Ciche miejsce (2018)

A Quiet Place

1 godz. 35 min.
  • Życzyłbym sobie, aby takie stwory były w każdej sali kinowej. Kiedy jakiś burak zacznie głośno jeść, lub komentować film z sąsiadem obok, to momentalnie byłby usuwany :-)

    302
    110odpowiedzi
    ost.
    • Popieram. I niech reagują przy okazji na światło z telefonów, bo sprawdzanie wiadomości na FB jest równie irytujące co rozmowy i obżeranie się popcornem

      • Można tak w nieskończoność... Paradoksalnie nigdy nie wiadomo na co się trafi. Niezależnie od rodzaju filmu i ilości widzów zawsze trafi się ktoś, kto pomylił salę kinową z pubem. Wczoraj dla przykładu na seansie filmu trwającego półtorej godziny już na pierwszych scenach słychać było otwierane paczki przekąsek... Ja pierdzielę. Niektórzy nie potrafią wytrzymać 90 minut bez jedzenia? Kolejna sytuacja na seansie "Zabicie świętego jelenia"... Kilka małolatów zaczęła się nudzić (owszem, film specyficzny) i zamiast po prostu wyjść nie przeszkadzając innym, to postanowili między sobą komentować zachowanie bohaterów (telefony też poszły w ruch).

        • Po prostu fajnie się je w czasie filmu tylko ze ja zawsze biore popcorn :)

          • Dokładnie. Jest to idealna przekąska na salę kinową - kartonowe wiaderko z otworem na dwie dłonie a sam popcorn nie chrupie w promieniu trzech metrów od osoby zajadającej :-)

        • Wiesz, mnie kiedyś tak wkurzyła jedna baba tym przeglądaniem telefonu, że wstałam, podeszłam do niej i krótko syknęłam, że albo wyłączy, albo idę do obsługi i zgłaszam, że nagrywa film. Momentalnie schowała telefon. Ale i tak najlepszym wyjściem są seanse na tygodniu (z wyłączeniem taniej środy), najlepiej zaczynające się przed 14:00. Mało ludzi, mniejsza szansa trafienia na takich dupków

          • Kiedyś jakoś mniej mnie to raziło - może dlatego, że dużo więcej filmów oglądałem sam w zaciszu pokoju a mniej chodziłem do kina. Od kiedy zdecydowałem się na kartę Unlimited, to na sali kinowej jestem częściej i coraz bardziej mam dość. Brawa dla Ciebie za reakcję - pokazałaś, że niektórzy idą do kina NA FILM a przy okazji wyświadczyłaś przysługę innym widzom na sali. Oby więcej takich osób, to może z czasem wyplenimy buractwo z sal kinowych bez pomocy istot atakujących źródła dźwięku :-)

          • :D Witam kolegę z #teamUNLIMITED ;)
            I masz rację, przy okazjonalnej wizycie w kinie to aż tak nie raziło, ale teraz, gdy potrafię wejść do kina po 14:00 i wyjść koło 22:00 po obejrzeniu trzech filmów z rzędu... Cóż, przeszkadza jak nie wiem. Inna sprawa jest na animacjach, gdy widownię stanową głównie rodzice z dziećmi. Tam człowiek od początku jest przygotowany na to, że jakieś dziecko krzyknie na całą salę, że chce mu się siku ;)

          • Witam ! Też #teamunlimited :-P Mi szczerze mówiąc lekko widoczne światełko telefonu czy pop-corn zupełnie nie przeszkadza, właśnie bardziej mi przeszkadza typ który zawsze występuje w takich sytuacjach czyli Janusz drący się do kogoś "Ciszej żryj k*rwa, to miejsce kultury" (Autentyczny cytat z bodajże "Pasażera" albo "Czas Mroku" nie pamiętam) i uspokajanie go przez żonę, serio tego typu darcie bardziej przeszkadza. Sam nie jem pop-cornu, chyba dlatego, że przed unlimited byłem raczej bywalcem kin studyjnych, a tam wiadomo raczej się pop-cornu nie spożywa, tak więc się jako tako odzwyczaiłem :-P W sumie może bym jadał gdyby nie kosztował prawie 30-stu złotych ;-).

