Tamte dni, tamte noce (2017)

Tamte dni, tamte noce (2017)

Call Me by Your Name

Włoskie wakacje

recenzja kinowa
Wyobraźmy sobie ciepłe letnie dni, zapach trawy, drzew i gorącego powietrza. Dodajmy do tego powoli mijający czas, piękne krajobrazy i atmosferę sprzyjającą letnim romansom. W takie właśnie miejsce przenosi nas reżyser filmu "Tamtych dni, tamtych nocy".

Luca Guadagnino dał się poznać szerszej publiczności filmami "Jestem miłością" i "Nienasyceni". Tym razem powraca w adaptacji książki Andre Acimana pod tytułem "Tamte dni, tamte noce". Tak samo jak w poprzednim filmie reżyser zabiera nas na piękną prowincje Włoch, gdzie życie toczy się leniwie i powoli. Elio Perlman (Timothée Chalamet) to buntowniczy nastolatek, pilny obserwator i intelektualista, który spędza wakacje w posiadłości swoich rodziców. Kultury i sztuki jest w domu wiele, rodzina dyskutuje o literaturze, rozmawia w różnych językach, a młody chłopak gra na fortepianie utwory Bacha. Jak co roku ojciec Elio, profesor specjalizujący się w sztuce antycznej, zaprasza do domu studenta, który ma mu asystować i pomagać w badaniach. I tak do rodziny dołącza Oliver (Armie Hammer), amerykański "zloty chłopak", ucieleśnienie ideału, który natychmiast zwraca uwagę wszystkich w okolicy. Młody Elio początkowo jest negatywnie nastawiony do gościa, ale z czasem wrogość zamienia się w fascynację.

Scenariusz "Tamtych dni, tamtych nocy" został napisany przez Jamesa Ivory'ego (pierwotnie to on miał zająć się reżyserią), reżysera takich filmów, jak "Pokój z widokiem" czy "Okruchy dnia", który wraz z włoskim reżyserem stworzył film, obok którego nie można przejść obojętnie. Zdjęcia Yoricka Le Sauxa sprawiają, że niemal czuje się to gorące, letnie powietrze. Długie ujęcia celebrujące otoczenie, skupienie się na dźwiękach (szum drzew, rower jadący po piaszczystej drodze) powodują, że widz niemal przenosi się do leniwego, włoskiego miasteczka.
Timothée Chalamet grający postać Elio to zdecydowanie aktorskie odkrycie roku. W genialny i sugestywny sposób portretuje on targanego różnymi uczuciami nastolatka, który w trakcie wakacji przeżywa swoje pierwsze romanse i uniesienia. Jego przeciwwagą jest przystojny i smukły niczym młody bóg (może banalne porównanie, ale nie da się inaczej opisać tej postaci) Armie Hammer w roli Olivera, mężczyzny odznaczającego się dużą pewnością siebie i luzackim podejściem do życia. Ta dwójka  tworzy na ekranie atmosferę, którą niemal można kroić nożem. Gorący i duszny klimat  udzielił się i mi, a Guadagnino zasługuje na brawa, bo w bardzo umiejętny sposób podsycał te odczucia, nie mówiąc od razu wszystkiego wprost. Relacja Elio i Oliver'a to przede wszystkim gesty, słowa okraszone swego rodzaju zmysłowością, która rozwija się z każdą minutą filmu. Jednym słowem my, widzowie, jesteśmy coraz bardziej uwodzeni.

Bez wątpienia na uwagę zasługują również postaci drugoplanowe, a przede wszystkim grający ojca Elio, Michael Stuhlbarg. Jego monolog w jednej z końcowych scen filmu to być może najbardziej zapadających w pamięć moment produkcji i swego rodzaju podsumowanie tego wszystkiego co widzieliśmy na ekranie.

"Tamte dni, tamte noce" to film kameralny, którego narracja jest niespieszna. Umiejętne budowanie napięcia i psychologicznego portretu bohaterów to największa zaleta filmu. Nie ma tu zbędnych elementów (ok, jest jedna scena, która mnie, osobę nie dającą się łatwo zszokować, zaskoczyła i uważam, że nie była potrzebna - rozumiem jednak, że to adaptacja książki), a każdy czynnik i każda postać bezpośrednio budują tę historię. Ja, w swojej ocenie, nie uważam tej produkcji za "najlepszy film roku" (może przez tą niejaką "literackość"). Nie jest oczywiście tak, że "Tamte dni, tamte noce" nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia. Zrobiły, przede wszystkim przez odczucia, które towarzyszył mi podczas seansu. A to właśnie o uczuciach jest ten film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (23głosy).
inez3
ocenia ten film na:
8/10
bardzo dobry