Twarz (2017)

Twarz (2017)

Czarna baśń

recenzja kinowa
Zaczyna się spektakularnie: dziki tłum czatujący przed supermarketem, opatrzonym szyldem "Promocje dla golasów". Chodzi o przecenione telewizory, ale, aby załapać się na okazję, trzeba zrzucić z siebie ubrania i czym prędzej chwycić za sprzęt. Jednym udaje się go upolować, innym nie – jak starszej kobiecie stojącej w samej bieliźnie, z pustymi rękami. Nie była wystarczająco zaradna? Zabawne to i smutne jednocześnie – jak cały nowy film Szumowskiej: rozpostarty między biegunami komizmu i tragizmu, szukający sobie miejsca między małym realizmem a wielką metaforą. Już pierwsza scena, w której biedni ludzie walczą ze sobą o lśniące zachodnie dobra, może być metaforą transformacji ustrojowej, kiedy to Polacy podzielili się na wygranych i przegranych, zaś zasady umowy społecznej negocjować trzeba było na nowo.

photo.title

Akcja filmu rozgrywa się dziesięć lat temu na polskiej prowincji, gdzie trwa budowa statuy Chrystusa, większej "nawet od tej z Rio de Janeiro" – to jawne nawiązanie do ukończonej w 2010 roku figury Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie. Niby transformacja już się dokonała, Polska jest w Unii, a telewizory pachną nowizną, ale poza tym zmieniło się niewiele: ten sam mały fiat na pustych, malowniczych drogach, którymi jeździ się po piwo do budki, do kościoła, na dyskotekę. Młodzi marzą, by pojechać dalej, na przykład do Anglii. Myśli o tym Jacek (Mateusz Kościukiewicz): chłopak inteligentny, wrażliwy i zaradny – zdążył nawet po telewizor. Do tego jest niezależny: słucha metalu, nosi długie włosy, w których wygląda trochę jak Jezus, choć lokalni nazywają go satanistą, a rodzina przy opłatku życzy, by zmądrzał i zgolił głowę. Niech gadają, taki podoba się Dagmarze (Małgorzata Gorol), lokalnej imprezowiczce, której właśnie się oświadczył.

photo.title

Jacek, jak większość tutejszych mężczyzn, pracuje przy konstrukcji powstającego z datków wiernych gigantycznego pomnika. Pech (a może, jak twierdzą niektórzy, opatrzność) chce, że podczas budowy ulega wypadkowi. Kiedy budzi się w szpitalu z nową twarzą, okazuje się, że stał się pierwszym w Europie przypadkiem transplantacji twarzy. Czyni go to medialną gwiazdą: dostaje propozycje reklamowania kremów na blizny, a mikrofonem przed nosem macha mu sam Krzysztof Ibisz. Z drugiej jednak strony, oszpecony, ze zniekształconym głosem, w rodzinnej miejscowości traktowany jest z nieufnością. Dagmara nie wie, czy dalej go kocha, matka boi się, że to nie syn, ale diabeł, z kolei proboszcz poddaje go egzorcyzmom. Kościół zbiera wprawdzie datki na pokrycie sporych kosztów leczenia Jacka, ale wierni wolą dotować posąg Chrystusa. Tylko siostra (świetna Agnieszka Podsiadlik) stoi za nim murem. Jest on bowiem dla niej jedynym powiewem wolności, której sama – przywiązana do męża i dzieci – już nie doświadcza. 

photo.title

Oparta na podobnym przypadku (twórcy rozmawiali z pacjentem po przeszczepie twarzy) historia broni się na realistycznym poziomie, ale dzięki efektownym, lekko odrealnionym zdjęciom Michała Englerta, staje się też rodzajem czarnej baśni o polskim Quasimodo czy Frankensteinie. Tytułowa twarz jest metaforą zmiany, której nie potrafimy przysposobić, której się boimy oraz symbolem inności, którą najłatwiej jest odhumanizować – nieprzypadkowo dzieciaki nazywają Jacka "ryjem", a przedmiotem żartów stają się wirtualni Żydzi, czarnoskórzy, muzułmanie, których myli się tu zresztą z całkiem realnymi Cyganami, którzy pracują na budowie. W obliczu nasilających się dziś ataków na tle rasistowskim i ksenofobicznym, trudno nie widzieć w "Twarzy" filmu stawiającego czoło "patriotycznym" narracjom oraz rachunku wystawionego polskiej transformacji, rodzinie oraz Kościołowi katolickiemu, który Szumowska krytykowała już wcześniej w "W imię…".


Na 68. festiwalu w Berlinie, gdzie film zdobył Wielką Nagrodę Jury, niektórzy narzekali na mizantropię, z jaką reżyserka obrazuje polską prowincję. Choć na pewno nie jest to obraz, którym chcieliby promować Polskę politycy, reżyserzy tacy jak Ulrich Seidl dociskają swoich bohaterów dużo mocniej. Szumowska, która po raz kolejny udowadnia, że potrafi po mistrzowsku opowiadać obrazami, jednocześnie elokwentnie i zrozumiale napełniać je znaczeniami, wytyka nam przywary jednak życzliwiej. Balansuje między szyderstwem a czułością, przede wszystkim zaś znów, jak w "Body / Ciele", sprawia, że potrafimy śmiać się z samych siebie. Nawet jeśli jest to śmiech przez łzy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 45% uznało tę recenzję za pomocną (222głosy).
Adam Kruk
ocenia ten film na:
7/10
dobry