Anihilacja (2018)

Annihilation

1 godz. 55 min.
  • Naprawdę, starałem się jak mogłem, ale nie potrafię dostrzec w tym filmie NIC, co mogłoby spowodować takie poruszenie wśród krytyków.

    Ten film aż roi się od głupot i dziwacznych rozwiązań. Po pierwsze, wyobraźmy sobie, że taka sytuacja naprawdę ma miejsce. Spada meteoryt na terytorium USA wokół którego pojawia się coś, czego nie znamy. Czy najlepszym wyjściem nie byłoby sprowadzić na ten teren najwybitniejszych biologów na świecie i spytać ich o zdanie? Czy lepiej sprowadzać panią biolog ex- marine Portman i wtajemniczać ją w ściśle tajną operację w zasadzie tylko temu, że jej mąż brał w tym udział? Nie wiadomo co jest w środku? A co z satelitami? Nagle przestają działać nad tą strefą?


    Po drugie, to co razi w oczy to kompletnie idiotyczny zamysł grupy głównych bohaterek. Mamy tutaj do czynienia z czymś nowym, do tej pory nie poznanym, zjawiskiem o podłożu biologicznym. Nie wiemy czy to obcy, rosjanie czy Kim Dzong Un, czy to nowa broń biologiczna/ nuklearna czy nieudany eksperyment. Każdy kto w wchodził nie wraca. Ale my wchodzimy w to w roboczych ciuchach, z plecakiem jak na piknik i karabinem w dłoni. Wiadomo że tak najbezpieczniej i najzdrowiej, a rządu USA nagle nie stać na kombinezony ochronne i maski gazowe. Nie mamy też liczników geigera, przecież jedyna osoba jaka wróciła zdawała się cierpieć na chorobę popromienną. Co tam, idziemy dalej!

    Naprawdę nie chcę w tym miejscu wdawać się w wojenki z damską częścią publiczności. Uznajmy że wszyscy jesteśmy równi, mamy takie same prawa itd. Mimo wszystko, chyba nawet panie przyznają, że w starciu z aligatorem mutantem czy przerośniętym misiem przydałaby się obstawa 2-3 rosłych chłopów z doświadczeniem wojskowym? Bo jednak 5 kobitek, z których tylko jedna czy dwie potrafi obsługiwać broń, to trochę marne zabezpieczenie przed nieznanym zagrożeniem, prawda? No i co to w ogóle za argument, że "wcześniejsze ekspedycje to faceci a faceci nie wracali" XD To nagle nasza piękna strefa eliminuje kogoś za posiadanie jąder XD? Idiotyzm. Węszę tutaj feministyczną propagandę, ale mniejsza już o to.

    Aligator z 3 rzędami zębów gryzie w plecak, bo czemu nie. Pewnie miała go wypchany surową wołowiną, więc narobiła mu większego smaka niż jakieś tam świeże mięsko.

    Jeżeli dowiadujesz się, że jedna z twoich koleżanek ZATAIŁA fakt o mężu żołnierzu, przywiązujesz wszystkie trzy do krzeseł i odwalasz jakiś szajs niewiadomo po co.

    Chwilę później zmutowany miś trochę Cię poobijał, ale wracasz skopać mu tyłek i pierzesz z karabinu z biodra XD Celując między krzesłami, bo wiadomo że tak najcelniej i na bank nikogo nie trafisz XD

    Rozumiem to, że w strefie urządzenia przestają działać. Fajne rozwiązanie i przykrywka dla wytłumaczenia każdej dziury fabularnej (czemu nie miały pojazdu? Bo urządzenia nie działajo. Czemu nie miały urządzeń do pomiarów skażenia? Bo urządzenia nie działajo. Czemu nie wpuścili drona i tak dalej i tak dalej). Nic nie stało jednak na przeszkodzie wziąć najnormalniejszy w świecie polaroid i z jego pomocą dokumentować cuda i dziwy jakie się tam odbywały...

