Bodyguard Zawodowiec (2017)

Bodyguard Zawodowiec (2017)

The Hitman's Bodyguard

Jak pies z kotem

recenzja kinowa

Wyeksploatowany do cna gatunek kina "kumpelskiego" rządził przede wszystkim w szalonych latach 80., kiedy to pozycje z tego nurtu masowo trafiały na kasetach pod domowe strzechy. Schemat oferowany przez takie produkcje był prosty jak konstrukcja cepa. Ot, w duecie protagonistów, nierzadko o odmiennym kolorze skóry, zestawiało się dwóch kompletnie różnych osobników. Takie nietypowe połączenie z miejsca stanowiło zaś źródło komizmu. Filmowy "samograj" sprawdzał się jeszcze lepiej, jeśli obaj bohaterowie byli gliniarzami mającymi w poważaniu własnych przełożonych. By dodać opowieści smaczku, policjanci pakowani byli przez scenarzystów w tarapaty kończące się zwykle demolką miasta opiewającą na milionowe straty. Nie bez kozery z rozrzewnieniem wspomina się tzw. "buddy movie", który to rodzaj kina oferował niczym nieskrępowaną jazdę bez trzymanki. Najnowszy przebój "Bodyguard Zawodowiec" zdecydowanie nawiązuje do stylistyki tytułów ze "złotej ery" VHSów. Może i robi to momentami w toporny sposób, tym niemniej za samo podjęcie rękawicy w niełatwych czasach ery cyfrowej należą się twórcom oklaski.



Michael Bryce (Ryan Reynolds) to zaprawiony w bojach ochroniarz, który szczyci się perfekcyjnym przebiegiem służby. Motto mężczyzny głoszące, iż "nuda jest bezpieczna" sprawdzało się dotychczas bez zarzutu. Niestety, w wyniku nieprzewidzianego zbiegu okoliczności Bryce zaczyna wątpić we własne metody... W tzw. międzyczasie Darius Kincaid (Samuel L. Jackson), płatny zabójca o międzynarodowej sławie, zgadza się zeznawać przeciwko samozwańczemu dyktatorowi Vladislavovi Dukhovichowi (Gary Oldman). W zamian za współpracę rząd Stanów Zjednoczonych oferuje "cynglowi" uwolnienie z aresztu jego ukochanej żony Sonii (Salma Hayek). Kruczek jest jeden - czarnoskóry więzień musi zostać przetransportowany do Trybunału w Hadze w określonym limicie czasu. Jak się szybko okaże, ostatnią nadzieją na bezpieczne doprowadzenie Kincaida przed oblicze sądu jest Bryce. Agent na prośbę swej dawnej ukochanej niechętnie podejmuje się zadania, które może go kosztować życie...



Sama scena otwierająca film pozwala wysnuć dwa wnioski. Po pierwsze, reżyser przedsięwzięcia, Pan Patrick Hughes, dołożył wszelkich starań, by tytuł kinowy trzymał poziom pod kątem wizualnym. Podzielony ekran ukazujący dobór ekwipunku na modłę komiksową czy panoramy obrazujące miasto z lotu ptaka jak najbardziej mają prawo się podobać. Drugi wniosek z kolei dotyczy samego charakteru filmu. Nietrudno się domyślić po parodystycznym plakacie i zwiastunach, iż "Bodyguard Zawodowiec" to mieszanka pompującej adrenalinę do żył akcji z często niezbyt wyszukanym poczuciem humoru. Wzajemne docinki czy rzucane na lewo i prawo "suchary" z pewnością nie robiłby na widzu większego wrażenia, gdyby nie świetne aktorstwo Reynoldsa i Jacksona. Jak już jednak nieraz udowodniło kino, pierwszoligowa obsada potrafi wznieść na wyżyny nawet najbardziej wyświechtany materiał.



Prawdziwą ucztą dla oka są liczne sceny starć mające miejsce głównie na ulicach wielkich miast. Cała sekwencja ataku na konwój przypomina biedniejszego, choć niepozbawionego uroku, kuzyna kultowej "Gorączki". Agenci prują z karabinów do nadchodzących zewsząd napastników, krew tryska z podziurawionych seriami ciał, a obiektyw lawiruje między bliższym i dalszym planem. Wymiana ognia jest wystarczająco klarowna, by odbiorca nie miał wrażenia ekranowego chaosu. Jedyną bolączką pozostaje fakt, iż reżyser usilnie optował za wykorzystaniem szybkich cięć montażowych w swoim dziele. Sekundowe przebitki szczególnie rażą w pościgu przez kanał burzowy a la "Terminator 2". Oczywiście doskonale rozumiem, iż ten prosty trik ma w zamierzeniu podbić tempo wydarzeń, aczkolwiek osobiście wolałbym ujrzeć rozpędzone do granic możliwości samochody w szerokim kadrze. Cóż poradzić gdy taka jest obecnie moda na kręcenie scen akcji...



