Morderstwo w Orient Expressie (2017)

Morderstwo w Orient Expressie (2017)

Murder on the Orient Express

Ekspres kręcący się w kółko

recenzja kinowa
Kenneth Branagh miał w "Morderstwie w Orient Expressie" wszystkie karty w ręku, by nakręcić znakomite kino rozrywkowe w historycznym kostiumie. Świetną, pełną gwiazd ekipę aktorską, przyzwoity budżet, dobrego operatora, wreszcie stanowiącą klasę samą dla siebie prozę Agathy Christie.

photo.title

Powstał jednak film, który choć z pewnością nie jest porażką, to nie zachwyca. Jest w nim wiele sprawnie wyreżyserowanych scen i aktorskich popisów, szacunek budzi podejście do scenograficznego i kostiumowego detalu, ale całość wydaje się trochę nijaka. Fani Christie, kryminałów, dobrze wykonanego filmowego rzemiosła, talentów Johnny’ego Deppa, Penelope Cruz czy Willema Dafoe, znajdą z pewnością wiele powodów do zadowolenia, podobnie jak widzowie, którzy na film trafili zupełnie przypadkiem. Ale nikt raczej nie wyjdzie z kina olśniony, z poczuciem, że Branagh na nowo zdefiniował Herculesa Poirot dla wrażliwości widzów XXI wieku, tak jak z brytyjski serial "Sherlock" zrobił to z postaciami Holmesa i Watsona.
   
Wręcz przeciwnie, "Morderstwo..." wydaje się filmem mocno niedzisiejszym, trąci myszką. I nie jest to wina literackiego pierwowzoru. Owszem, Christie opisuje świat, którego już dawno nie ma – z jego przesądami, sztywnymi konwencjami, hierarchiami klasowymi. Ale jednocześnie jej proza zawsze była w stanie spojrzeć na ten świat w głęboko odczarowany, inteligentnie złośliwy, cyniczny wręcz sposób. Konserwatystka z przekonania i pochodzenia, w spojrzeniu na swój własne środowisko społeczne Christie okazywała się często bardziej krytyczna niż niejeden przekonany komunista.

Z tego cynizmu i złośliwości u Branagha nie pozostał nawet ślad. Film zaczyna się jak osadzone w kolonialno-historycznym kostiumie kino dziecięce. Następnie zmienia się w dość wyrozumiałą wobec swoich bohaterów farsę. Od momentu, gdy dochodzi do tytułowego morderstwa i zaczyna się śledztwo Poirot, film przybiera dość ciężki ton. Coraz więcej w nim moralizatorskich dialogów, zbolałych min aktorów i smutnej muzyki. Finał uderza już zupełnie w patetycznie-płaczliwe tony i moralizatorstwo podane w mało subtelny sposób.

photo.title

Ginie całkowicie przewrotność literackiego oryginału, niesamowita moralna dwuznaczność zakończenia książki Christie. Wszystko to udało się pokazać w adaptacji z 1974 w reżyserii Sidneya Lumeta. Choć pochodzi ona sprzed czterech dekad, wydaje się o wiele bardziej myślowo i filmowo współczesna, niż wersja Branagha. Także Albert Finney w roli detektywa sprawdza się lepiej niż Branagh. Jego Poirot jest zbyt poważny, za mało w nim ironii, groteski, próżnej małostkowości, bez której każde filmowe wcielenie tej postaci pozostaje niepełne.

Zakończenie sugeruje, że kolejnym kinowym filmem o Poirot może być "Śmierć na Nilu". Historię tę przeniesiono na wielki ekran już w 1978 roku, gdy w rolę Poirot wcielił się Peter Ustinov. Jak dotąd pozostaje od dla mnie Poirot idealnym i obawiam się, że na tle Ustinova kreacja Branagha obnaży wszystkie swoje słabości.

photo.title

Podsumowując, "Morderstwo w Orient Ekspresie" obejrzeć można bez szczególnego bólu, ale też bez zachwytu. Orient Ekspres Branagha raczej kręci się w kółko, niż zabiera nas w nowe regiony. Jeśli szukacie ciekawego współczesnego spojrzenia na Christie, to polecam telewizyjną adaptację "Dzięsięciu Murzynków" ("I nie było już nikogo") sprzed dwóch lat, z wybitną rolą Charlesa Dance’a.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 47% uznało tę recenzję za pomocną (145głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
5/10
średni