Ciche miejsce (2018)

Ciche miejsce (2018)

A Quiet Place

Szeptana apokalipsa

recenzja kinowa
W 1925 roku T.S. Eliot opublikował wiersz Próżni ludzie (ang. The Hollow Men), z którego pochodzi chyba najbardziej znany cytat ze wszystkich dzieł tego poety: This is the way the world ends / Not with a bang but a whimper. Oglądając "Ciche miejsce", miałam w głowie te właśnie dwa wersy poematu, chociaż nie do końca pasują do fabuły filmu. U Krasinskiego świat może się bowiem skończyć i z hukiem fajerwerków, i z jękiem noworodka.

Siedząc w kinie na seansie "Cichego miejsca", trudno mi było uwierzyć w to, że tak prosty pomysł na horror nie został wcześniej wykorzystany. Oto świat, jaki znamy, z dnia na dzień przestaje istnieć, bo nie wiadomo skąd, zupełnie nagle, pojawiają się dziwne stwory polujące na wszystko, co się rusza. Wybucha panika, armia zostaje zmobilizowana, zaczyna się ewakuacja, a gdzieś w tym chaosie okazuje się, że potwory wcale nie zabijają wszystkiego, co się rusza; nie, te przerażające istoty są ślepe, a wabi ich każdy głośniejszy dźwięk. Niestety dla wielu jest już za późno na wykorzystanie tej wiedzy.

Bohaterów filmu, pięcioosobową amerykańską rodzinę, poznajemy w osiemdziesiątym dniu od początku inwazji. Żądny krwi i wrażeń widz nie zobaczy więc na ekranie jatki godziny "zero"; niczym szeryf Rick Grimes z "The Walking Dead" po obudzeniu ze śpiączki – poznaje świat, do jakiego ludzie powoli się przystosowują w obliczu wielkiego, nieustannego zagrożenia. Głowa rodziny, Lee (imiona bohaterom zostały z czasów, kiedy mogli się nawzajem zawołać; w filmie nie padają), ma własne zasady i pomysły na przetrwanie. Jego rodzina musi bezwzględnie ich przestrzegać. Zero butów, zero rozmów, chodzić tylko wysypanymi piaskiem szlakami, być cicho. Jego córka jest głucha, co zmusiło rodzinę do opanowania języka migowego, który teraz znacznie ułatwia im życie i przeżycie. Niestety szybko dochodzi do tragedii, o którą obwinia się każdy z bohaterów…

"Ciche miejsce" to bardzo klimatyczny i kameralny horror. Śledzimy losy mieszkających na odludnej farmie Abbottów, ale wiemy, że nie są sami, a jedna ze straszniejszych scen rozgrywa się przy domu ich sąsiadów. Bohaterowie są jednak zdani tylko na siebie, co już samo w sobie jest dosyć przerażające: kto pomoże urodzić ciężarnej Evelyn; kto zajmie się dziećmi, jeśli coś złego przytrafi się ich rodzicom? Widz jest trzymamy w ciągłym napięciu, a od czasu do czasu straszony – jumpscare’ów jest w filmie sporo, ale ich wykorzystanie jest dosyć umiejętne i nie wydają się tylko tanimi chwytami nadużywanymi w tanich produkcjach grozy.

Warstwa dźwiękowa filmu, a więc wszelkie odgłosy, jakie chcąc, nie chcąc, wydają bohaterowie i otaczający ich świat, a także muzyka niediegetyczna Marco Beltramiego, jest bardzo przekonująca. Również w scenach, kiedy widz "traci" słuch wraz z Regan (którą gra głucha aktorka, Millicent Simmonds). W świecie ciszy zupełny brak zmysłu słuchu może doprowadzić do tragedii.

"Ciche miejsce" to zaskakująco dojrzały horror. Chociaż widz czasem podskoczy w fotelu ze strachu, bo akurat zza kadru nagle zjawi się potwór (ciekawie zresztą zaprojektowany), którego oczywiście się nie spodziewał, przez resztę filmu będzie po prostu pilnie śledził dramatyczne losy bohaterów. Finał nie rozczarowuje, a inne zakończenie po prostu by nie pasowało. John Krasinski napisał i wyreżyserował niezwykle ciekawy horror post-apo, który można postawić obok takich cichych wizji końca świata jak "Ludzkie dzieci", "Miasto ślepców", "Embers" czy "Ostatnia miłość na ziemi". Parafrazując więc Eliota: nie z hukiem bomb atomowych wszystko się skończy, a z płaczliwym, smutnym jękiem pokonanej ludzkości. Ale czy na pewno?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (43głosy).
Dai
ocenia ten film na:
7/10
dobry