Nigdy cię tu nie było (2017)

You Were Never Really Here

1 godz. 25 min.
  • po obejrzeniu trajlera spodziewałam się nieuzasadnionej brutalności. film bardzo mnie zaskoczył. zrobiony z niesamowitym pietyzmem, kadry niebanalne, surowe, temat trudny, ale przede-przede wszystkim! Joaquin Phoenix! niesamowity! muzyka wlewa się we wszystkie zakamarki idealnie uzupełniając całość. polecam tym, którzy lubią trudniejsze, ale piękne kino.

    22
    13odpowiedzi
    ost.
    • swietny kawal modernistycznego kina . Zapraszam na analize https://www.youtube.com/w...

    • Co w nim takiego pięknego? Muzyka to moim zdaniem najgorszy element filmu. Charakteryzacja... "były agent" wyglądający jak żul z pod mostu do tego używający młotka - żenada. Akcja.. jaka akcja ? Sceny ? Jak reżyser nie chciał pokazać jak Joe tłucze młotkiem tylko jakieś idiotyczne odbicia w lustrach, cienie na ścianach, to mógł nagrać jakąś komedie bez "brutalnych" scen.

      • To nie jest film akcji. To jest dramat i thriller. Wiem, że opis mógł wprowadzać w błąd i niektórzy mieli określone oczekiwania, ale kurczę, to już wasza wina a nie filmu. Dla mnie był idealny dokładnie w takiej formie w jakiej jest.

        • To jest znak naszych czasów. Sięgamy/idziemy na film mając wygórowane i specyficzne oczekiwania lub sugerując się bzdurną ulotką z tekstem "najlepszy horror/komedia roku". Ludzie nie mają pojęcia o reżyserze, o aktorach, nie orientują się jacy artyści tworzą obecnie muzykę do filmów. Film ma szybko "wejść", ma dać trochę adrenaliny, ma odciągnąć od zwykłego życia. Jak już tego nie daje a zaczyna podsuwać pytajniki, tam gdzie oczekujemy że będzie szybki-dłuży się a tam że sądzimy że bohater w kulminacyjnej scenie zleci z wieżowca jak spiderman - to już wieszamy psy i szukamy zwrotu pieniędzy za bilet bo "a na plakacie było że thriller..."

        • Wiem, że to nie jest film akcji. Spojrzałem na gatunek który o dziwo jest trafny. Spodziewałem się jednak czegoś innego.

      • Film wyreżyserowala kobieta, autorka "Musimy porozmawiać o Kevinie" , szukałeś pif paf masz "Johna Wicka"

      • Użycie młotka przez głównego bohatera było uzasadnione - wiemy dlaczego używał akurat młotka!, choć i walczyć i strzelać też umiał.

        Film to nie sensacyjniak - to dramat. Widzimy jak facetowi, który już był dość niestabilny emocjonalnie - świat jeszcze bardziej wali się na głowę. Widzimy, że tak bardzo zacierał za sobą ślady i udawał, że nie ma go w różnych miejscach - że faktycznie przestał sobie radzić z życiem. Jego relacja z matką jest ciekawa - taka trochę na zasadzie "Psychozy", co zostało podkreślone, ale ogólnie było to jakieś uczucie, które go trzymało przy życiu. I przecież wiemy, że bohater cały czas myślał o śmierci - ale nie o śmierci innych ludzi, ale o własnej śmierci.

        Bardzo zaskoczył mnie ten film - bo poszłam do kina po zwykłą "rozwalankę" i tzw. "ratowanie porwanej dziewczynki":) - a tu się okazało, że "porwanie" to tylko jeden z wielu wątków, i nie o porwanie chodzi, ale o niewolę i o wyzwolenie z niewoli.

      • Niestety, film nie przekroczy oceny 6.6, bo użytkownik SantaCruzeNomad przedstawia nam reakcję większości widzów, którzy przyszli na tani film sensacyjny a dostali dobre kino psychologiczne z głębią, całkowicie rekompensującą odłożenie fabuły na drugi plan.
        To przykre, że niewiele osób jest w stanie to zrozumieć.

        • Ja to rozumiem. Nie spodziewałem się pościgów, strzelanin itp. Film coś w sobie ma. Mnie to jednak średnio przekonuje. Liczyłem na coś innego.
          BTW. Jednak to nie jest "tragedia upadek kina" na ocenę 1 jak napisał senteza1.

    • Zgadzam się całkowicie - bardzo ładnie to ujęłaś!
      Ja też myślałam, że to będzie film bardziej na zasadzie zemsty i dużej, (nie)uzasadnionej brutalności - a to był przecież dramat egzystencjalny głównego bohatera. Czasami film był bardziej melancholijny i liryczny niż brutalny - i wtedy te sceny typowo brutalne chyba jeszcze mocniej uderzały.

      I masz całkowitą rację, że ten film to teatr jednego, wielkiego aktora!

    • Tragedia upadek kina

    • Szłam na ten film bez specjalnych oczekiwań, ale umówmy się - Phoenix nie wybiera badziewia.

      No i miazga: film jest brutalny, owszem, ale jednocześnie bardzo mocny, świeży, ostry. Wywołuje emocje, których w życiu nie spodziewałabym się po kinie z gatunku vendetta. Faktycznie, trochę "Taksówkarz&q uot;, trochę Tarantino.
      Joe jako postać jest wielowymiarowy - a to przepiękna, szczera z całym bagażem opieki nad schorowanym, starym człowiekiem relacja. Wspomnienia z dzieciństwa z przemocowym ojcem w tle. Wspomnienia z pracy dla rządu - traumy z widoku dzieci zabijających się za batonika (gdzieś na Bliskim Wschodzie), ciężarówka pełna zabitych dziewcząt.
      Piękne zdjęcia, piękna muzyka. Naprawdę warto film zobaczyć, bo dawno widziałam w kinie coś tak... nowego. Innego. Na pewno nie jest to czyste łubu-dubu i prosta nawalanka dla rozrywki w stylu Johna Wicka.

      • Świetny film, jednak dla mnie za krótki, brakowało mi zgłębienia życia głównego bohatera, rozwinięcia wątków które są jedynie migawkami wspomnień.