          • Wiesz, jeśli ktoś jest na tyle inteligentny, by ściemnić ekran, to tak to nie razi. Ale ustawienie 100% jasności tuż przed tobą daje po oczach ;)
            Popcorn... Nie jest aż tak przeszkadzający. Chyba, że na filmach typu właśnie Ciche miejsce, gdzie napięcie w dużej mierze budują dźwięki ;)

          • mi się dobrze oglądało ten film, było wyjątkowo cicho jak na horror i piątek, a co do częstszego odwiedzania kina, to na połowie lub więcej seansów na jakich bywam jest 5-20 osób (rekordowo to 1 i 2 oprócz mnie), a w pełnej dużej sali to byłem tylko kilka razy (m.in przedpremiera Czarnej Pantery, Annabelle w piątkowe popołudnie, przedpremiera Star Wars, przedpremiera Kształtu wody) i wtedy liczę się z hałasem w postaci śmiechu (to też normalne przy każdej komedii) czy rzeczy, których zwykle wolę unikać.

          • U mnie na sali też były w sumie tylko dwie osoby w sumie :-P To może mam słabe porównanie :-P

          • Zazdroszczę. Ja kupię DVD, zaciemnię pokój i zagrożę kastracją każdemu z domowników, jeśli będzie hałasował. Chyba dopiero wtedy obejrzę ten film jak trzeba ;)

          • Szczęściarz. Ja najczęściej trafiam na seanse, na których jest sporo osób. Raz tylko byłam na seansie z jednym widzem poza mną. W ułamku sekundy. Seans bez gadania, chrupania, siorbania, świecenia... Po prostu coś cudownego. Ale są też seanse, na które ludzie naprawdę przychodzą obejrzeć film. Ot, choćby taka Madame. Zero wyciągania telefonów, zero chrupania, dużo zbiorowego śmiechu Tak to ja lubię ;)

          • Zależy o której się chodzi, ja ze względu na to, że ostatni autobus do mojego miasta jest w zasadzie dość wcześnie to chodzę raczej rano lub popołudniu i wtedy nie ma zbyt dużo osób. Co ciekawe w cinema city zazwyczaj widuję po 6-10 osób, natomiast w kinotece zawsze jest przepych :-P A z kolei jak jesteś z Warszawy to polecam chodzić do cinema city na sadybie, tam są najpustsze sale :-P Natomiast koło 17-20 to wszędzie jest masa osób z tego co zauważyłem.

          • Jestem z Łodzi. I ostatnio mam takiego pecha, że trafiam na niemal same pełne sale. I niestety zasada, że przed południem jest mniej ludzi idzie się tu walić. No, chyba, że film jest naprawdę do kitu ;)

          • Ostatnio będąc na takim seansie trafiłam na Ryśka ze swoją Grażyną, którzy poobkładali się paczkami czipsów, a w ręku mieli - wymieniając się co jakiś czas paczkę chrupek, to jest buractwo do nieskończoności. Już chyba żadne seanse nie są bezpieczne, społeczeństwo debilniej na całego.

          • O Boże... Totalny brak kultury... A swoją drogą, w kinach sprzedają paczki z chipsami? Bo omijam bary w kinach i nie wiem. Za to dosyć widoczne są informacje o zakazie wnoszenia własnego żarcia

          • Nie sprzedają, ludzie przemycają.

          • Jest jeszcze opcja na tych, co to ciągle gadają z panną, którą zaprosili na seans. "Pan tu przyszedł zarabiać za extra dubbing"? Trzeba spytać głośno, żeby przynajmniej 1/3 sali słyszała.

    • Zdecydowanie dobry pomysł.

    • Są senase 3d lub z dubbingiem. Powinna być do wyboru też opcja seans bez jedzenia i telefonu.

      • Idąc tym torem - są zakłucacze sygnału GSM i załatwia to problem. Aczkolwiek dlaczego mamy zastosować odpowiedzialność zbiorową z powodu kogoś, kto zachowuje się, jak burak?

