Kiedy Ki-woo dostaje pracę jako korepetytor córki zamożnego małżeństwa, wymyśla sposób na zapewnienie zatrudnienia również reszcie swojej rodziny.
Narracyjnie i formalnie to bodaj najbardziej wyrafinowany z filmów Bonga. Otwieranie kolejnych szkatułek sprawia mnóstwo frajdy, znajdziecie w nich czarny humor, grozę, dramat, tragedię, makabreskę, słowem – wszystko, czego tylko sobie życzycie. Zaś elegancka forma jest do tych szkatułek kluczem, bezbłędnie osadza nas w kolejnych konwencjach. Dla przykładu sposób, w jaki twórca kontrastuje świat slumsów z wnętrzami nowoczesnego domu na przedmieściach (ergo – dwie odseparowane gospodarczym murem rzeczywistości), budzi mój najszczerszy podziw.
Joon-ho Bong zdaje się traktować dorobek kina gatunkowego jako przybornik, do którego sięga w miarę potrzeb narracyjnych, co czyni z niewiarygodnym kunsztem.
Kto jest pasożytem w skali rodziny? Kto jest pasożytem w skali budynku? Kto jest pasożytem w skali całego systemu ekonomicznego? Nad tymi pytaniami rozważa Bong Joon-ho w swoim najnowszym filmie "Parasite", genialnej hybrydzie balansującej na granicy czarnej komedii, kryminału i horroru.
Ten niesztampowy twórca zapewnia nam prawdziwy filmowy rollercoaster. Mamy tu masę czarnego humoru, niesamowite zwroty akcji oraz sceny rosnącego napięcia.
Znakomity, wielowarstwowy, przemyślany film. Świetnie pomyślane jest zabawa gatunkami. Obserwujemy mistrzowska pracę reżysera, gdy wpierw prowadzi nas tak, ...
Metafora siekierą ciosana, akcja od pewnego momentu przewidywalna, ale broni się grą aktorską, humorem, rytmem. Niezły film!
Uwaga Spoiler! Ten temat może zawierać treści zdradzające fabułę.
Błyskotliwie porusza temat rozwarstwienia społeczeństwa. Temat uniwersalny. Chociaż mamy wisienkę na torcie w postaci "demona" Korei. Wart zobaczenia. Kino najwyższej klasy.