"Bodyguard Zawodowiec" stoi również solidną dawką komizmu. Gros żartów opiera się na antagonizmie dzielącym Bryce'a i Kincaida, którzy chowają do siebie pewną urazę. Panowie od samego początku nie stronią od rękoczynów, co prowadzi do niezgorszej wymiany razów w ciasnej przestrzeni. W późniejszych etapach filmu relacja między bohaterami sprowadza się głównie do żonglerki ciętymi ripostami ubarwianymi kąśliwymi komentarzami i wzajemnymi przytykami. Łatwo zgadnąć, iż początkowo przymusowa więź łącząca obu dżentelmenów hołduje zasadzie "kto się czubi, ten się lubi". Tak czy inaczej, warto przekonać się na własne oczy w jaki sposób mężczyźni stojący po przeciwnych stronach barykady połączą siły celem ukończenia karkołomnej misji.



"Bodyguard Zawodowiec" stanowi nie tyle pojedynek aktorski, co przyjacielską rywalizację między gwiazdą młodszego i starszego pokolenia. Ryan Reynolds przez lata udowadniał, iż w młodzieżowych komediach sprawdza się jak ryba w wodzie. Co prawda ostatnimi czasy aktor wybiera raczej poważniejszy repertuar, ale nie pozbawiło go to zawadiackiego vis comica znanego z początków kariery. W roli sztywnego do bólu garniturowca bez wyjątku przestrzegającego wszelkich reguł Reynolds wypada bardzo udanie i stwarza świetny kontrast dla szarżującego Jacksona. Starszy kolega po fachu najwyraźniej dostał od producentów wolną rękę, gdyż nie szczędzi widzowi "podwórkowej łaciny" we wszelkich możliwych odmianach. Mało wymyślne przekleństwa wtrącane w co drugą kwestię dodają Kincaidowi prymitywnego czaru i stanowią przeciwwagę dla chłodnego Bryce'a. Świetne występy zaliczają także: Gary Oldman jako złowieszczy dyktator rządzący krajem twardą ręką oraz wciąż śliczna Salma Hayek próbująca dorównać Jacksonowi w werbalnej degrengoladzie. Któż jednak mógłby oprzeć się urokowi wyzwisk wykrzykiwanych z ciężkim, hiszpańskim akcentem?



Dla domorosłych obieżyświatów mam dobrą wiadomość. Recenzowany tytuł oferuje wycieczkę krajoznawczą po tak znanych i malowniczych miejscówkach jak Londyn, Amsterdam czy Haga. Bohaterowie rozbijają się po ciasnych przestrzeniach wspomnianych miast, siejąc spustoszenie na lewo i prawo. Kamera niejako przy okazji prezentuje lokacje w pełnej krasie, podkreślając architektoniczną atrakcyjność wymienionych rejonów. Prawdziwą wisienką na torcie jest nadmieniony już widok z góry ukazujący piękno metropolii. Jak widać nawet w dobie zaawansowanych efektów komputerowych można pokusić się o tradycyjny przejazd kamery nad głowami przechodniów.



Film "Bodyguard Zawodowiec" to solidna porcja rozrywki, która nie powinna zawieść miłośników kina sensacyjnego doprawionego domieszką jak najbardziej zamierzonego komizmu. Bezsprzecznie opisywany tytuł zyskałby na kosmetycznych poprawkach obejmujących skrócenie pewnych wątków czy utemperowanie wybranych scen akcji. Druga retrospekcja Bryce'a na przykład trąci odtwórczością, końcówkowa masakra natomiast pozwala odczuć lekki przesyt ciągłymi strzelaninami. Mimo wszystko charyzmatyczny duet dzielnie trzyma na swoich barkach przewidywalną, choć sympatyczną, historię, będąc prawdziwą siłą filmu. Jak na za/wysłużony gatunek kina "kumpelskiego" podany w nowoczesnej formie, efekt końcowy jest naprawdę niezły. Na tyle niezły, że warto wydać te paręnaście złociszy na bilet do multipleksu.

Ogółem: 7/10

W telegraficznym skrócie: odgrzany kotlet "buddy movie" w zasmażce z XXI w. to nostalgiczny powrót do czasów starego, męskiego kina; dobrze zrealizowane sceny akcji zyskałyby jeszcze bardziej na wartości bez licznych, błyskawicznych przebitek wrzucanych w co drugie ujęcie; wymiany ognia na otwartej przestrzeni "dają radę"; wpadający w ucho motyw muzyczny na plus; świetne zestawienie statecznego Reynoldsa z żywiołowym Jacksonem o niewyparzonej buźce; przewidywalna, lecz niezwykle przyjemna, orgia destrukcji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (16głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
7/10
dobry