        • Telefon jest potrzebny. Szczególnie jeśli ktoś ma dzieci. Koleżanka raz wyleciała z sali jak oparzona po telefonie od opiekunki, że jej synek spadł z huśtawki. Ale seans bez jedzenia... Cóż, dopłaciłabym za taką możliwość w przypadku filmów takich jak Ciche miejsce, gdzie to jak głośno ludzie zachowują się na sali ma znaczenie

          • Przykład, jakich naprawdę niewiele. Oczywista sprawa, że w skrajnych przypadkach telefon powinno się odebrać, ale zauważ, że takich sytuacji jest znikoma ilość a jedzących buraków całe mnóstwo...

          • No właśnie. Wczoraj na Dziewczynie we mgle jakiś palant przez pierwsze 10 minut filmu szeleścił foliową torebką i nic nie dało zwracanie uwagi. A że niestety ze względu na pracę musiałam zobaczyć film albo wczoraj, albo czekać aż będzie dostępny w internecie, to musiałam się męczyć...

    • Ja z takimi delikwentami robię szybko porządek.
      Głośne i dobitne zwrócenie uwagi daje zawsze rezultat.
      Tez mam alergię na takie zachowania.

      • Może po prostu losowo wybrany numer fotela (a co za tym idzie jeden z widzów) byłby odpowiedzialny za spokój na sali? Miałby pełne prawo wyprosić kogoś z kina a jako nagrodę za trzymanie porządku otrzymałby darmowy bilet ;-)

        • Chyba, że widzowie mieliby ogromnego pecha i taki przywilej przypadłby właśnie jakiemuś burakowi ;)

    • Gdyby tak się dało...to bym znowu zaczął chodzić do kina. A tak to odpuściłem całe lata temu i wszystko oglądam w domu.

      • Przykre to, nieprawdaż? Niektóre tytuły można 'poczuć' tylko na sali kinowej a z powodu garstki wieśniaków sale kinowe powoli pustoszeją. Oczywiście można narzekać na ceny biletów, ale uważam, że gdyby były niższe, to na salach w ogóle byłaby jedna chołota. W temacie cen biletów, to osobiście jestem użytkownikiem karty Unlimited i ta forma płatności wydaje mi się najkorzystniejsza dla osób, które odwiedzają kino przynajmniej dwa, trzy razy w miesiącu.

        • Hmm... Ja tydzień temu byłam z kolei na nowym "Tomb Raider" - i oczywiście musiałam siedzieć koło pary, która żre czipsy... I to spokojnie przez godzinę seansu... Niestety, takie sytuacje sprawiają, że coraz mniej mi się chce chodzić do kina...

          • Jak dla mnie rozwiązanie jest jedno - kontrola wnoszonych na salę toreb. Ewentualnie wypraszanie takich osób z sali przez obsługę. Regulamin mówi jasno,że nie wolno wnosić do kina produktów zakupionych poza kawiarenką kinową. Tylko jak to miałoby wyglądać? Jeden z widzów ma w trakcie seansu wyjść i naskarżyć? Błędne koło... Chyba problem będzie trwał tak długo,dopóki sami nie nauczymy się kultury (a przynajmniej część osób).

          • Zrobić kina premium dla kulturalnych i tanie sieciówki dla hołoty :)

          • Tylko dlaczego osoby, które potrafią się zachować kulturalnie mają płacić więcej?
            Mam rozwiązanie! Idąc wzorem zakazów stadionowych wprowadzić bilety imienne i 'zakazy kinowe' :-D
            Ktoś podpadnie, to dostanie bana na pół roku i w ten oto sposób w kinach zacznie panować ład i porządek! Brawo ja! :-D

          • Niewykonalne, z 70% ludzi by dostało takie zakazy a jak wiadomo kasa się musi zgadzać. Kino ma gdzieś to czy ktoś mlaska, szeleści, siorbie, beka, chrapie, gada przez telefon, gada sam do siebie bo jest pijany, gada z kolegami / koleżankami siedzącymi obok, wychodzi co 10 minuta zapalić albo donieść więcej prowiantu. Tak tak, wszystko to przerobiłem jak jeszcze chadzałem na filmy. Teraz uznałem że szkoda kasy, mam płacić za bilet i liczyć na szczęście że tym razem takie typy nie przyjdą. Dziękuję, oglądam sobie spokojnie w domu. Nie tak szybko jak w kinie ale wolę poświęcić te parę miesięcy i oglądać tak jak lubię. Kina patrzą tylko na zysk, można robić co się chce byle zapłacić za bilet. Dlatego teraz ciągle mamy takie hity kasowe bo przestały obowiązywać jakiekolwiek zasady dobrego wychowania i wszyscy latają do kina tak ja się lata do marketu czy "maka".

