Aktor Rick Dalton i jego przyjaciel kaskader powracają do Hollywood. Mężczyźni próbują odnaleźć się w przemyśle filmowym, który ewoluował podczas ich nieobecności.
Pod względem nastroju oraz rysunku bohaterów nowemu filmowi najbliżej właśnie do "Jackie Brown" – obrazu niedocenionego, zepchniętego na margines przez samego autora. To opowieść o ludziach, którzy zawsze robią krok do przodu i dwa kroki wstecz, furiatach oraz melancholikach powoli spychanych na margines. Zaś im wyraźniej Tarantino rysuje satyryczny obraz epoki – pyszne epizody dostają tu m.in. Bruce Lee, Steve McQueen oraz grany z fenomenalną lekkością przez Ala Pacino producent Marvin Schwartz – tym łatwiej dostrzegamy w Cliffie i Ricku zapomnianych bohaterów swojego czasu.
Tarantino w "Pewnego razu w… Hollywood" bawi, szokuje, ale nie imponuje jak w swoich najlepszych dziełach. Jak sam przekonuje, kino to magiczny wehikuł czasu, który potrafi zmieniać rzeczywistość – i rzeczywiście, ten film taki jest.
"Pewnego razu..." to rzecz w filmografii Tarantino wyjątkowa; zatopiona w sentymentalnym sosie filmowa pocztówka i spełniona próba ostatecznego rozliczenia się ze zmierzchem niewinności Hollywood; wyznanie bezgranicznej miłości do kina od człowieka, który rzucił pracę w wypożyczalni wideo, by śnić swoje celuloidowe sny w Fabryce Marzeń.
Długo wyczekiwany, dziewiąty film Quentina Tarantino w końcu zawitał do polskich kin. Obraz miał swoją premierę w maju na festiwalu w Cannes, gdzie został bardzo ciepło przyjęty, a jego pokaz zwieńczyły 7-minutowe oklaski. Tarantino dotarł z filmem na Lazurowe Wybrzeże w ostatniej chwili, gdyż zaledwie parę dni wcześniej skończył go montować. Na światową premierę trzeba było poczekać nieco dłużej - ta miała miejsce w lipcu.
Przeciętnego niedzielnego widza nowy obraz Quentina Tarantino może znudzić. Tak, nie boję się użyć tego słowa: znudzić. To co jednak może wymęczyć przeciętnego widza będzie nie ...
Każdy film Tarantino widziałem wielokrotne, Django i Nienawitną cytuję z pamięci. Po wczorajszym seansie siedziałem i byłem w szoku, bo to co zobaczyłem było bardzo mizerne. Kilka ciekawych scen, które ...
Kurcze, głupio mi pisać, bo bardzo lubię Quentina, Pulp czy Bękarty uwielbiam, ale ten film mnie po prostu zawiódł. No cóż, każdy reżyser ma swoje "wyżyny i niziny". A to nie są ...