    Postacie są słabe. Serio, pisząc te słowa musiałem poprawiać tekst, bo wydawało mi się, że kobiet było 4 a nie 5. Da się je zapamiętać tak: Portman, ta ważna z krzywym zgryzem, murzynka która zamieniła się w drzewo, silna wojująca lesba z pistoletem no i jakiś tam random który od razu zginął. W filmie pojawia się także czarny profesor który oczywiście przeleciał naszą główną bohaterkę no i Oscar Isaac, który zagrał jak zawszę tą samą postać. Tyle co do postaci, nie ma się co nad nimi pastwić. Płaskie, nijakie, ani nie wzbudzają naszej sympatii, ani jakoś ich specjalnie nie lubimy. Ot, po prostu są.

    W recenzjach zwraca się uwagę na to, jaki ten film jest ambitny. Przeczytałem, że ma dobre dialogi. Cóż... Dialogi to głównie jakieś banały w stylu "całe życie popełniamy samobójstwo prowadząc się do samozagłady" lub typowo damskie foszki, przykład:
    - Wszystko okej?
    - Spie*dalaj.
    No i to tyle o dialogach.

    Co do strony wizualnej, tutaj mamy dziwną sprawę. Chwilami efekty są okej (ludzie- krzaki, to było fajnie zrobione czy też strefa z zewnątrz). Natomiast chwilami sztuczność i green skreen aż kują po oczach. Najgorzej wypadł chyba aligator, który wyglądał jak z gry z playstation XD Widać też sterylność scen kręconych w studiu oraz cięcia budżetu- kiedy nasza bohaterka stoi na dzień przed wyprawą na dachu i przygląda się strefie, aż prosi się żeby kamera pokazała, jak rozległy jest ten teren. Nic z tych rzeczy, kamera ciągle pokazuje tylko ją i jej towarzyszki... Końcówka z kolei wrażenia w ogóle nie robi, a sam wygląd tej istoty spokojnie można porównać do animacji przy odtwarzaniu muzyki w windows media player. Wrażenie to potęguje dziwaczna muzyka pojawiająca się w tej scenie :D Najgorzej wypadła scena samobójstwa z granatem w ręce- tam serio, efekty były jak w kiepskich.

    Fabuła... No cóż XD Mamy tutaj kolejny film, który da pole do popisu naszej oświeconej części widzów i użytkowników, którzy "zrozumieli" przekaz filmu, idee zawartą w zakończeniu, doznali khatarsis i co tam jeszcze. Naprawdę, cały film czekałem, cierpliwie znosząc bóle nieciekawej podróży naszych bohaterek, na jakiś finał, którego długo nie zapomnę. Rzeczywiście, nie zapomnę tej marności. Wygląd istoty jest po prostu okropny, scena tworzenia się klona (???) jest pokazem, jak nie robić efektów komputerowych. Całe zakończenie jest po prostu słabe i jest pokazem raczej niemocy twórczej reżysera (bądź też autora ksiażki) który nie wiedząc jak chce z tego wybrnąć, atakuje nas oczojebnymi migawkami bez większego sensu. Piękny przykład przerostu treści nad formą.

    Na sam koniec oczywiście otwarte zakończenie, bo z reguły takie się daje, kiedy to co było wcześniej nie ma większego sensu. A niech mają, niech spędzają godziny na dyskusje, niech mówią o filmie, niech mędrcy znajdują w nim drugie, trzecie a nawet dziesiąte dno. Banalny i oczywisty zabieg.

    "Anihilacja" nie jest dobrym filmem. Jest pełna głupot, pokazuje nieciekawe postacie a po seansie zadajemy sobie pytanie- jaki w ogóle był sens tego filmu? Po co powstał? Co za sobą niósł? Ciekawa jest również sprawa budżetu- przy dzisiejszych czasach, film powstał za 40 mln dolarów. Na swoje szczeście obejrzałem wczoraj film "Sunshine" z 2007 roku, czyli aż sprzed 11 lat. Susnhine 11 lat temu kosztowało 23 mln dolarów, a efekty w filmie były o wiele lepsze niż teraz. Bardzo zastanawiające.

    Skąd pozytywne recenzje? Nie wiem, naprawde. Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest chyba to, że są w nim same kobiety, więc z góry trzeba wystawiać pozytywy, tak jak przy Wonder Woman.