          • Smutne to, ale prawdziwe... Miejmy nadzieję, że to się w jakiś sposób jednak zmieni, choć nic na to nie wskazuje :-/
            Można powiedzieć, że na chwilę obecną sezonowe buractwo wyciska z sal kinowych osoby, które z oglądania filmów czerpały radość... Pozostaje mieć nadzieję.

    • Oskarzacie innych o niestosowne zachowanie, ale sami siebie klapiecie po plecach jesli zachowujecie sie niekulturalnie. Rozumiem, ze do kina dine-in wzielibyscie bron automatyczna aby powystrzelac delikwentow, ktorzy osmiela sie cos zamowic. W takim kinie w dobrym tonie jest zlozenie zamowienia - a poniewaz kelnerzy chodza przez caly film podajac i zabierajac talerze, jest tam rowniez jasno (i oczywiscie bardzo halasliwie).

      Proponuje jeszcze zamknac drzwi podczas seansu i nie pozwolic nikomu wyjsc za potrzeba - bo przeciez takie przeciskanie sie przez fotele jest rowniez uciazliwe. Dozywotni zakaz wstepu dla osob, ktore musza sie wysiusiac. No i koniecznie zakaz smiania sie na komediach.













      • Przesadzasz... Nie rozumiem, jak ktoś, kto wychodzi do WC ma się do kogoś, kto wpieprza chipsy, bo nie potrafi wytrzymać bez jedzenia. Można powiedzieć, że ktoś lubi sobie coś przegryźć oglądając film w domu, więc dlaczego by nie mógł i w kinie? Ale kino, to miejsce publiczne i należy się stosować do pewnych norm i zasad. Czy jeśli ja oglądam film w domu z nogami na oparciu i bez butów z to w kinie też mogę? Człowieku, ogarnij się... Od lat interesuję się filmami i ich oglądanie zawsze traktowałem szczególnie. Jeszcze w czasach video kupowałem oryginalne kasety z serii Klub Konesera, aby film obejrzeć w angielską ścieżką dźwiękową i napisami. Przeszkadzał mi lektor. A co dopiero ktoś, kto siedząc dwa rzędy dalej gada sobie w najlepsze z sąsiadem, odbiera telefon, lub szeleści paczką 'paprykowych X-cut'. Wracając do ubikacji, to w kinach do których chodzę jest ogrom miejsca pomiędzy fotelami. Poza tym DAWNO nie byłem na filmie, gdzie sala byłaby tak zapełniona, żeby ktokolwiek musiał się przeciskać wychodząc.

        • Jakie normy i zasady? Zapewniam cie, ze kino bardziej sie cieszy z takiego klienta, ktory wykupuje pol sklepiku przed seansem niz takiego, ktory nie kupi nic. Wlasnie dlatego powstaja kina dine-in. Wlasnie dlatego kina sa usadowione w centrach handlowych w punktach gastronomicznych (przynajmniej w USA). I jakos nikomu to tutaj nie przeszkadza.
          Zyj i daj zyc innych. Jak chcesz sztuki to idz do teatru - masz pewnosc, ze nikt nie otworzy paczki z chipsami. Ale kino to rozrywka masowa. A mi taka osoba z pelnym pecherzem przepychajaca sie dwa razy w kulminacyjnych momentach filmu przeszkadza o wiele bardziej niz przegryzajacy popcorn sasiad.

