Tamte dni, tamte noce (2017)

Call Me by Your Name

2 godz. 12 min.
  • zmiażdżyła mi serce. Rozpadło się w milion kawałków. O tym filmie nie zapomnę długo, cały czas siedzi mi z tyłu głowy.

    433
    111odpowiedzi
    ost.
    • Fakt, szkoda, że była jednym z nielicznych dobrych momentów tego filmu. Gdyby nie ostatnie 20min Call Me... można by uznać za gniota...

      • Dla mnie było wiele scen dobrych i wzruszających(rozmowa z ojcem,wypad nad wodospad,chęć spożycia przez Oliviera zawartości brzoskwini,końcowa rozmowa telefoniczna).Jedna ze scen natomiast bardzo mnie rozbawiła dzięki świetnemu zagraniu jej przez Elio-kiedy idą razem z Olivierem do pokoju i Olivier coś głośno potrąca-Elio wtedy doskonale reaguje.

        • Mnie film poruszył jako całość. Wydawało mi się, że ponad 2h to zbyt długo, ale CMBYN mnie nie zawiódł. Nie nudziłem się ani przez sekundę i według mnie każda scena była potrzebna, bo oddawała istotę obrazu. Można w nich było dostrzec to, co dzieje się wewnątrz bohaterów, a nie jedynie to, co powierzchowne. Bez tych ostatnich 20 minut byłby to zupełnie inny film, dlatego trudno mi ocenić co by było, gdyby... Nie oczekiwałem po filmie wartkiej akcji, to nie kino przygodowe :) Ja się nie zawiodłem i naprawdę wzruszyłem. Ostatnia scena jak i te poprzednie świetna :)

          • W pełni się z Tobą zgadzam.W mojej odpowiedzi mike_25 ukazałem mu tylko inne sceny świadczące o filmie.

          • Witam, ja raczej filmu nie będę oglądać, ale z ciekawości zapytam :
            1. Podejrzewam, że starszy zostawia młodszego - Jakiś konkretny powód dał czy tak po prostu zwiał?
            2. Czy młody powiedział ojcu prawdę o swoim związku z tym starszym?
            3. Rozstali się, młody został ze złamanym sercem i koniec filmu?

          • Starszy wyjechał i wziął ślub z kobietą. Zadowolona?

          • W sumie, można się było domyśleć, ale dzięki.

          • Pomyślałem, że teraz ochoczo pobiegniesz do kina, no chyba, że boisz się sceny z brzoskwinią :D

          • Scena z brzoskwinią była moim zdaniem delikatna,Monika nie ma się czego bać.

          • Jedyna niepokojąca rzecz w tej scenie to sok brzoskwini kapiący na materac... kto to będzie czyścił?

          • Jak przeczytasz książkę, to będziesz wiedział, kto sprząta jego łóżko ;)

          • Spoko, obejrzałam kilka filmów LGBT i podejrzewam, że żadna scena nie zrobi na mnie wrażenia (w sensie jakby miała mnie obrzydzać czy coś) a tak wgl. spytam gdzie oni sobie tą brzoskwinie wsadzali? xD

          • Monika jak jesteś ciekawa, a filmu nie chcesz ogladać to wpisz na YT Call me by your name: peach scene i na pewno znajdziesz.. Szkoda by było, by ktoś tu przez przypadek przeczytał spoiler, a chciał obejrzeć najpierw film..

          • Nigdzie nie wsadzali. Elio najpierw brzoskwinię wypestkował, po czym użył jak fleshjacka, spuścił się do środka, a następnie przyszedł Oliver i ją zjadł. Sam motyw ciekawy, ale przyznam, że bardziej byłem nim nagrzany czytając książkę. Oglądając to samo w wykonaniu Armie i Timothee'iego nie było podniecające. Armie zrobił to bez pasji, tak jakby jadł sobie zwykłą brzoskwinię w scenie zupełnie nieseksualnej.

          • Książka na biurku, więc moja wiedza zostanie zaspokojona :)

          • Daj znać jak wrażenia :)

          • Książka przeczytana, bardzo ciekawa i ze wspaniałym klimatem. Mam tylko jedno małe zastrzeżenie, wolałbym, żeby akcja zakończyła się w tym samym roku co wszystkie pamiętne wydarzenia. Mógłbym wtedy wierzyć... Autor odarł trochę, ostatnimi stronami, ten magiczny klimat młodości :( Ale reasumując świetna pozycja.

          • hehe też o tym pomyślałam czytając :) gdy będę ją kiedyś czytać po raz kolejny, skończę w tym miejscu, gdzie film się kończy :)

          • Mafalda ;)

          • haha w książce była przezabawna :D

          • A to nie była morela?

          • Ja nie mogłam się podczas tej sceny skupić na niczym innym, tylko na tym soku kapiącym na klatkę piersiową i jak to się musi cholernie kleić i swędzieć :)

          • To brzoskwinia był delikatna.