    Pozdrawiam.

    962
    483odpowiedzi
    ost.
    • Zgadzam się w 100%.

      • Zgadzam się w 200 procentach. Jedyny plus to ta piosenka.

        • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

          • Tyle że ten film był o niczym. No bo o czym? O co chodziło temu "obcemu"?

          • Dla Ciebie widocznie był o niczym, a dla kogoś miał sens. Jeżeli nawet nie miałby sensu, to komuś się to mogło podobać i tyle. O co chodziło obcemu? Większość jest wyjaśniona w końcówce filmu, tylko na szczęście nie jest to jeden z tych debilnych filmów, gdzie wszystko jest podane na tacy. Żeby się dowiedzieć trzeba troche pomyśleć, a najlepsze jest to, że każdy może mieć odmienną teorie co do szczegółów. Zapewniam Cie, ze film nie jest 'o niczym'.

          • No to o czym był w końcu ten film?

          • film byl o tym jak amerykanscy zolnierze poswiecaja sie i ratuja swiat

          • Amerykańscy żołnierze w co drugim filmie ratują świat :D

          • emmaypl - podbijam pytanie. O czym ten film jest wg Ciebie?

          • ohohoho bo jak coś jest powiedziane wprost to jest dla hołoty? Poprawiłeś sobie samoocene? Też podbijam pytanie

          • użytkownik usunięty

            Nie wypowiadam się za nikogo poza sobą. Interpretacja tego filmu jest rzeczą indywidualną, nie można stwierdzić że film nie jest o niczym jeżeli wyraźnie ma jakiś przekaz. Wg mnie przekazy są dwa, jeden prosty a drugi bardziej "filozoficzny". Jeden mówi o raku i o tym jak on wpływa na nasze życie a drugi bierze tą ideę dalej i opowiada o tej "anihilacji" w ludzkich życiach. _beetlejuice, filmy które cały sens i przekaz zamykają w dwóch zdaniach podanych na tacy lub ich po prostu nie mają są filmami dla debili. Ich "target audience" to kretyni, ludzie mało inteligentni którzy nie pójdą na bardziej złożone filmy ponieważ ich nie zrozumieją.
            Co do mojej osobistej oceny filmu, zgadzam się z wieloma punktami "recenzji" OPa. Ten film mnie niesamowicie denerwował przez pierwszą połowę ale zdecydowanie to wszystko naprawiał drugą połową. Jak wspomniałem w ocenie, jakość filmu rosła kwadratowo z każdą minutą. Początek był beznadziejny a końcówka niesamowita. Co do ludzi narzekających na efekty specjalne to już szkoda gadać bo ani efekty nie były złe ani nie były istotne. Stawianie efektów specjalnych jako najważniejszego aspektu filmu jest tak samo żałosne kiedy robią to zarówno twórcy i widzowie. Jeżeli film wam się nie spodobał, spoko, każdy ma swoją opinię, może bardziej wam się spodoba Avengers czy Transformers, tam w końcu nie ma nic do interpretowania co nie?

          • “ filmy które cały sens i przekaz zamykają w dwóch zdaniach podanych na tacy lub ich po prostu nie mają są filmami dla debili. Ich "target audience" to kretyni, ludzie mało inteligentni którzy nie pójdą na bardziej złożone filmy ponieważ ich nie zrozumieją.“

            Brawo! Opisałeś Anihilację.

          • TF i A ? Za co ty się chłopie bierzesz nie masz pojęcia jaka jest konwencja takich filmów

          • LOL... nie ma to jak porównać filmy typowo nastawione na akcję i efekty, które same puszczają oko do widza i nie każą się traktować serio do tego nadętego czegoś, co stara się być poważne, a wychodzi śmiesznie żałosne.

          • Jak to o czym ?

            Temat tego filmu sprowadza się do odwiecznego filozoficznego dylematu, czy w kontaktach międzykulturowych (w tym międzygatunkowych) kogoś od razu na śmierć zatłuc czy najpierw spróbować go zapłodnić.

