Niemiłość (2017)

Niemiłość (2017)

Nelyubov

Sceny z rozkładu życia małżeńskiego

recenzja kinowa
Zwiagincew już jakiś czas temu dołączył do zaszczytnego grona filmowców, których każdy kolejny projekt określany jest mianem wydarzenia kulturalnego. Z roku na rok jego filmy stają się coraz bardziej uniwersalnymi dziełami, choć nadal stanowią swoisty komentarz do współczesnych problemów społecznych i politycznych, dając widzowi znacznie więcej niż tylko kawał dobrego kina.

Jego najnowszy film – "Niemiłość" – szybko wkracza w rejony typowego dramatu rodzinnego. Jesteśmy świadkami kłótni współmałżonków – Borysa i Zenii, którzy toczą zaciekły spór o dziecko, jak zwykle w takich przypadkach potraktowane niczym towar przetargowy. Zasadnicza różnica polega na tym, że tym razem chłopiec to towar niepożądany, piąte koło u wozu, wiozącego ojca i matkę w nowe, wspanialsze życie z dala od niego. Rodzice nie dbają nawet o to, żeby ukryć swoją niechęć do syna, który niechciany i osamotniony chowa się za drzwiami pokoju i oddaje niemej rozpaczy.


Im dłużej poznajemy głównych bohaterów, tym bardziej uderza nas ich próżność i egoizm. On martwi się tylko o to, żeby zachować pozory życia w szczęśliwym małżeństwie przed ortodoksyjnym szefem, w wolnych chwilach uprawia seks ze swoją ciężarną partnerką. Ona zajęta jest głównie swoim smartfonem – robieniem "selfie" i publikowaniem ich na portalach społecznościowych, wizytami u fryzjera i kosmetyczki, randkami z nowym, bogatym partnerem. Małżonkowie praktycznie zapominają o Aleksieju, jednak nie na długo. Dostaną w końcu to, czego pragnęli najbardziej – dziecko dosłownie zniknie z ich życia.


Zwiagincew nie zostawia suchej nitki na tradycyjnym modelu rodziny, czerpiąc perwersyjną przyjemność z grzebania we wnętrznościach zgniłego związku. Zaprasza nas na sekcję małżeńskich zwłok. Tworzy skrajnie pesymistyczny, beznadziejny, gorzki obraz obojętności, która nabiera wręcz patologicznego wymiaru. Świat, w którym nienawiść i znieczulica w stosunku do swoich dzieci, wydaje się wyssana z mlekiem matki, przechodzi z pokolenia na pokolenie. Co prawda gdzieś na trzecim planie pojawiają się sygnały ludzkich uczuć (relacje kochanka Zenii ze swoją córką), ale są to jedynie drobne wyjątki. Nawet rozpacz spowodowana zaginięciem syna wydaje się pozorna. Małżonkowie zamiast zapomnieć o wzajemnej niechęci, skupiają się na własnych odczuciach, na demonstrowaniu ludziom rozpaczy, szukaniu pretekstu do wyrzucania sobie wzajemnych pretensji.


"Niemiłość" posiada wiele cech wspólnych z poprzednimi filmami reżysera. Pojawiający się w każdym z nich motyw rodziny, komentarz polityczny, symbolika. Reżyser jednak skrystalizował swój styl, stał się bardziej powściągliwy. Kwestie polityczne pozostają w cieniu, nie eksponowane tak ostentacyjne jak choćby w "Lewiatanie". Nie ma tu nachalnych alegorii z "Wygnania", Tarkowski nie rozpościera już swoich metaforycznych skrzydeł. Wszelkie kwestie symbolizujące rozkład, wrzucane są z niezwykłym wyczuciem. Dzięki temu historia nie tylko nabiera niejednoznaczności i wielowymiarowości, niosąc uniwersalne przesłanie, zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną.

Zwiagincew świadomie, z premedytacją zostawia nas też z niewygodnym uczuciem niespełnienia, z domysłami, z jakimś niedoborem, brakiem katharsis. Chce żebyśmy poczuli się niezręcznie patrząc na zniknięcie chłopca niejako z perspektywy rodziców. Abyśmy podobnie jak oni najpierw zapomnieli o jego istnieniu, a następnie snuli domysły o najgorszym. Zadawali nie tylko pytania, gdzie zniknął i czy w ogóle się odnajdzie, ale przede wszystkim dlaczego uciekł z domu. Dzięki temu długo nie będziemy mogli o nim zapomnieć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (36głosów).
porker1987
ocenia ten film na:
8/10
bardzo dobry