          • A powinnaś obejrzeć, polecam! Choć Mike zepsuł Ci koniec filmu, ale o tak warto.. Nie sugeruj się oceną Mike,a bo akurat w ocenie tego filmu jest w zdecydowanej mniejszości :) To jeden z moich ulubionych filmów w ostatnim czasie :)

          • Jestem w większości, ponieważ tak jak większość zachwycam się końcówką. Różnica polega na tym, że innym nie przeszkadza ocenić 9-10 na postawie 20min filmu. Natomiast ja nie zapominam, że film się wlecze ponad 2h i trzeba oceniać całość, a ta, czego nikt tutaj nie zaprzeczy nie wypada równie dobrze jak końcówka.

            Poza tym największa wada jak dla mnie to brak chemii między Elio i Oliverem. Nie wiem może widzowie hetero tego tak nie dostrzegają, natomiast z punktu widzenia geja to oni zagrali jak koledzy, a nie para kochanków.

            I tyle, a filmu nikomu nie polecałem nie oglądać. Trochę nie rozumiem intencji, które stoją za pytaniami Moniki.

          • Mike bo jestem ciekawa, ale niekoniecznie chce obejrzeć ten film. Czasem tak się ma.

          • Wiesz co, chłopaku, już mnie zaczynasz trocbę śmieszyć tymi Twoimi komentarzami.. A skad ty niby wiesz, że wszystkim podoba się tylko końcówka? Czytasz w naszych myślach? Bo na jestem zachwycona calym filmem, nie końcówką tylko.. A co do chemii.. Kurde jest tu jakis 2 gej poza nieomylnym Mike'm, ktory nie zgadza sie z jego opinią? Bo Mike chyba uważa, ze skoro jestem hetero, to chemii miedzy facetami ocenić nie potrafię.. Juz nie wspomne Mike, jak z kazdej strony w Ameryce są oni xhwaleni za tą chemię miedzy nimi.. Ale nie, Ty wiesz lepiej.. Ile Timothee nominacji i nagrod zdobywa za grę.. Ale nie, Ty wiesz lepiej, dobrze gral tylko aktor grajacy role ojca.. My sie nie znamy, w Usa sie nie znaja, tylko Ty sie znasz.......

          • Nie wszyscy, a większość. Wiem, ponieważ czytam forum. Ci, którzy dają wysokie noty w większości skupiają się na ostatnich scenach, przejrzyj sobie tematy na forum.

            Kto się w Ameryce zachwyca? Obejrzałaś kilka nahajpowanych wywiadów na YT i na tej podstawie wyciągasz wnioski? Dostali nominacje do Złotych Globów i ich nie wygrali ani jednego. Myślę, że podobnie będzie z Oscarami (spodziewam się jedynie nagrody za muzykę) Przekonamy kto miał lepszego nosa :-]

            Nie zauważyłem chemii między Elio i Oliverem. Widziałem już całe multum filmów gejowskich i akurat ten jak mało który słabo pokazuje więć między bohaterami. Takie jest moje zdanie i nie musisz mnie z tego powodu atakować.

          • No skupiają się na ostatnich scenach, ale to nie znaczy przecież że nie podobała im się całość. Ja jestem zachwycony całością i wiem że nie tylko ja.

          • A który pokazał lepiej?

          • Np:
            Jongens (Boys)
            Beach Rats
            20 beats per minute

          • Obejrzę, choć z jakiegoś powodu te sceny gejowskiego seksu w Call Me ... wprawiały mnie w konsternację. Nie miałam tak przy tego typu scenach w choćby Sposobie na morderstwo, a tutaj jednak krępowało mnie to, w szczególności ta scena z brzoskwinią.

          • Niunia jeśli czułaś się niekomfortowo oglądając Call me by your name to już na pewno nie powinnaś oglądać Beach rats :)

          • Zatem polecam Jongens (Boys). Brak scen seksu, myślę, że się świetnie nadaje jako film gejowski dla osób hetero. Do tego film jest świetny.

          • Czy ja wiem czy w Boys chemia jest bardziej widoczna między bohaterami? Fakt, uwielbiam ten film, bo to wszystko w nim jeszcze takie niewinne, ale bez przesady.. 120 uderzeń na minutę jeszcze nie widziałam, więc się nie wypowiem.. A Beach Rats do moich faworytów na pewno nie należy...

          • Beach Rats również nie należy do moich faworytów. W rzeczy samej uważam go za gorszą wersję Drown (Pod Powierzchnią), tym niemniej aktor zagrał tam geja o wiele bardziej przekonująco niż obaj panowie z Call Me... razem wzięci.
            Dla mnie pomimo braku scen seksu w Boys aż kipi od uczuć i chemii. Między Siegerem i Marciem jest ogromne napięcie, potrzeba bliskości, miłości, szczęścia. To wszystko jest świetnie widoczne w ich spojrzeniach i gestach. Czyli znowu coś, czego zabrakło mi w Call Me...

          • Przykro mi, nigdy się z Tobą w tym względzie nie zgodzę.. Nie potrafię pojąć jak można nie widzieć znakomitej gry Timothee'go :) Bo jeszcze jeśli chodzi o Armiego, to mogłabym zrozumieć,, Ale kurcze Timothee to niesamowity aktor, który każda emocję ma wypisaną na twarzy.. Nie potrafie więc pojąc, że tego nie widzisz..

