Disaster Artist (2017)

Disaster Artist (2017)

The Disaster Artist

Ed Wood XXI wieku

recenzja kinowa
Tommy Wiseau to dziś postać kultowa. Autor obrazu, który jest nazywany "Obywatelem Kane’em" złych filmów albo "Pulp Fiction" po udarze. Prawda jest taka, że "The Room" to prawdziwe kulturowe zjawisko. Nie inaczej jest z postacią reżysera, scenarzysty, producenta i głównego aktora filmu. Do dziś nie wiadomo skąd pochodzi Wiseau, skąd wziął kilka milionów $ na stworzenie swojego opus magnum ani ile ma lat. Wiemy o nim jedno. Facet nie ma pojęcia, jak się robi filmy.

Brawa należą się za doskonale wyważenie filmowych proporcji. Twórcy nie uciekają w typową parodię i nie portretują Wiseau jako życiowego nieudacznika, nieliczącego się ze zdaniem innych. "The Disaster Artist" to film o prawdziwej przyjaźni, poszukiwaniu swojego miejsca na świecie, walce z samotnością, potrzebie akceptacji, a przede wszystkim o tym, żeby zawsze podążać za swoimi marzeniami i nigdy z nich nie rezygnować. Choć brzmi to jak oklepany slogan, to "The Disaster Artist" dzięki nietypowym bohaterom i doskonale zniuansowanej historii, zgrabnie łączącej dramat z komedią, daje nam obraz, który nie tylko kpi ze wszelkich niedoskonałości "The Room", ale także składa mu hołd.

photo.title

Pozostaje zatem pytanie: "Czy 'The Room' to złe kino?" Oceniając jego warsztat, aktorstwo i wartość merytoryczną z pewnością - tak, to zły film. Jednak w obrazie Wiseau jest jakaś zaklęta filmowa magia, która sprawia, że widz doskonale bawi się podczas seansu. Ponadto, potrafi inspirować innych filmowców. Już na początku mamy scenę, kiedy popularni reżyserzy (m.in. Kevin Smith i J.J. Abrams) starają się zdefiniować fenomen tego osławionego dzieła. Gdyby jednak wszystkie filmy były takie złe, to świat byłby lepszym miejscem.

Wracając do "The Disaster Artist" to nie sposób nie porównać obrazu Franco z burtonowskim "Edem Woodem". Oba dzieła skupiają się na twórczości "najgorszych reżyserów". Na szczęście w obu przypadkach twórcy nie idą na łatwiznę, doskonale opisując swoich bohaterów, pokazując, że choć brakowało im talentu do robienia filmów, to nikt nie może odmówić im pasji i miłości do X muzy.

photo.title

W napisach końcowych mamy zestawienie dwóch wersji "The Room". Tej oryginalnej z 2003 roku i tej zrealizowanej przez Jamesa Franco. Na poszczególnych scenach widać jak tytaniczną pracę wykonała ekipa, żeby z taką dbałością o szczegóły oddać klimat, nastrój filmu kadr po kadrze. James Franco idąc śladami swojego "mentora" również reżyseruje i gra główną rolę w swoim dziele. Na szczęście idzie mu to znacznie lepiej.

Cała obsada jest świetnie dobrana i bardzo przypomina prawdziwych aktorów z planu "The Room". Miło znowu zobaczyć Setha Rogena obok braci Franco. Obok kultowych "Luzaków i kujonów" to ich najlepszy wspólny projekt. Gwiazdą spektaklu pozostaje jednak James Franco. Aktor nie ugina się pod warstwami charakteryzacji, doskonale imitując swojego bohatera. Zagranie tak charakterystycznej postaci wymagało od niego nie lada talentu komediowego, ale i dystansu do siebie samego. Najważniejsze jednak jest to, że pomiędzy zabawnymi scenami, udało mu się uchwycić cierpienie bohatera i dramat człowieka, który za wszelką cenę pragnie spełnić swoje filmowe aspiracje i znaleźć prawdziwego przyjaciela.

photo.title

Podsumowując, "The Disaster Artist" to najlepsza komedia 2017 roku i film, który spokojnie można stawiać obok rewelacyjnego "Eda Wooda" Tima Burtona. James Franco zasłużył swoją kreacją przynajmniej na nominację do Oscara. Niestety szanowne gremium wiedziało lepiej kogo nominować. Mam jednak nadzieję, że widzowie docenią film i zostanie w ich pamięci jeszcze na długo po seansie.

Na zakończenie chciałem Wam powiedzieć, abyście koniecznie zostali w kinie do końca, ponieważ po napisach jest scena z prawdziwym Tommym Wiseau. Nie bójcie się jednak, gdyż ten nie zapowiada utworzenia kinowego uniwersum.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (37głosów).