Kryptonim HHhH (2017)

Kryptonim HHhH (2017)

HHhH

Wygórowane ambicje

recenzja kinowa
Pierwszy kontakt z filmem Cédrica Jimeneza będzie dla wielu widzów zaskoczeniem. Chyba pozytywnym. Twórcy "Kryptonimu HHhH" dają jasno do zrozumienia, że nie będzie to kolejny dramat wojenny made in Hollywood. Wyrazista forma sytuuje go bliżej kina artystycznego, intymnego, skupionego na bohaterach. Widać, że reżyser miał spore ambicje. Niestety, podczas próby ich realizacji natrafił na problemy, co w jakiś pokrętny sposób idealnie oddaje tematykę filmu. W końcu jego bohaterami są ludzie (Heydrich, Gabčík, Kubiš), których ambitne plany zostają zweryfikowane przez rzeczywistość. 


Jądrem filmu jest słynna akcja zorganizowana przez czechosłowacki ruch oporu, której celem był zamordowanie Reinharda Heydricha, protektora Czech i Moraw z ramienia III Rzeszy. Owo jądro zostało jednak przez twórców rozszczepione na dwie, funkcjonujące w gruncie rzeczy niezależnie, opowieści. Pierwsza połowa skupia się na życiorysie samego Heydricha. Poznajemy kulisy jego odejścia z marynarki, losy małżeństwa z Liną von Osten oraz – bardzo pobieżnie – rozwój jego kariery w SS. Druga połowa filmu skupia się na Jozefie Gabčiku i Janie Kubišu. To właśnie oni przygotowali i przeprowadzi zamach na Heydricha w maju 1942 roku. Widzimy, jak trafiają na okupowane tereny, jak funkcjonują w ramach konspiracji, co się z nimi dzieje przed i po zamachu.

W samym rozszczepieniu fabuły na dwie komplementarne historie nie ma niczego złego. Pomysł, by pokazać obie strony konfliktu, którego kulminacją były wydarzenia na ulicach Pragi 27 maja 1942 roku, był nawet ciekawy. Tym bardziej że zrealizowany mniej więcej w tym samym czasie film Seana Ellisa "Operacja Anthropoid" skupił się wyłącznie na działaniach Gabčika i Kubiša. Problemem okazało się jednak wykonanie. I to nie dlatego, że jest złe. Raczej dlatego, że lepiej sprawdziłoby się w innej konstrukcji samej narracji.


Jimenez postawił bowiem na intymność. Więcej miejsca poświęca tworzeniu klimatu, chwytaniu ulotnych wrażeń związanych z przeżyciami bohaterów niż temu, jaką funkcję pełnili w historycznej akcji. Doskonałym wyczuciem obrazu popisał się operator Laurent Tangy. Co chwilę na ekranie pojawiały się przepięknie skomponowane kadry, uwieczniające chwile szczęścia, smutku, wściekłości i strachu. Towarzyszyła im wpadająca w ucho muzyka Guillaume'a Roussela, która nadała całości formę intymnego doświadczenia, pełnego wyrazistych, choć czasem trudnych do nazwania emocji. I muzyka, i zdjęcia wzmacniały tylko dobrą grę aktorską, w szczególności Jasona Clarke'a i Rosamund Pike jako Reinharda i Liny Heydrichów.

Jednak taki sposób opowiadania historii domagał się na poziomie narracji cierpliwości i powolnego odsłaniania coraz to głębszych warstw psychiki bohaterów. Nie można w pojedynczych scenach sugerować wewnętrznej słabości Heydricha oraz jego bezwzględności, wypadałoby raczej zbierać ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka. Podobnie ma się sprawa z więzami przyjaźni Gabčika i Kubiša czy ich relacjami z kobietami, kiedy ukrywali się w Pradze. Wszystko jest tu prezentowane w pojedynczych scenach, które hasłowo informują, z kim mamy do czynienia. Jednak taka struktura narracji sprawdzi się wyłącznie w kinie sensacyjnym, gdzie wydarzenia są ważniejsze od bohaterów. Kiedy Jimenez porzuca w połowie filmu Heydricha, by nagle skupić swoją uwagę na przyszłych zamachowcach, widz pozostaje z poczuciem, że jeszcze nie poznał pełnego portretu psychologicznego tej skomplikowanej osoby. A kiedy kończy się film, o Gabčiku i Kubišu wiemy tak naprawdę tylko tyle, że byli młodzi, przyjaźnili się i byli patriotami.

"Kryptonim HHhH" wygląda więc tak, jakby był dziełem niekompletnym. Portrety psychologiczne bohaterów są mocno uproszczone, a fakty przedstawiono bardzo oględnie, a często wręcz z premedytacją zafałszowano, by układały się w bardziej filmową całość. Aby w pełni docenić działania reżysera, zrozumieć przyjęty przez niego punkt widzenia i ocenić dokonaną (re)interpretację zdarzeń, należałoby przed obejrzeniem "Kryptonimu HHhH" przeczytać parę książek opisujących Operację Anthropoid i przybliżających biografię Heydricha. Jednak na poziomie estetycznym obrazowi nie można wiele zarzucić. Zdjęcia, muzyka i aktorzy sprawiają, że film pozostawia po sobie pozytywne wrażenie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (29głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
5/10
średni