra jest zachwycona, nie moze jakos sobie wyobrazic nie obejrzenia tej pozycji, a ja? A ja popatrzylam i uznalam, ze do zjedzenia obiadu bylo ok. Nic poza tym

    • Zgadzam się z Twoją opinią. Mnie ten film po prostu znudził, był zdecydowanie za długi i też nie rozumiem tych zbliżeń na jajko czy kąpielówki.
      Podobał mi się klimat Włoch, który uwielbiam i z chęcią znalazłabym się w tamtym miejscu. Świetne aktorstwo, muzyka, no i tak jak piszecie scena z ojcem na końcu. A reszta jest po prostu nie w moim stylu, nudne i przydługie. Film oczywiście nie jest zły, ale w moim odczuciu zasłużył najwyżej na 6. Nie rozumiem tych zachwytów i nagród.

    • Dla mnie wręcz zaletą było to, że nie było żadnych specjalnych zwrotów akcji, dramatycznych rozwiązań czy zaskakującego zakończenia. Jak ktoś lubi takie klimaty w romansach to zalecam Sparksa albo Marvela. Film opowiada o ładnym, letnim romansie, osobiście trochę odbieram go jak etiudę. Nie uważam, żeby to było specjalne arcydzieło, ale to najnormalniej w świecie dobry, przepięknie nakręcony film :)