Pełnia życia (2017)

Pełnia życia (2017)

Breathe

Laurka dla sparaliżowanego

recenzja kinowa
Andy'ego Serkisa znają wszyscy. Jest on przecież najsłynniejszym odtwórcą ról motion capture. Grał Golluma we "Władcy Pierścieni", Cezara w nowej trylogii o planecie małp, Snoke'a w ostatnich "Gwiezdnych wojnach". Już jakiś czas temu postanowił spróbować swych sił w reżyserii. "Pełnia życia" to jego jazda próbna, zanim zaprezentuje światu wielkie widowisko o Mowglim.   


Nie ma się więc co dziwić, że nakręcony przez niego film niczym szczególnym się nie wyróżnia. Serkis działał metodycznie i asekurancko. Jego głównym celem było przede wszystkim nie popełnienie poważniejszych błędów. I to też osiągnął. "Pełnia życia" jest dziełem poprawnym aż do bólu. Serkis kryje się za prawdziwą historią Robina Cavendisha. Skrupulatnie opowiada kolejne etapy jego życia. Zaczyna więc od przedstawienia widzom tego, jakim to energicznym, kochającym ruch i przygody mężczyzną był Cavendish, co pozwala mu łatwo zaakcentować cios, jakim stało się później polio i pełen paraliż. Prostymi środkami, i przy wielkim udziale grających główne role Andrew Garfielda i Claire Foy, przekazuje widzom "prawdę" o głębokim uczuciu między Robinem a jego żoną Dianą. Pryncypialnie wylicza wszystkie istotne punkty z życia Robina, kiedy ten był już osobą w pełni zależną od funkcjonowania respiratora.

Ponieważ zaś wszystko to jest zaprezentowane bardzo profesjonalnie, na pierwszy rzut oka "Pełnia życia" wydaje się ładnym i przyjemnym filmem. Serkis zadbał o odpowiednią oprawę: znakomite zdjęcia Roberta Richardsona i poruszającą muzykę Nitina Sawhneya. Dzięki temu widzowie łatwo odczują siłę miłości łączącej bohaterów, przerażenie Robina, kiedy będzie na skraju śmierci i wreszcie wielki zachwyt z doświadczania rzeczy, które wydawały się mu już na zawsze poza zasięgiem.


To jest po prostu ładny film - co zupełnie wystarczy do szczęścia wzrokowcom. Ci jednak, którzy spojrzą głębiej, odkryją, że Serkis nie ma widzom nic ciekawego do powiedzenia. Hasła o niezłomnej woli życia, o sile miłości, przyjaźni i pomysłowości ludzi w obliczu straszliwych tragedii reżyser traktuje wyłącznie przedmiotowo. Potrzebne mu są do tego, by wzbudzić w widzach poczucie obcowania z mądrym i wzruszającym filmem, trochę słodkim, trochę gorzkim, ale pozostawiającym po sobie pozytywne wrażenia. Serkis nie skorzystał z okazji, by opowiedzieć o tym, jak skomplikowana jest ludzka natura. O irracjonalności pragnienia śmierci, którego nie da się matematycznie uciszyć sumą drobnych radości, miłości bliskich i sukcesów, które poprawiły życie tysiącom ludzi. "Pełnia życia" nie jest ani opowieścią o upartej walce o przetrwanie, ani o społeczniku, który zmaga się z bezduszną biurokracją, ani o żonie, dla której trwanie u boku sparaliżowanego męża nie jest poświęceniem, nawet jeśli codzienność daje się jej we znaki. Elementy tego oczywiście znajdują się w "Pełni życia", tyle tylko że reżyser nie wyciąga z ich obecności żadnych wniosków.

Serkis sprawdził się więc jako filmowy rzemieślnik. Teraz - jeśli chce być artystą tworzącym wyjątkowe dzieła - musi popracować nad głębią swoich opowieści.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (29głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
6/10
niezły