Wyznania mordercy (2017)

Wyznania mordercy (2017)

22-nenme no Kokuhaku: Watashi ga Satsujinhan desu

O jeden zwrot za daleko

recenzja kinowa
Punkt wyjścia filmu "Wyznania mordercy" wydawać się może dość absurdalny. Korzystając z luki prawnej, umożliwiającej przedawnienie jego czynów, seryjny morderca ujawnia się. Nie tylko przyznaje się do popełnionych lata temu zbrodni, ale także publikuje książkę, opisującą z detalami wszystkie ich szczegóły. Publikacja z miejsca staje się bestsellerem, a psychopata niegdyś siejący postrach w Tokio – gwiazdą mediów. Twórcom filmu udaje się sprawić, iż jesteśmy w stanie zawiesić niewiarę i kupić tę historię. Choć w poetykę filmu wpisana jest pewna przesada, nadmiar i rozedrganie, to dość łatwo jest nauczyć się czytać tę konwencję.


Z początku wydaje się, że "Wyznania" są filmem o współczesnych mediach; o tym, jak łatwo kupują i sprzedają makabrę oraz przemoc, o absurdach celebrytozy, w której blasku grzać mogą się nawet tak wątpliwe postacie jak seryjni mordercy. Reżyser sprawnie dokonuje pastiszu estetyki całodobowej telewizji, przekonująco ukazuje obieg treści wrzuconych w internetowo-obrazkowy, nigdy nie odpoczywający młyn.

Opinia publiczna patrzy bowiem na zabójcę z histeryczną fascynacją. Młode fanki ustawiają się w kolejce po autograf, jakby psychopata był gwiazdą j-popu. Zbrodniarz wcześniej zawsze zostawiał jednego świadka swojego czynu – ofiary mordował na oczach ich bliskich. Teraz raz jeszcze zmusza świadków do przeżywania tragedii, angażując w ten proces całą Japonię.

Czy film mówi w tych wszystkich tematach coś, czego byśmy wcześniej nie wiedzieli? Raczej nie – często powtarza wręcz oczywistości. Zanim jednak zdążymy się nimi zmęczyć, obraz serwuje nam pierwszy z wielu zwrotów akcji. Dzieło Yû Irie nie jest bowiem kinem społecznym czy moralitetem. Jest przede wszystkim filmem gatunkowym, przerysowanym i nieoczywistym thrillerem.

Jak każde dzieło tego gatunku, film ma na celu nas zaskakiwać. Gdy wydaje się, że mamy już poukładany świat przedstawiony, że wiemy, jakie są stawki, o które toczy się gra i jakie miejsca zajmują w niej główni bohaterowie, następuje zwrot akcji, zmuszający do weryfikacji podstawowej wiedzy i założeń. Takich przewrotek jest w "Wyznaniach mordercy" kilka. Podstawowym chwytem w filmie Irie jest narracja niewiarygodna – nie należy wierzyć tu absolutnie nikomu – i związana z tą formą opowiadania elipsa.


Przez jakieś trzy czwarte filmu twórcy całkiem sprawnie radzą sobie z tą konwencją. Potem robi się gorzej. Zakończenie i ostatni zwrot akcji pozostawiają z poczuciem rozczarowania na wielu poziomach. Po pierwsze, są one zbyt słabo umotywowane, nie wynikają z rozwoju fabuły. Po drugie, wytłumaczenie zagadki okazuje się filmowo i psychologicznie banalne. Zakończenie dłuży się niemiłosiernie, brakuje mu wyraźnie tempa i nerwu, koniecznych do sprawnego zamknięcia filmu.

Zbyt łatwo pozwala też zabliźnić bohaterom wszystkie emocjonalne rany. Z mrocznego thrillera film zamienia się w epilogu w dość łzawą, sentymentalną historię o wybaczeniu, wyjściu z traumy i pójściu dalej. Szkoda, że ostatnie pół godziny nakazuje obniżyć ocenę filmu o jedną gwiazdkę. Jednak – biorąc pod uwagę, jak rzadko gości u nas japońskie kino – dla pierwszych niezłych 80 minut chyba warto dać "Wyznaniom" szansę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 38% uznało tę recenzję za pomocną (16głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
5/10
średni