          • Ja właśnie na te aspekty bardzo zwracam uwagę, tym bardziej w filmach gejowskich. I za cholerę tego nie widzę w Call Me... Też jestem zdziwiony, tym bardziej, że często udaje się chemie uzyskać w filmach znacznie tańszych, o wiele bardziej niszowych z aktorami klasy C.
            Nie wiem jak można się zachwycać Chalametem. Dla mnie zagrał na poziomie tylko kilka scen, a to też bez żadnego wielkiego zachwytu, po prostu ok. Niestety poza tym były sceny pełne sztucznej gry aktorskiej. niedopasowanych min i gestykulacji. Wydaje mi się, że ten aktor jest mega nieśmiały i to razi w kadrze. Przy czym to nie jest żadna zaleta w roli Elio, ponieważ czym innym jest grać nieśmiałego, a czym innym jak aktor ma z tym problem na planie zdjęciowym.
            Niestety tych emocji to ja na jego twarzy za wiele nie widzialem.

          • zgadzam sie, tej chemii bylo niewiele

          • Po dwukrotnym seansie byłem pewien, że to właśnie gejowskiej części widowni będzie łatwiej dostrzec zagubienie Elio, to w jaki sposób się miota oraz nietypowość jego związku.
            Nie będę zaprzeczał, że ostatnie 20 min zrobiło na mnie spore wrażenie, ale ten efekt nie był by możliwy gdyby nie wcześniejsza, krytykowana przez niektorych, część filmu.

          • Dokładnie. Uważam, że początek jest bardzo potrzebny,
            by końcówka zrobiła efekt. Co więcej, oglądałam całość
            z zainteresowaniem, myślę, że film został tak naturalnie
            nakręcony, aż momentami miałam wrażenie jakby ktoś
            prawdziwe życie nakręcił. Wszystko się pięknie wpisało.

          • Dokładnie! Strasznie dziene uczucie, dosłownie jakbym oglądala dokument, nie wiem czy to właśnie nie te cięcia zrobiły takie wrażenie. Na pewno gra aktorska też jest tutaj ogromym czynnikiem na plus filmu. Chemia między aktorami, międy zarówno Elio i Oliverem ale także między rodzicami.

          • Co do chemii - z jednej strony wydaje mi się że wiem o czym piszesz, ale z drugiej mam wrażenie, że był to efekt zamierzony, który mnie zupełnie nie raził, a wręcz uważam go za plus - trudno wymagać od nastolatka, dla którego były to pewnie pierwsze doznania erotyczne z mężczyzną, a może i w ogóle początek takich doświadczeń, że od razu wytworzy się między nim, a partnerem jakaś "chemia". Mnie się bardzo podobało, że ich relacja była pokazana właśnie jako taka "dzika" i trochę nieokrzesana.

          • Ja chemię odczuwam ze strony Elio, a skoro wiemy jak film się kończy brak chemii ze strony Olivera jest dosyć uzasadniony :P

          • Tak, inaczej się będzie zachowywać licealista, nastolatek,
            który przeżywa swoją pewnie pierwszą miłość, a inaczej
            mężczyzna, który ma dwadzieścia parę lat, jest doktorantem,
            w dodatku ma swoją erotyczną przeszłość (i jak się dowiadujemy,
            również ma swoje plany).

          • Po prostu musiał wracać bo miał obowiązki studenckie. Z kobietą ożenił się później, w momencie wakacji z nią nie był w związku. Rodzice sami domyślili się ich romansu, ale należeli do osób tolerancyjnych. Młody miał złamane serce, ale pozwoliło mu to wkroczyć w dorosłość.

          • Dobrze doprecyzowałeś to jest ważne, ponieważ nie chodzi o to, że Oliver porzucił Elio dla kobiety. Film opowiada pierwszą miłość dojrzewającego nastolatka, nie traktuję go jako dramatu ze smutnym zakończeniem. Pierwsza miłość zwykle taka jest niedojrzała, przelotna, krótka. Bezcenne doświadczenie dla Elio na przyszłe poważniejsze związki. Jeżeli jest tu gdzieś tragizm to bardziej dostrzegam go w postaci Olivera wychowanego w homofobicznej rodzinie.

          • Z całym szacunkiem, ale chemię to można zobaczyć nawet i w lepszym pornolu. Ten film nie o chemii jest, a o uczuciach i to bardzo niejednoznacznych uczuciach. Ja powiedziałbym, że przez bite 2 godziny pokazuje ich całą paletę i trudno mi zrozumieć jak film ten można spłycać jedynie do ostatnich 20 minut, które to są faktycznie punktem kulminacyjnym, ale jednak częścią większej całości.

          • Zgadzam się, to film o uczuciach. Czasami między kobietą i mężczyzną mniej iskrzy, niż między mężczyznami hetero grającymi gejów. Uczuć było sporo. Moim zdaniem chłopaki dali radę. Byli po prostu zwyczajni, jak w życiu...)

          • Dokładnie, to właśnie te wszystkie emocje w filmie tam wielkie zrobiły na mnie wrażenie..

strona 1