"Yakuza 6: Song of Life" - graliśmy w zwieńczenie sagi o Kazumie Kiryu

  • News
Wśród gier rodem z Japonii gangstersko-obyczajowa seria "Yakuza" zajmuje chlubne miejsce jednej z najlepszych produkcji tego typu. Nie tak dawno mieliśmy okazję pograć kilka godzin we wczesną wersję gry.

Zrzut ekranu 2018-02-08 o 17.15.39.png


"Yakuza 6: Song of Life" jak wieść niesie ma być zwieńczeniem sagi o Kazumie Kiryu. Główny bohater, który po godzinach bawi się w taksówkarza albo odwiedza salony z hostessami, a normalnie jest niemal legendarnym bossem Yakuzy, pojawi się w grze po raz ostatni. I tym razem więc historia będzie się rozgrywać na przecięciu się opowieści kryminalnej oraz obyczajowej. To naturalne dla serii "Yakuza", ale w tym przypadku mamy już do czynienia z prawdziwym trzęsieniem ziemi. Otóż Kazuma w wyniku pewnych smutnych i nieprzewidzianych wydarzeń stanie się, z przypadku, przybranym ojcem. Tak jest, w najnowszej części "Yakuzy" będziemy się zajmować nie tylko obijaniem mord różnym zakapiorom, lecz także niańczeniem niemowlęcia. Dziecko – przynajmniej z tego co wiadomo na początku gry – jest Haruki, protegowanej głównego bohatera. O niuansach fabularnych dowiadujemy się z licznych i długaśnych cut-scenek na początku rozgrywki. Nie przesadzając, trwają one dobre pół godziny, a jednak dla kogoś nieobeznanego z serią będą i tak w połowie niezrozumiałe. To akurat spory problem z serią ogólnie – jeśli ktoś przysiada do Yakuzy dopiero pierwszy raz, kompletnie nie załapie związków pomiędzy postaciami czy skomplikowanych relacji, które od wielu lat są solą gry. Co prawda na samym początku mamy trochę takiej dość obcesowej ekspozycji, gdzie poszczególne postacie tłumaczą, kim są, ale gdybym nie znał poprzednich części, pewnie czułbym się mimo wszystko potwornie zagubiony.


ss-01.jpg
 
ss-05.jpg


W najnowszej odsłonie, przynajmniej na początku, znów pokierujemy krokami Kazumy Kiryu. Ponownie wkroczymy też do dzielnicy rozrywkowej Kamurocho, choć na początku jej niektóre części będą niedostępne ze względu na atak chińskich Triad. To one zresztą będą jednymi z głównych przeciwników podczas gry. Ale jako, że "Yakuza" to niemalże symulator Kielc, gdzie nie da się przejść pięciu kroków bez szarpaniny, na ulicach spotkamy także i zwykłych oprychów oraz złodziejaszków, którzy zechcą nas obrobić. I będzie to ich ostatni błąd, gdyż Kazuma nadzwyczaj dobrze radzi sobie w walce wręcz. Co więcej, może także używać niemal wszystkiego, co znajdzie pod ręką – pachołki, znaki drogowe, ba, w jakiegoś wyjątkowo opornego przeciwnika można przygrzać nawet i rowerem. 

ss-01.png
 
ss-01-1.png


Oprócz samego łażenia i obijania twarzy oraz sporej historii obyczajowej w stylu slice of life, "Yakuza" to też gra w pewnym sensie nawiązująca do poetyki sandboksów o tyle, że nasz wolny czas pomiędzy misjami możemy wykorzystać na przeróżne aktywności. Ot, łowienie ryb czy gra w baseball to dopiero początek. Oprócz tego możemy wleźć do prawie każdego sklepu, sprawdzić co jest na półkach dowolnych minimarketów czy odwiedzić salon gier, w którym pogramy w klasyczne produkcje Segi. Do tego dochodzi także granie w mahjonga czy brylowanie w klubach, w których poznajemy hostessy i od czasu do czasu pośpiewamy karaoke. Możliwości jest w bród i zanim ogarniemy wszystkie dodatkowe aktywności, minie sporo czasu.

ss-05-1.jpg
 
ss-02.jpg


Wizualnie jak zwykle w przypadku tej serii, na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony "Song of Life" to nowy silnik, a co za tym idzie przepięknie wyglądające postacie i twarze. Z drugiej to klasyka japońskich gier – ot, tła są jakie są, nic szczególnego. Premiera gry została nieco przesunięta, ale zdecydowanie jest na co czekać. Po ogrywanym fragmencie nie widać czy będzie to największa "Yakuza" jak dotąd, ale na pewno wystarczy na setki godzin zabawy.

Powiązane: