Londyńska baśń

recenzja kinowa
To nie jest historia rozgrywająca się za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Oryginalny tytuł filmu – "Hampstead" – jasno wskazuje, że akcja umiejscowiona została w Londynie. A jednak trudno w to uwierzyć, patrząc na to, jak ta północna dzielnica wielkiej metropolii została pokazana przez reżysera Joela Hopkinsa i operatora Felixa Wiedemanna. Żywe kolory, piękne plenery, spokojne uliczki, bogate rezydencje – wszystko wygląda, jakby zostało żywcem wyjęte z baśniowej krainy. Oglądający to widz po wyjściu z kina będzie musiał walczyć z pokusą wykupienia wycieczki do stolicy Wielkiej Brytanii, by obejrzeć te rajskie plenery osobiście.

Oczywiście filmowy obraz Londynu niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Ale też nie taka jest intencja jego twórcy. "Zawsze jest czas na miłość" jest bowiem baśnią, historią księżniczki i żebraka, którzy zakochali się w sobie wbrew wszystkiemu. Tyle tylko że zamiast do dzieci ta baśń skierowana jest do dorosłych. Stąd też księżniczka ma tu postać Diane Keaton, która gra nie naiwną dziewczynę, lecz wdowę po milionerze, która musi sprostać realiom życia w "prawdziwym świecie". Żebrakiem nie jest dziarski młodzieniec, ale grany przez Brendana Gleesona mężczyzna po przejściach, który odsunął się od świata i niczym Bestia z baśni o Belli kisi się we własnym sosie alienacji.

Na tym rzecz jasna nie kończą się podobieństwa z baśniowymi opowieściami. Hopkins przenosi w realia współczesnego Londynu większość typowych elementów bajek snutych wnuczętom przed snem. Niestety jego inwencja twórcza kończy się na zaktualizowaniu postaci i wątków. Reżyserowi wszystko to jest potrzebne jedynie w celach atrakcyjnej prezentacji. Nie jest zainteresowany stworzeniem niebanalnej fabuły. Dlatego jedyne, co można o niej powiedzieć to to, że istnieje.

Reżyser nie stawia też żadnych wyzwań przed aktorami. Na całe szczęście Keaton i Gleeson czują się na tyle komfortowo przed kamerą i we własnym towarzystwie, że mimo wszystko iskierkę prawdziwej magii daje się wyczuć. Bez tego "Zawsze jest czas na miłość" miałoby naprawdę niewiele do zaoferowania odbiorcom - co najwyżej pracownikom agencji marketingowych. Większość scen z udziałem Keaton to przecież gotowe reklamówki. Keaton wędrująca z uśmiechem spokojnymi ulicami Hampstead idealnie nadaje się do zachwalaniu wszelkiej maści produktów zdrowotnych dla seniorów. Keaton wśród leśnych londyńskich ostępów świetnie sprawdzi się zaś jako reklama planu emerytalnego albo ubezpieczeń na życie.

"Zawsze jest czas na miłość" na szczęście od samego początku nie obiecuje nic ponad uroczą opowiastkę, więc nie ma tu mowy o rozczarowaniu z powodu zbyt wygórowanych oczekiwań. Ten film po prostu ma ukoić nerwy i otulić widzów puchową kołderką pozytywnych emocji. Co też czyni całkiem skutecznie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (10głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
5/10
średni