Kobieta z lodu (2017)

Kobieta z lodu (2017)

Bába z ledu

Czeski lód

recenzja kinowa
Kobieta krząta się po domu, gotuje obiad, pali w piecu, kamera podąża za nią, klucząc po przytulnych choć trącących nieco myszką wnętrzach domu. Ot, czeski realizm. Zwykła twarz, zwykła scenografia, kino w skali zwykłej, ludzkiej. Zwrot "czeski film" już dawno przestał przecież oznaczać sytuację, w której nie wiadomo, o co chodzi. Dziś na dźwięk podobnego hasła myślimy raczej o produkcjach w typie tych, jakie kręci na przykład Bohdan Sláma. Słodko-gorzkich dramatach, w których o życiowych problemach bliskich nam obyczajowo opowiada się bez charakterystycznego polsko-romantycznego rozdzierania szat. Z czułością, ale i ze zdrowym dystansem. Czeski lód zamiast polskiego ognia.


Krzątająca się po domu kobieta to Hana (Zuzana Kronerová), owdowiała matka dwóch synów. Hana mieszka sama w dużym domu, raz na jakiś czas odwiedzają ją Brona i Ivan wraz z żonami i dziećmi. Każdy taki rodzinny obiad kończy się jednak katastrofą wzajemnych wyrzutów sumienia, oczekiwań i pretensji. Konflikty rodzą się niemal na każdej linii: brat kontra brat, żona kontra teściowa, wujek kontra bratanek, i z byle pretekstu: ktoś zarabia za dużo, ktoś ma długi, ktoś wychowuje dziecko nie tak, jak chcieliby inni. To jednak familijne status quo i – jak pokazuje Sláma – większość dąży do utrzymania takiego stanu rzeczy. Trochę z wygody, trochę z siły ciążenia, trochę ze społecznego przyzwyczajenia, kto jaką rolę ma pełnić. Spróbuj tylko coś zmienić, matko, babko, kucharko, niewolnico wizerunku.

Sugerowaną już w tytule lodową metaforykę dość łatwo rozgryźć. Hana jest kobietą-soplem, bo synowie chcą, by pozostała opoką, zamrożoną po wieki figurą matki-opiekunki, gotową na każde ich skinienie i przyjmującą bez milczenia każdy ich wyrzut. Ta lodowatość ma też wymiar emocjonalny: Hanna jako emerytka, kobieta przechodząca powoli do smugi cienia, nie ma już prawa do miłości innej niż matczyna. Reżyser znacząco dopisuje bohaterce problemy z wadliwym piecem, przez co jej dom symbolicznie staje się siedliskiem chłodu. Sláma jednak wywraca zasugerowaną metaforykę na drugą stronę, kiedy każe bohaterce spotkać Bronę (Pavel Nový), sympatycznego rówieśnika udzielającego się w klubie morsów. Mężczyzna wpada Hanie w oko – i tak kąpiel w lodowatej wodzie staje się dla niej impulsem, by – paradoksalnie – skruszyć lodową skorupę, w której ją zamknięto. Pytanie, co na taką emancypację reszta rodziny.


Film Slámy najciekawszy jest właśnie jako portret dojrzałej kobiecości. Uwięziona w muzeum swojego macierzyństwa Hana zostaje sprowadzona do drugorzędnej roli. Reżyser przekonuje jednak, że w tym wieku nie jest za późno na seks, na miłość, na pasję. Pokazuje też, że ceną takiej wolności bywa naruszenie familijnej ostoi, podcięcie korzeni. Sláma w swoim stylu portretuje sytuację tragiczną, ale nie daje się tej tragiczności porwać. Nawet nieco ciężkawa "lodowa" symbolika jakoś tu nie razi, bo podana jest bez dramatycznego zadęcia.

Kronerová w roli głównej kreuje wycofaną, cichą postać, oswojoną ze swoją nieobecnością, ale sympatyczną, ciepłą. Nieprzypadkowo najlepiej rozumiejącą się z wyalienowanym wnuczkiem, prześladowanym w szkole i ignorowanym przez rodziców. Empatia – oto klucz do filmu Slámy. "Kobieta z lodu" nie porwie was na karuzelę wzruszeń i śmiechów, raczej dyskretnie szturchnie do zastanowienia się nad swoją codziennością. Ot, rzetelne kino.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (7głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
6/10
niezły