            Nowatorskie podejście do tematu polega tutaj na tym, że udało się i zatłuc i zapłodnić jednocześnie, a dotychczas trzeba się było decydować tylko na jedną opcję.

          • :D

          • Genialne! ;)

          • Trafne!

          • hehehe, dobre i w punkt:D

          • Geniusz !!! :D

          • Film był o tym, że kosmita przyleciał na Ziemię i chciał się zaprzyjaźnić. Jednak po tym jak zobaczył aktorstwo Portman i naszego wesołego stadka, postanowił popełnić samobójstwo rozrywając się granatem.

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

          • Nie jest o niczym, ma głębszy sens, ale ci co go znają, nie zdradzą go bo to tajemnica :)

          • "Wg mnie przekazy są dwa, jeden prosty a drugi bardziej "filozoficzny". Jeden mówi o raku i o tym jak on wpływa na nasze życie a drugi bierze tą ideę dalej i opowiada o tej "anihilacji" w ludzkich życiach." - to prawda, ale jest cała masa dobrych filmów o takich sprawach jak odchodzenie, jak ulotność życia, opowiadające o umieraniu itd. Filmów z dobrą grą aktorską, ciekawą fabułą, dobrymi zdjęciami. Pierwszy z brzegu, "The Bucket List". Do poruszania takich tematów nie trzeba nudnej fabuły i kosmitów. Film stara się być dramatem i filmem psychologicznym, a jednocześnie chce być s-f. Poza tym te tańce na końcu, wszelkie te marne wizualizacje, nie pomagają. Nie uważam, że to gniot, ale to film przeciętny.

          • Zgadzam się w 1000 procentach

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

          • emmaypl
            dawaj, dawaj! o czym byl ten film? wystawilas 8 stwierdzilas ze film ma glebszy sens i ze nie jest on wylozony na tacy jak "w innych debilnych filmach".

          • O nic. Myślę, że ta sugestia zawarta w filmie dosyć jasno tłumaczy ten aspekt. O nic kompletnie "obcemu" nie chodzi. Może moja prosta, chłopska logika nie przystaje do tych wszystkich recenzji i opinii nawiązujących do transcendentnych doznań, filozofii i inwazji, ale po krótkim zastanowieniu mam swoje zdanie na temat filmu. Zaskakująco nieskomplikowane.

            Otóż, to co oglądamy jak nic wygląda mi na start życia na planecie, na której to życie już się rozwinęło. Czyli tak jakby RESTART. Przypadkowe ponowne odpalenie "system". To co w Ziemię uderza nie jest żadnym "obcym". To katalizator mutacji. Nie jest to twór inteligentny w stylu, w jakim rozumiemy inteligencję i nie jest to żadna inwazja. Zauważmy, że nie zabija tylko modyfikuje. To, czego dotyka - żyje. Ewoluuje, można powiedzieć, w przyspieszonym trybie. Dlatego to nie jest żaden najeźdźca czy "wymuszasz" filozoficznego zaglądania w głąb siebie. Raczej zwykły STARTER. Coś, co mogło się przytrafić Ziemi gdy była jeszcze pustkowiem z kilkoma zaledwie komórkami/aminokwa sami zagrzebanymi w piachu.

            Katalizator uderza w planetę i mutuje to co na niej jest, nic więcej nie robi. Nie przyświeca temu żadna ideologia. Żadne przesłanie. Mutuje aż osiągnie coś w rodzaju pożądanej równowagi/rozprosz enia/wygaszenia lub, jak było w tym przypadku, na podstawie rozbudowanego "próbkowania& quot; wyjdzie mu, że na planecie funkcjonuje już zbyt zaawansowany ekosystem ze zbyt rozwiniętymi osobnikami. Bohaterka trafia do latarni po prostu jako ostatnia niezbędna próbka a jej działania wprowadzają ostatecz ne zmiany i Katalizator ulega autodestrukcji. Ona Startera nie niszczy. Widać wyraźnie, że granat fosforowy początkowo nie czyni jakichś większych szkód. Po przetworzeniu danych ta opcja zostaje jedynak użyta do samozniszczenia.

