Twój Simon (2018)

Twój Simon (2018)

Love, Simon

Simon vs. homo sapiens

recenzja kinowa
Ponadczasowa mądrość głosi, że każdy ma prawo do miłości. Teoria teorią, w praktyce różnie bywa. Wciąż, nawet w bardzo ucywilizowanych i otwartych społeczeństwach, prawo to nie przysługuje niektórym grupom. Inna stara prawda mówi natomiast, że pięknym ludziom pozwala się na więcej. Twórcy "Twojego Simona" dobrze to wiedzą. Ich bohaterowie mają twarze zjawiskowych hollywoodzkich aktorów i żyją w równie pięknych domach. Jednocześnie – jak zapewnia sam główny bohater – są tacy jak my. Ale nawet mimo tych sielankowych i przekłamujących rzeczywistość filtrów, trzeba przyznać, że film Grega Berlantiego robi dla wykluczonych mniejszości wiele dobrego. 

photo.title

Tytułowy Simon zyskuje sympatię widzów już w pierwszych scenach, kiedy opowiada o swojej modelowej rodzinie i przyznaje się, że od dawna skrywa pewną tajemnicę. Gdy chwilę później wodzi maślanym wzrokiem za barczystym chłopakiem wykonującym drobne prace przed jego domem, wszystko staje się jasne. Kiedy więc ktoś ze szkoły Simona wyzna anonimowo w sieci, że jest gejem i nie radzi sobie z tym ciężarem, chłopak bez zastanowienia nawiąże z nim kontakt. Chociaż obaj nie wiedzą, z kim mają do czynienia, długie i intymne wiadomości sprawiają, że się w sobie zakochują. Droga do szczęścia będzie kręta i pełna wybojów – oczywiście na tyle, na ile pozwala konwencja feel good movie

Mimo poważnych rozterek bohaterów "Twojego Simona" ogląda się bardzo przyjemnie. Zarówno tytułowy bohater grany przez pełnego chłopięcego wdzięku Nicka Robinsona, jak i paczka jego przyjaciół (Jorge Lendeborg Jr., Alexandra Shipp i znana z "13 powodów" Katherine Langford) to typy osobowości, które przypadną do gustu każdemu – są mądrzy, zabawni i mają wielkie serca. Co więcej – każdy konflikt potrafią zamienić we wzorową lekcję rozwiązywania problemów. Chciałoby się tak żyć i chciałoby się mieć takich przyjaciół. A w najgorszym wypadku – miło na to wszystko popatrzeć. 

photo.title   photo.title   photo.title

Film Berlantiego (scenariusz oparty został na poczytnej książce Albertalli Becky wydanej w Polsce pt. "Simon oraz inni homo sapiens") zwraca też uwagę na to, jak ważnym momentem w życiu każdego, kto czuje się inny, jest ogłoszenie światu swojej orientacji (reżyser w zabawny sposób odwraca ten schemat i konstruuje scenki, w których na coming out zdobywają się osoby heteroseksualne). Chociażby z tego powodu seans "Twojego Simona" może być wartościowy dla wszystkich widzów, bez względu na wiek i życiowe doświadczenia – to w końcu uniwersalna lekcja wrażliwości i empatii. 

Sumienie każe mi jednak wrócić do tematu konstrukcji ekranowego świata, który bardziej krytycznych widzów może uwierać jak drzazga w pięcie. Rzeczywistość "Twojego Simona" to kolorowa bańka, w której lewitują piękni, mądrzy, wygadani i tolerancyjni ludzie. O tym, jak bardzo wysnobowane jest to środowisko, świadczy chociażby scena, w której Simon, podejrzewając, że jego tajemniczy ukochany może być miłośnikiem "Gry o tron", wzdryga się na widok niewyględnych nerdów w licencjonowanych koszulkach. Pytanie: co z osobami, które w realnym świecie nie mają tak inteligentnych, obytych i bezgranicznie wyrozumiałych rodziców jak Simon? Co z tymi, którzy nie mogą liczyć na wsparcie równie inteligentnych, obytych i bezgranicznie wyrozumiałych przyjaciół? Zdaje się, że ich historie to materiał na zgoła inny film. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że i oni zaczerpną z bajkowego świata "Twojego Simona" siłę do walki z nie do końca rozumnymi homo sapiens. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (45głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
8/10
bardzo dobry