          • Fakt - kino ma być rozrywką, więc nikt nie będzie tutaj przychodził pod presją, czy może otworzyć coś do zjedzenia, czy też nie. Aczkolwiek takie moje spostrzeżenie odnośnie tego, co napisałeś o normach - korzystam z sieci CinemaCity i tam w sklepikach NIE ma chipsów a skoro spożywanie produktów nie zakupionych w ich sklepiku jest zabronione, to jest to łamanie regulaminu, prawda?

          • Tu sie odnosisz do konkretnego kina - nie bylam w takim, bo nie mieszkam w Polsce. Natomiast wiem, ze tutaj chipsy sa regularnym produktem sprzedawanym w kinach - oczywiscie oprocz czekoladek, gumisiow czy pizzy. W wiekszosci kin jest rowniez bar gdzie sprzedaja alkohole - nie jestem tylko pewna czy mozna go wniesc na sale, ale w sumie nikt tego nie kontroluje.
            Panuje tutaj wieksza zyczliwosc do drugiego czlowieka, gdzie nikt nie syczy ci do ucha, ze za glosno zujesz, twoj hotdog za bardzo smierdzi, czy nie daj Boze, sprawdzasz wiadomosci na telefonie, bo jest nieciekawy film. Na premiere filmu Jurassic World o dziesiatej wieczorem
            jeden z gosci przyniosl dziecko w nosidelku - niemowlaka, ktore plakalo caly seans. I naprawde przez dwie godziny nikt mu nie zwrocil uwagi. W Polsce by juz go na taczkach wywiezli...

          • No i nie dziwię się że by go wywieźli. Sala kinowa to głównie miejsce do oglądania filmów. Nie zwracam nikomu uwagi jak sobie kanapkę, ale jak cały seans szeleści paczką chipsów już tak. Nie ogarniam jak można za przesadzoną dostępność przekąsek chwalić USA. Jeszcze trochę i pizzę tam będą wciskać w gabinecie u lekarza. A filmy to (czasem) również jest sztuka, widać w Stanach już widzom wodę z mózgu robią Transformersami itp. Kultura to nie tylko umiejętność odpowiedniego zachowania się w określonej sytuacji, ale też myślenie o komforcie innych. Jak uważasz że przychodzenie z płaczącym dzieckiem na salę to dobry pomysł to Twoja sprawa, ale duża szansa że w Polsce by Cię wyprosili. I mieliby rację.

          • Oby więcej takich kinomanów... Twoja wypowiedź, to kwintesencja tego problemu. Bo jak dla mnie (i zdecydowanej większości widzów) problem z brakiem kultury poszczególnych osób widać jest. Niektórzy płacąc za bilet chcą obejrzeć film w kinowej atmosferze, poczuć większe wrażenia, bardziej się zintegrować z bohaterem. Często te osoby mogą po prostu nie mieć możliwości obejrzenia filmu w domu (młodsze rodzeństwo, sytuacja rodzinna, brak komputera) i z pewnością nie płacą po to, żeby tracić nerwy na kogoś, kto nie potrafi uszanować tego, że w zależności od miejsca w którym się znajdujemy obowiązują nas pewne normy - czy to poczekalnia u lekarza, czy Kościół, czy klasa lekcyjna, czy kino właśnie...

          • To jest juz smieszne. Oczywiscie kina robia nam tutaj sieczke z mozgu - chociaz w zyciu nie widzialam Transformersow. Nie, po prostu my mamy wieksza cierpliwosc i jestesmy zyczliwi w stosunku do innych - nie lecimy z piana na ustach i nie wykopujemy tatusia z niemowlakiem, bo dziecko odwazylo sie zaklocic seans. Chcesz ciszy - idz do teatru.
            Na serio, nie dogadamy sie. To co dla ciebie jest kultura - miedzy innymi wyrzucanie innych za drzwi, bo nie daj Boze przyniosl popcorn, dla mnie jest jej brakiem. I zeby bylo jasne: jestem jedyna osoba na swiecie, ktora nie lubi popcornu i pizzy.

