Cicha noc (2017)

Cicha noc (2017)

Być ze wszystkimi

recenzja kinowa
Zasłużenie nagrodzona w Gdyni "Cicha noc" to największe wydarzenie ostatnich miesięcy w polskim kinie. Debiut Piotra Domalewskiego nie ma w sobie brawury "Wieży. Jasnego dnia" Jagody Szelc, ale możliwe, że zapadnie w pamięć na dłużej i będzie dyskutowany w szerszym gronie widzów. Nie chodzi tylko o to, że mamy do czynienia z wzorcowym komediodramatem, w którym udało się doskonale wyważyć proporcje powagi i humoru. Znacznie ważniejszy wydaje się fakt, że "Cicha noc" przynosi coś w rodzaju epifanii: w cudowny sposób pozwala wejrzeć w aktualny stan polskiej duszy.

Pomysł, by zapis rodzinnego spotkania potraktować jako opowieść o kondycji całego narodu nie jest, oczywiście, niczym nowym. Na gruncie literackim podobnego zabiegu spróbował choćby Jonathan Franzen w głośnej powieści "Korekty". Amerykański pisarz z demaskatorskim zacięciem pokazywał wówczas, jak wątłe okazują się podstawy do samozadowolenia wyrażanego przez jego rodaków w erze Billa Clintona"Cicha noc" jest w tym kontekście ciekawa, bo próbuje osiągnąć coś odwrotnego. W dobie rosnących podziałów, poczucia permanentnego niedosytu i zmęczenia niekończącą się gonitwą za Zachodem, Domalewski przekonuje, że z Polakami nie jest tak źle, jak sami chcieliby sądzić.


Postawa młodego twórcy nie ma w sobie nic z naiwnego optymizmu ani desperackiej potrzeby zaklinania rzeczywistości. Reżyser uczciwie piętnuje nasze małe grzeszki, wytyka słabości i obśmiewa wyrażaną na co dzień hipokryzję. Jednocześnie jednak udowadnia, że – czasem niespodziewanie dla samych siebie – bywamy też zdolni do wzniosłości. Właśnie takie poczucie przynosi bodaj najsłynniejsza scena w filmie, w której ojciec rodziny, gdzieś pomiędzy pijackim bełkotem dziadka a przaśnymi żartami wujaszka, wygłasza przejmujący monolog o swoim doświadczeniu emigranta.
  
Możliwość podpatrywania bohaterów "Cichej nocy" zarówno w momentach siły, jak i słabości, sprawia, że bardzo szybko zaczynamy czuć się pomiędzy nimi jak w domu. Z całą pewnością pomaga w tym demonstrowana przez Domalewskiego wrażliwość na szczegół. Dzięki niej Wigilia w "Cichej nocy" – inaczej niż w wielu polskich filmach – nie okazuje się jakimś sztucznie podtrzymywanym konstruktem. To żywy, barwny i bogaty w wydarzenia czas, którego rytm wyznaczają niemiłosiernie fałszowane kolędy i dobiegające z telewizora strzępy dialogów z "Kevina samego w domu".

photo.title

Manifestowana na każdym kroku niedoskonałość stanowi naczelną zasadę organizującą świat "Cichej nocy". Kto nie potrafi jej zaakceptować, jak Adam, buńczuczny młodzieniec pragnący rzucić wszystko w diabły i wyjechać na stałe do Holandii, automatycznie staje na straconej pozycji. Widoczna w działaniach większości bohaterów strategia godzenia się z własnymi wadami zyskuje tym bardziej, gdyby porównać ją z taktyką zastosowaną niedawno w populistycznym "Najlepszym". Film Łukasza Palkowskiego, nawet jeśli naszpikowany dobrymi intencjami, ma w sobie coś z męczącej przemowy motywacyjnej, coachingowej tyrady każącej każdemu z nas odszukać w sobie nadczłowieka.

Wolna od tego rodzaju dydaktyzmu "Cicha noc" nie stanowi bynajmniej pochwały prymitywnego narcyzmu i zgubnego "jakoś to będzie". Domalewski za bardzo szanuje swych prostych bohaterów, by odmówić im ambicji i chęci poprawy własnego losu. Na to wszystko przyjdzie jednak czas. Póki co, członkom filmowej rodziny udaje się zapomnieć o codziennych udrękach, zasiąść do stołu i celebrować własną bliskość. Oto jedyny, ostentacyjnie świecki cud wigilijnej nocy rozgrywającej się gdzieś na zapadłej polskiej prowincji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (132głosy).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
8/10
bardzo dobry