Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (2017)

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri (2017)

Three Billboards Outside Ebbing, Missouri

Szukając sprawiedliwości

recenzja kinowa
Martin McDonagh to bardzo bezkompromisowy twórca. Zasłynął jako wybitny dramatopisarz, który był jednym z prekursorów teatralnego "Nowego Brutalizmu". Za swój filmowy debiut "Sześciostrzałowiec" otrzymał nagrodę Akademii w kategorii najlepszy krótkometrażowy film aktorski. Natomiast rozgłos wśród kinomanów zyskał filmami "In Bruges" i "7 psychopatów". Na tegorocznym festiwalu filmowym w Wenecji jego najnowsze dzieło "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" wzbudziło ogromne zainteresowanie wśród krytyków i choć najlepszym dziełem festiwalu został wybrany "Kształt wody" Del Toro to nie ma wątpliwości, że obraz McDonagha to jeden z najwybitniejszych filmów roku i faworyt w oscarowym wyścigu.

photo.title

Akcja rozgrywa się w małym miasteczku na amerykańskiej prowincji. Frances McDormand wciela się w Mildred Hayes, matkę zgwałconej i zamordowanej nastolatki. Niestety od zbrodni minęło już kilka miesięcy, a sprawca nadal nie został wykryty. Zdesperowana matka postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i "zmotywować" miejscowych stróżów prawa do roboty. Przy drodze prowadzącej do miasteczka Ebbing w stanie Missouri kobieta zauważa trzy zaniedbane od dekad tablice reklamowe. Wynajmuje je i umieszcza prowokacyjny napis skierowany do szeryfa Billa Willoughby'ego (Woody Harrelson), w których oskarża policjantów o zaniedbanie swoich obowiązków. Mildred ma nadzieję, że billboardy przykują uwagę lokalnej społeczności i zmotywują policjantów do odszukania mordercy jej córki. Niestety efekt okazuje się odwrotny do zamierzonego.

Irlandzki reżyser znany jest z tego, że lubi bawić się formą filmową i tworzyć hybrydy różnych gatunków i konwencji. Z jednej strony "Trzy billboardy" ogląda się jak uwspółcześniony western o jednostce szukającej sprawiedliwości i walczącej z systemem (reprezentowanym a jakże przez oficerów policji). Z drugiej to postmodernistyczna mieszanka czarnej komedii z kryminałem utrzymana w stylistyce kina braci Coen. Jednak pod płaszczykiem zabawy z filmową formułą skrywa się egzystencjalna opowieść o żałobie, mozolnym poszukiwaniu prawdy i nieudolnymi próbami pogodzenia się ze stratą najbliższej osoby.

photo.title

W filmie mamy paletę ciekawych i osobliwych bohaterów. Z początku niektóre postacie wydają się groteskowe i przerysowane. Z czasem, kiedy reżyser rzuca nieco światła na ich motywacje, zadajemy sobie sprawę, że każdy z bohaterów jest bardziej złożony niż, mogłoby się wydawać. Choć przez większość seansu Mildred sprawia wrażenie twardej i niezłomnej to pod maską nieugiętej bojowniczki kryje się niemoc w odnalezieniu mordercy córki. Także szeryf Willoughby pod powłoką szanowanego, ale szorstkiego oficera policji skrywa oblicze troskliwego ojca i kochającego męża. Najciekawszą postacią pozostaje jednak Jason Dixon (Sam Rockwell). Pozornie to głupkowaty policjant-nieudacznik mieszkający z matką i nienawidzący wszelkich mniejszości. Z czasem zmienia się w nieustępliwego gliniarza, dla którego priorytetem jest wymierzenie sprawiedliwości za wszelką cenę. Intrygujących bohaterów jest jednak więcej. Wystarczy wymienić Jamesa (Peter Dinklage) czy Reda Welby'ego (Caleb Landry Jones).

Kiedy ogląda się "Trzy billboardy" nie sposób nie dostrzec literackiego rodowodu twórcy "In Bruges". Dialogi są błyskotliwe, dowcipne i ostre. McDonagh to scenariuszowa ekstraklasa! Jeden z recenzentów wspomniał, że dzieło McDonagha wygląda trochę jak "Manchester by the Sea" wyreżyserowany przez Tarantino i faktycznie jest w tym ziarnko prawdy. Wisielczy humor rodem z czarnej komedii spotyka się z depresyjną przypowieścią o położeniu, w którym nie chciałby się znaleźć nikt z nas.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (90głosów).