Luis i obcy (2018)

Luis i obcy (2018)

Luis und die Aliens

Tylko mnie kochaj

recenzja kinowa
Tytułowy Luis to jedno ze smutniejszych dzieci na świecie. Już pierwsze sceny zdradzają szczegóły jego godnego współczucia położenia – jest zaniedbany (potargana fryzura, dziura w skarpecie, rozklekotany rower), tłamszony i wyszydzany przez silniejszych (którzy wykorzystują każdą sytuację, by go upokorzyć), a do tego wszystkiego beznadziejnie zadurzony w najpiękniejszej dziewczynie w klasie. Chwilę później okazuje się też, że jego matka nie żyje, a on musi ojcować własnemu ojcu, który jest tak pochłonięty śledzeniem życia w kosmosie, że nawet nie wie, jaki jest dzień. Ich dom to ruina, wewnątrz panuje permanentny bałagan, a w śmieciach piętrzą się niezapłacone rachunki. Jakby tych dramatów było mało, opieka społeczna grozi, że jeśli planowana przez nich wizytacja stwierdzi rodzicielskie zaniedbania, Luis trafi do domu zastępczego. W tle natomiast czają się kosmici...


Wątek z galaretowatymi zielonymi ludkami, którzy przybyli na Ziemię, by nabyć na telezakupach matę masującą, odwraca uwagę od znajdującej się na pierwszym planie rodzinnej tragedii tylko częściowo. Trzeba jednak przyznać, że momentami skutecznie. Choć w animacji pada wyjaśnienie, że ludzie wykrystalizowali się dawno temu z ekskrementów kosmitów, te zielone stwory wcale nie wydają się od nas inteligentniejsze. Trzej przybysze z odległej galaktyki są wręcz niczym jeden głupi i dwaj głupsi. Niesie to ze sobą oczywiście zestaw zabawnych gagów, zarówno mniej jak i bardziej wyszukanych – szczególnie udane są te na temat ogłupiającego działania reklamy.


Przez serię żartów i widowiskowych pościgów (tak to już w bajkach jest, że ktoś kogoś goni) przezierają także inne trafne obserwacje – na przykład krytyka stereotypowych przywar klasy średniej czy mechanizmów prowadzących do nierówności społecznej. Tematem przewodnim pozostaje jednak rozrywająca serce sytuacja ośmioletniego Luisa – a w pewnym sensie (co wyjaśnia się na końcu) także innych cierpiących maluchów. Chłopiec pozostawiony sam sobie – zmuszony do stawienia czoła dorosłemu światu – postanawia w końcu opuścić Ziemię ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Nie zdradzę zbyt dużo, pisząc, że dla ojca bohatera wiadomość o tym przyniesie porządane przebudzenie, a płynące z filmu refleksje zadziałają jak terapia wstrząsowa na innych – czasem zbyt zajętych sobą – rodziców. Z tego właśnie powodu z seansu "Luisa i obcych" najwięcej wyniosą uważni dorośli; towarzyszącym im dzieciom za atrakcje będą musiały wystarczyć sympatyczne ludki i slapstickowe żarty. To jednak w tym przypadku wcale nie mało.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (3głosy).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
6/10
niezły