          • Może macie większą cierpliwość, a może większe przyzwolenie i tolerancję na bycie burakiem. Nie wierzę w to co czytam - "Chcesz ciszy - idz do teatru" - upadek cywilizacji po prostu. W bibliotece to samo powiesz? Ja powiem odwrotnie - chcesz oglądać rozmawiając z innymi albo pić/jeść/szeleścić podczas seansu? Proszę Cię bardzo, poczekaj na wydanie bluray. Film to medium audiowizualne: tak jak może przeszkadzać zasłonięte pół ekranu, tak samo może przeszkadzać rozmowa/płacz/ciągły szelest gdzieś obok, tu nie ma o czym dyskutować. Nikt normalny nie będzie zwracał uwagi na chrząknięcie czy krótką wymianę zdań, ale już powtarzające się przejawy braku kultury mogą skutecznie zakłócić czy nawet zepsuć seans. A płacąc za bilet możesz oczekiwać tego, że kino zapewni Ci optymalne warunki do obejrzenia filmu. Jeszcze odniosę się do prowokacji o pianie na ustach i wykopywaniu kogokolwiek. Nie wiem skąd jesteś z Polski i jak Cię wychowywano, ale to że ktoś Ci przeszkadza nie oznacza od razu że trzeba do tej osoby lecieć z ryjem i z pretensjami. Widać masz jakieś uprzedzenia, albo sama nie potrafisz się zachować i z takimi reakcjami się spotkałaś. Jak ktoś jest głośno, to na początku grzecznie zwracam uwagę. Tatę z dzieckiem też poproszę najpierw o to żeby się przesiadł, albo ewentualnie sam to zrobię (już raz tak zrobiłem, zgrzytając zębami, kiedy rodzice przyszli z dziećmi na seans bez dubbingu i uznali że to zupełnie normalne że cały film będą czytać im na głos napisy), a nie od razu kopnę gościa w dupę. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.

          • To, ze posluguje sie polskim nie czyni mnie automatycznie Polka. Jak wspomnialam wczesniej - wiekoszsc Polakow nie jest zyczliwych w stosunku do innych. Jesli mam problem w kinie to przesiadam sie, nie wolam ochrony bo ktos za glosno chrupie popcorn.
            A pomiedzy nami - najgorzej w kinach zachowuja sie Polacy, ktorzy komentuja caly film, wyja ze smiechu na dramatach i smieca po calym kinie rozrzucajac popcorn, a mimo to nie widzialam nigdy nikogo kto by doniosl na nich do obslugi. Wyznajemy zasade - po co sie denerowac na cos na co nie masz wplywu?

          • Wiesz, Henryk Sienkiewicz włożył w usta jednego ze swoich bohaterów pamiętne słowa: "Kończ… waść!… wstydu… oszczędź!". Idealnie odnoszą się do głupot, które wypisujesz. Porównujesz kina w Polsce do zagranicznego typu dine-in, chrzanisz farmazony o wychodzeniu do toalety w trakcie seansu, czy śmianiu się na komediach i totalnie nie rozumiesz tego, że to, co w kulturze w której żyjesz jest dopuszczalne, w Polsce widzom przeszkadza. Zostań sobie za granicą i chodź do kin dine-in. Będzie jednego niekulturalnego ignoranta, który nie rozumie, że hałasem przeszkadza innym mniej w Polskich kinach.

          • Zaufaj mi, do Polski nawet nie jezdze na wakacje. A twoj poziom wypowiedzi mowi juz o twojej kulturze.

          • Jaki poziom wypowiedzi? To, co napisał jest adekwatne do odczuć zdecydowanej większości osób, które do kina chodzą, które pasjonują się filmem a wizytę na sali kinowej traktują w sposób szczególny. Masz inne zdanie, to ok - zajadaj się chipsami, komentuj, odbieraj telefon, itp, aczkolwiek CAŁE SZCZĘŚCIE, że żaden z nas nie spotka Cię na sali kinowej.

          • A dlaczego uwazasz, ze jesli bronie wiekszosci to musze sie upodobnic do nich? Rozczaruje cie - nie jadam na sali kinowej. Ale nie przeszkadza mi gdy ktos to robi - zgroza!!! Naprawde brak kultury - roznimy sie tym, ze ja jestem zyczliwa a wy nie.

strona 1