            Na Ziemi zostają tylko dwa osobniki o zmienionym kodzie genetycznym. Dlaczego nie giną wraz ze źródłem? Tu znowu z odsieczą przychodzi prosta logika. Moja podpowiada, że Katalizator zostawia coś w rodzaju boi sygnalizacyjnej. Informacji mającej w późniejszym czasie zablokować ewentualne kolejne "odpalenia systemu" jako zbędne. Druga możliwość jest taka, że wprowadza do istniejącego, najwyższego punktu rozwoju niezbędne modyfikacje, które pozwolą ostatecznie wyregulować genotyp populacji/zlikwidować błędy itp.

            Natomiast cała ta "transcendencja" ; i nawiązania do kultur czy religii są tylko przedstawieniem tego, jak ludzie mogliby reagować na takie wydarzenie. Sugerują też, że pewne stopnie poznania/oświecenia w niektórych wierzeniach całkiem nieźle mogą oddawać faktyczny początek życia. W końcu nadal znajduje się on w naszym kodzie genetycznym. Ustabilizowanym, choć wcale nie stroniącym od mutacji.

            I o tym jest, moim zdaniem, ten film. A wyszukiwanie baboli w działaniu ludzi czy braki w ekwipunku... Skoro to trwa tyle czasu, podjęto tyle różnych prób, drony, kamery, sprzęt - i nic nie wraca, niczego się nie dowiadują to po co? Tracą tylko ludzi i wyposażenie. Co w takim przypadku da obładowanie kolejnej grupy ciężkim ekwipunkiem? Nic. Dostają podstawowe minimum przetrwania a za ich główną broń ma służyć rozum oraz, co nasuwa się samo - płeć. W dodatku posyłają już tylko wolontariuszy a w trakcie podróży bardzo szybko dowiadujemy się, kto najczęściej takowym zostaje. Ludzie, którzy nie mają już " nic do stracenia". Przynajmniej w swoim własnym odczuciu. Jedyną osobą, która ma faktyczną wolę przetrwania i cel, jest główna bohaterka. I to właśnie ta "wola" predysponuje ją do powrotu, co ma głęboki sens dla pozostawienia wyżej wymienionej boi sygnalizacyjnej lub dalszego modyfikowania populacji. Brakuje jej genu autodestrukcji, o którym wspomina pani psycholog.

            Proste? Proste.

          • Niezłe podsumowanie :)

          • Proste? Chryste. To co piszesz nie jest proste, jest grubymi nićmi szyte. W tym stylu można jeszcze ze 100000 innych równie nieprawdopodobnych teorii w ten film wpleść. Skoro obcy modyfikował przez 3 lata okolicę jak chciał nie była mu potrzebna żadna boja bo robił to według swojego widzimisię a ludzie nie byli w stanie temu zapobiec.

          • Proste. Ty zakładasz, że to był OBCY, który robił coś ŚWIADOMIE. A ja twierdzę, że w filmie nie było żadnych ku temu przesłanek. Czasem warto wyjść z "pudełka" wszystkich tych filmów o predatorach i innych alienach ;)

          • Noż kuźwa serio? Idiotyzmy w stylu pudełek zachowaj dla siebie bo mnie nie interesują. Załóżmy że był nieświadomy - jakim cudem w takim razie doszedł do domu Leny i jej męża? Ostatnia scena na której widoczne było że jednak jest świadomy bo poznał Lenę? Scena z kamerą gdzie "rozmawiał" ze swoją kopią mąż Leny? Po następne działał na zasadzie odwrotności - czyjego działania odwrotnością była autodestrukcja granatem zapalającym? Mnie to przypominało wirus tyle że wirus jest zdolny tylko zarażania, nie łazi do cudzych żon, nie myśli o cudzie istnienia i nie otwiera granatów zapalających.

