Niewidzialne (2017)

Niewidzialne (2017)

Meldunek z samego dna

recenzja kinowa
Paweł Sala nareszcie wyszedł z ukrycia. Po długich siedmiu latach, które minęły od premiery obsypanej nagrodami "Matki Teresy od kotów", utalentowany dramaturg i reżyser ukończył wreszcie swój kolejny film. Niestety, poprzeczka okazała się zawieszona zbyt wysoko, a "Niewidzialne" nie wytrzymują porównań ze znakomitym poprzednikiem. Porażka to jednak ambitna i dająca nadzieję, że Sala jeszcze nie raz nas zaskoczy.


Polski filmowiec udowodnił, że nie interesuje go realizacja kina spod znaku "żeby nie bolało". Dzieła Sali mają uwierać, psuć dobre samopoczucie i konfrontować nas z obecnością znajdującego się w pobliżu zła. Dlaczego zatem, choć wrażliwość reżysera wydaje się na polskim gruncie oryginalna, a podejmowane przez niego tematy są bez wątpienia doniosłe, "Niewidzialne" ostatecznie nie przekonują? Jednym z powodów mogą być ciążące twórcy nadmierne ambicje. Pomimo że Sala zwraca kamerę w kierunku przedstawicieli najniższych warstw społeczeństwa, reżysera nie interesuje opowiadanie o nich w niemiłosiernie wyeksploatowanej konwencji "małego realizmu". Kłopot w tym, że zaproponowane przez autora "Niewidzialnych" rozwiązanie alternatywne okazuje się równie nieprzekonujące.

Dominująca na ekranie strategia groteskowego deformowania rzeczywistości zapewne świetnie sprawdza się na deskach teatru ("Niewidzialne" to adaptacja napisanego przez samego Salę dramatu). W kinie razi jednak sztucznością. Wystarczy posłuchać wygłaszanych przez główne bohaterki dialogów, które – choć pełne wulgaryzmów – zyskują rys zbyt kunsztowny i wycyzelowany, by brzmieć w naszych uszach wiarygodnie. Tym bardziej że rozmowy pomiędzy trzema kobietami wykonującymi zawód szwaczek szybko zaczynają nużyć za sprawą swej monotematyczności. Doprawdy bowiem wystarczy jedna sugestywna tyrada bohaterki ofiarnie granej przez Sandrę Korzeniak, żeby zrozumieć, że mamy do czynienia z kimś udręczonym niemożliwą do zaspokojenia chucią. Gdy monolog na ten sam temat wraca po raz drugi, trzeci i czwarty, coś, co na początku wydawało się objawem budzącej współczucie desperacji, zyskuje wyłącznie wymiar irytującego natręctwa.


Kłopot ze szwaczką Sandry Korzeniak stanowi zwiastun szerszego problemu związanego z faktem, że wszystkie postacie z "Niewidzialnych" wydają się zarysowane jedynie pretekstowo. Najbardziej zarzut ten rzuca się w oczy w kontekście jedynego męskiego bohatera filmu – Krojczego. Choć chłopak przyprawia każdą ze szwaczek o szybsze bicie serca, dowiadujemy się o nim tak niewiele, że trudno nam zrozumieć przyczyny tej fascynacji. Równie problematyczna wydaje się epizodyczna postać Marii Miracle – alegorycznej figury dość nachalnie symbolizującej niedostępne dla szwaczek rozkosze kapitalizmu. Tego rodzaju wycieczek na skróty jest zresztą w "Niewidzialnych" trochę więcej. Ich obecność nasila się zwłaszcza w końcowej części filmu, gdy reżyser nieco zbyt ostentacyjnie stara się szarpnąć emocjami widza. Zwłaszcza zaserwowana przez jedną ze szwaczek opowieść o tragedii, która spotkała jej dzieci, sprawia wrażenie obliczonej na wyciśnięcie łez, tabloidowej kliszy nieprzystojącej kinu z artystycznymi ambicjami.
Towarzyszące oglądaniu "Niewidzialnych" poczucie niedosytu nie oznacza bynajmniej, że reżyser poniósł porażkę na całej linii. Całkiem nieźle broni się choćby metafora wpisana w wykonywany przez bohaterki zawód. Szwaczki, same znajdując się na peryferiach społeczeństwa, wytwarzają garnitury przeznaczone dla ciemiężących je bogaczy. Dostrzegając ten paradoks, Sala potrafi jednocześnie oprzeć się pokusie forsowania zero-jedynkowej wizji rzeczywistości, w której jego postacie pełniłyby role niewinnych ofiar. W swych najlepszych fragmentach "Niewidzialnepokazują, że problemem klasy robotniczej jest brak poczucia solidarności, a w relacjach pomiędzy jej członkami empatia miesza się z zawiścią i potrzebą rywalizacji.

Niezależnie od tego, że artystyczna wypowiedź Sali przybiera często manieryczny ton, warto wsłuchać się w jej treść. Jeśli w następnym filmie równie ciekawe obserwacje znajdą wsparcie dopasowanej do nich formy, twórca "Matki Teresy…powinien zanotować rychły powrót do wysokiej dyspozycji. Miejmy nadzieję, że swoich sił spróbuje tym razem szybciej niż za kolejnych siedem lat.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
6/10
niezły