Wszystko o twojej matce

platformy: Switch
Gra "Oh... Sir! The Insult Simulator" pojawiła się naturalnie na komputerach osobistych, potem na iOS oraz Androidzie, wreszcie mamy też konsolową wersję m.in. na Nintendo Switch. Sama konwersja jest bez zarzutu, zwłaszcza jeśli chodzi o tryb handheld. To gra, w której jest nieco tekstu, ale rozdzielczość konsoli w trybie podręcznym jest na tyle dobra, że nie ma problemu z odczytaniem fontów, co np. ma miejsce w dyskusyjnym porcie "The Darkest Dungeon". Tu twórcy zaliczają spory plus za starania.


Jeśli ktoś ma nadzieję, że dzięki tej grze podszkoli swój podręczny słownik wulgaryzmów i określeń nieparlamentarnych, muszę rozczarować: gra w żadnej mierze nie jest wulgarna ani obsceniczna. Nie znajdziemy tu ani jednego wyraźnego przekleństwa, wyzwiska czy wulgaryzmu. Amatorom gadki podwórkowej pozostają więc słowniki (np. Marka Grochowskiego). Co więcej, gra choć polskiego studia, nie jest w rodzimym języku, więc wszystkie wiązanki, które wypuszczamy w kierunku wroga, musimy robić zgodnie z arkanami gramatyki języka angielskiego.

Na czym polega rozgrywka? Ot, naprzeciw siebie stają dwie osoby – karykatury znanych postaci czy stereotypów kulturowych na temat tych postaci. Na ekranie zostaje zaprezentowana lista wyrażeń, z której na zmianę z przeciwnikiem wybieramy po jednym i doklejamy do naszej wiązanki. W zapasie mamy także krótką listę rezerwową, z której możemy dobrać jakiś wyraz bądź frazę, a także odświeżacz owej listy w postaci herbatki. Łyknąć możemy tylko raz na walkę, więc lepiej dobrze się zastanowić, zanim przemiesza się elementy wiązanki. Gdy już mamy gotowy ciąg fraz, kończymy i wypowiadamy w kierunku przeciwnika. Za każde sprawne powiązanie fraz dostajemy dodatkowe punkty, tak samo za combo, czyli użycie kilka razy tego samego określenia (np. your mother). Co więcej, dobrze jest rozeznać się w tym, kto ma jakie słabe punkty, bo wtedy można dosolić przeciwnikowi dodatkowo, jeśli np. odwoła się do nowości filmowych czy innych rzeczy. 


Gdy tylko rozegramy kilka partyjek, zwłaszcza przeciwko sztucznej inteligencji, zobaczymy, że repertuar przezwisk i ewentualnych wiązanek nie jest szczególnie bogaty. Po jakimś czasie poszczególne wyrażenia i łączniki zaczynają się powtarzać, zresztą szybko przyłapujemy się na tym, że mniejsza o to, co mówimy, ważne, by dodać ze dwa razy spójnik "and" i mieć dłuższą wiązankę, co zaowocuje większą liczbą punktów zdrowia, które odejmiemy przeciwnikowi. Wiele ciągów wyzwisk jest bowiem pozbawione sensu, w stylu: twój kapelusz i twój pies nie widziały "Gwiezdnych Wojen". Warto dodać, że gra w pojedynkę znudzi się ekstremalnie szybko, bo poziom sztucznej inteligencji jest dość mizerny. "Oh... Sir! The Insult Simulator" to gra, która nabiera kolorków dopiero przy rozgrywce z żywym człowiekiem. Tryb dla wielu graczy znacznie przedłuża żywot tej produkcji, choć i tak nie jest szczególnie długa.

Wizualnie gra nie przedstawia się szczególnie porażająco, zwłaszcza że ma rodowód cokolwiek mobilny. Postacie przypominają oczywiście swoje cechy charakteru, choć wyglądają, jakby były celowo nieco rozpikselowane. Tła i reszta elementów są wykonane poprawnie, podobnie jak wspomniana już rozdzielczość fontów w trybie podręcznym. Gra jest mocno udźwiękowiona – wszystkie obelgi pod adresem interlokutorów wypowiadane są na bieżąco, więc czasem słyszymy nieco absurdalne pauzy w mowie, ale ominąć takie "składanie" zdań dość trudno.


"Oh... Sir! The Insult Simulator" to miła gierka na godzinę czy dwie. Samemu – godzinę i to w sesjach po dziesięć minut. Ze znajomym bądź znajomą – można już dwie, choć i wtedy po pewnym czasie rozgrywka stanie się monotonna. W ramach odskoczni od dużych tytułów można jednak spróbować się zabawić w nawrzucanie komuś w dość łagodny i kulturalny sposób.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (5głosów).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
7/10
dobra