          • Ja cię chłopaku nie atakuję, po prostu przedstawiam ci mój punkt widzenia i jest on spójny. Ty się natomiast miotasz od "obcego" do "wirusa". Po pierwsze żaden wirus nie doprowadza do mutacji organizmów. Rozprzestrzenia się i wyniszcza, ale nic nowego nie tworzy. Gdyby się skupić na chorobach to już bardziej pasuje tu rak jako coś, co mutuje zaatakowane komórki. Niestety ten również głównie zatruwa i niszczy zatem nijak nie idzie tego w kategoriach tej choroby rozpatrywać. Podstawy biologii się kłaniają. Wirus, moim zdaniem, nie wchodzi w grę tak jak i inne choroby.

            Co do przemieszczania się bez świadomości kopii męża - na początku ekspedycji kobiety budzą się w środku lasu i nie pamiętają jak rozbijały obóz a były tam od kilku dni oceniając zapasy. Myślę, że to sugeruje, że istoty żywe doznają czasowej "amnezji" przy przejściu przez granicę "Iskrzenia". To jest wszystko naprawdę bardzo proste.

            Jeśli planujesz nadal się tak rzucać, to zakończymy rozmowę. Mierzi mnie to wszechobecne internetowe napinactwo.

          • Punkt widzenia zleży od punktu siedzenia. Dla mnie jest niespójny. Miotam? Obcy organizm nie może być wirusem? Oczywiście że może. Nie jestem biologiem ale z ciekawości zajrzałem na wiki i poczytałem o wirusach - sugeruję zrobić to samo a w szczególności skupić się na strategiach replikacyjnych. Niby dlaczego nie rak? Świat w iskrzeniu to była "choroba" normalnego znanego nam świata - zwierzęce krzyżówki mówiące ludzkim głosem, roślinność z ludzkim DNA itd.
            Kopia męża przemieściła się świadomie na polecenie samego męża!
            Nie jestem tez dla Ciebie "chłopakiem" co najwyżej możesz się zwracać per Pan. Mnie mierzi wszędobylska internetowa ynteligencja doszukująca się 5tego dna tam gdzie go nie ma.

          • No to się możemy zgodzić, że się nie zgadzamy.

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

          • Dobrze prawisz.

          • nie do konca masz rację, może nie wiesz, ale ogromny odsetek chorób nowotworowych zaczyna sie od działalności wirusów...moze nawet wiekszość popularnych nowotworów zaczyna się od infekcji wirusowych

          • Nie do końca MUSZĘ mieć rację zarówno w tej kwestii jak i w kwestii całego mojego wnioskowania bo to film fabularny a nie dokumentalny. Nie opowiada sytuacji, która się już wydarzyła zatem nie można niczego stwierdzić ze stuprocentową pewnoś cią. I nie stwierdzam. To tylko najprostsze z rozwiązań jakie znalazłem. Tylko oryginalny autor wie, na czym oparł fabułę.

            W kwestii wirusów. Tak. "Może". Ponieważ wirus osłabia układ odpornościowy i uszkadza tkanki to mogą one zmutować. Ale nie muszą. Większość chorób wirusowych przechodzimy bez większego szwanku a nawet jeśli zostawiają skutki uboczne, to nie jest to od razu rak. Zatem analogia wirus=rak nie jest do końca zasadna. Zdałaby się opinia jakiegoś onkologa i wirusologa by to rozstrzygnąć, choć jak znam naukowców - Gdzie trzech uczonych tam cztery opinie. ;]

          • są wirusy i wirusy, np. większość nowotworów jajników podobno zaczyna się od infekcji brodawczakiem, są uduwodnione też inne powiazania, to nie kwestia "może nie może", po prostu tak jest :) A skoro rzuciłeś takie hasło, to ja odpowiedziałem.
            Film średni, początek obiecujacy...potem się posrało, jak w większości tego typu... obejrzec i zapomnieć...jak Inwazja pożeraczy ciał :D

          • Wszystko bardzo tak, jeśli faktycznie masz odpowiednią wiedzę w temacie. Ja jestem daleki od takiej "pewności", dlatego piszę "może&quo t; a i twoim słowom nie ufam do końca. Oczywiście no offence.

          • Nie uważam się za eksperta ale w związku z moją pracą interesuję się trochę takimi zagadnieniami. Natomiast nie uważam, żeby w filmie chodziło o wirusa, pomimo pewnych analogii. To raczej jakaś niezrozumiała dla nas "siła sprawcza". Coś, co zapoczątkowało rozwój życia na Ziemi miliony lat temu i przez przypadek może trafiło znów na Ziemię. Mi to pasuje, bo nie wierzę w "boski plan" :)

          • "brodawczak" i "rak jajnika" w jednym zdaniu... Weź chociaż przeczytaj coś na wikipedii zanim wypowiesz się na temat, na którym kompletnie się nie znasz...
            A moim zdaniem wszystko się składa na film -przez kostiumy, efekty i czasami tez niestety dziury fabularne. Ten film był przewidywalny, przez co nudził, efekty niektóre raziły w oczy niektóre wyglądały super.

          • Raczej Ty poczytaj o onkogennych odmianach HPV, dobra, szyjki macicy prędzej-lepiej Ci,? ;)

          • Bój się Boga chłopie. Palacze - rak płuc, krtani, języka, ust. Alkocholicy - rak wątroby, trzustki, arytmia, i i choroby z tym związane. Obżarciuchy - zawały serca, nadciśnienie, cukrzyca, miażdzyca i tak dalej. Gdzie tu masz wirusy ?

          • spora część nowotworów wątroby po zapaleniach wirusowych, nowotwory skóry oraz narzadów rodnych po infekcjach brodawczakiem, chłopie

          • @Henryku nie czepiaj się Tommyc1 bo ma rację. jest wiele wirusów, które wpływają na kancerogenność. Już 15 lat temu w studium medycznym, które kończyłem o tym uczyli.

          • Wybacz Arnaud_Amaury ale twoja wypowiedź na temat wirusów, raka i mutaci udawadnia, że to Ty masz braki z dziedziny biologii. Otóż wirusy doprowadzają do mutacji organizmu, gdyż podczas infekcji wirus wbudowuje swój materiał genetyczny w genom gospodarza. Przykładem może być wirus brodawczaka który wywołuję mutację która prowadzi do rozwój raka szyjki macicy. Po za tym jest mnóstwo publikacji mówiących o tym, że retro wirusy zostawiając w genomie gospodarzy swój materiał genetyczny wywołały znaczące skoki w ewolucji róznych grup organizmów. Przykładem nich będzie to, że wirusy przez wprowadzenie swojego materiału genetycznego spowodowały powstanie ssaków. Dzięki ich ingerencji powstał mechanizm implantacji zarodka w macicy i rozwoju łożyska. Na ten temat mówi prof. Paweł Golik z Uniwersytetu Warszawskiego. Więc proszę Cię abyś nie powoływał się na zakres wiedzy który powierzchownie liznąłeś, bo wprowadzasz w obieg brednie które są potem powtarzane. Polecam dokształcić się z danej dziedziny, zanim zaczniesz się na nią powoływać.
            Pozdrawiam,
            Absolwent Biotechnologii

          • Nie jestem już pewien a nie chce mi się czytać wszystkiego od nowa jednak wydaje mi się, że nigdzie nie zasugerowałem wiedzy fachowej z tego zakresu a nawet liczyłem na wypowiedz jakiegoś znawcy tematu. Najpewniej dlatego nie upieram się nigdy i zawsze zaznaczam, że to tylko moje dywagacje i są ludzie z szerszą wiedzą w konkretnych dziedzinach. Dzięki za udzielenie tej fachowej wypowiedzi.

          • sorry, ale tak sie sklada ze wirusy nie koniecznie sa po to aby wyniszczac organizm. Caly nasz genom jest zanieczyszony wirusowym DNA ktore wintegrowalo sie nasz genom, przetrwalo a nawet umozliwilo adaptacje do przetrwana w warunkach krytycznych. Taki wirusowy material genetyczny adoptowal sie w nas przez setki tysiecy lat. To sa, miedzy innymi, tak zwane transpozony ktore wiele gatunkow nosi w sobie. Dlatego tez, lubie teorie o katalizatorach a nie jakims ET czy obcym, ktory chce opanowac zimie uderzajac w latarnie.

strona 1
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię